Blog > Komentarze do wpisu
Part twenty nine, cz. 1
Muszę przyznać, że ten rozdział był niemałym wyzwaniem, stąd też to małe opóźnienie ;) To, co się tutaj dzieje... każde jedno z tych wydarzeń jest w pewien sposób szczególne i mam nadzieję, że to docenicie. Jeśli usłyszę cokolwiek w rodzaju "ale to niekanoniczne", to normalnie białej gorączki dostanę z miejsca i znajdę tego, kto to powiedział i wypatroszę! Nic tutaj nie dzieje się bez przyczyny, pamiętajcie o tym. A w związku z tym, że napracowałam się przy tym rozdziale i jestem z niego naprawdę dumna, bardzo, ale to bardzo Was proszę, napiszcie, co myślicie. I w miarę możliwości proszę o wskazanie chociaż jednej sceny, która Was najbardziej ujęła. Zapraszam do czytania!

Nim zapomnę - w zakładce bohaterowie pojawiła się drobna zmiana. Mianowicie znalazłam zdjęcie, które dużo bardziej oddaje Gerarda i zainteresowanych zachęcam do obejrzenia jego metamorfozy, której głównym winowajcą jest Al Pacino ;)

Cheroine, ja się wcale nie obrażam, jak mi wytykasz błędy. Więcej, zachęcam, żebyś robiła to częściej! Interpunkcja zawsze za mną nie przepadała, więc jestem wdzięczna za każdą podpowiedź ;)

Enjoy!!

 

 

 

Widział wyraźnie jej bladą twarz, drżące wargi, szeroko otwarte, przerażone oczy. Trzęsła się z niewyobrażalnego bólu, krew spływała po jej rękach i plecach. Własna bezsilność rozrywała go od wewnątrz. Chciał wziąć ją w ramiona, dać ukojenie, ale bał się, że sam dotyk sprawi jej jeszcze większe cierpienie. Upadł na kolana przy łóżku, łapiąc się z rozpaczą za głowę. Obiecywał, że jej pomoże, że ją wyleczy, a teraz wszystko na nic. Wszelkie nadzieje prysły. Niemal zawył z desperacji, gdy z jej ust wyrwał się mrożący krew w żyłach wrzask bólu. Ostatkiem sił obróciła głowę, by spojrzeć na niego z przerażeniem. Serce mu pękło na widok gasnącego błysku w jej oczach. Kurczowo chwycił jej wyciągniętą dłoń.

- S… Seve… rusie… – wykrztusiła. Ścisnął mocniej jej dłoń, dławiąc w sobie lament. – Severusie! – zawołała nagle silniejszym głosem. Zamknął oczy, bojąc się patrzeć na uciekające z niej życie. – Severusie, obudź się!

Znieruchomiał na te niespodziewane słowa. Nim zastanowił się nad ich nieprawdopodobnością, ktoś szarpnął go mocno za ramię. Z wolna otworzył oczy, by odkryć, że leży na łóżku, a nad nim pochylała się właśnie mocno zaniepokojona Tonks. Jedną ręką szarpała go za ramię, zaś jej druga dłoń tkwiła w jego kurczowym uścisku. Ku wielkiego zdumieniu Severusa w żadnym stopniu nie wyglądała jak ktoś, kto właśnie miał się udać na tamten świat. Wręcz przeciwnie, była idealnym okazem zdrowia, a gdy tylko spostrzegła, że otworzył oczy, z wielką ulgą opadła na niego, by przytulić go mocno, mrucząc pod nosem:

- Już dobrze, to był tylko sen.

Jednak ten „tylko sen” był tak niesamowicie realistyczny, ze bardzo długą chwilę zajęło Severusowi zrozumienie, że Nimfadora naprawdę się nie wybierała na łono Merlina. Gdy zaś w pełni to do niego dotarło, objął ją z taką siłą, że aż sapnęła, próbując złapać uciekające z płuc powietrze. Nieznacznie rozluźnił uścisk i wtulił twarz w jej szyję, wdychając kojący zapach. Uspokajająco głaskała go po głowie, szepcząc słowa otuchy. Dławiło go prawdziwe przerażenie na myśl, że mógłby ją stracić. Tym bardziej teraz, gdy uświadomił sobie, że sprawiła, że zaczęło mu na niej zależeć.

- Nie pozwolę ci odejść – szepnął, nie do końca świadomy, że wypowiedział to na głos.

 

Kilka dni wcześniej

Po feralnym rozpoczęciu roku, obudził się w dużo lepszym nastroju. Z lekkim rozbawieniem spojrzał na leżącą na nim Nimfadorę. Poczuł wredną potrzebę zrzucenia jej bezceremonialnie, ale udało mu się ją przezwyciężyć. W końcu jak mógłby ją potraktować w taki sposób po tym wspaniałym masażu, który mu zafundowała? Miał nadzieję przekonać ją do powtórzenia tej chwili relaksu, a w takim wypadku nastawienie jej wrogo raczej nie byłoby dobrym pomysłem.

Musnął palcami jej policzek, odgarniając jej włosy z twarzy. W jednej chwili zamarł, gdy na jej ustach niespodziewanie zagościł uśmiech. Zamruczała, przeciągając się. Przełknął ślinę, czując dziwne gorąco rozchodzące się po jego ciele. Miał wielką nadzieję, że kiedy obróciła głowę, by na niego spojrzeć, niczego nie było po nim widać. Wstrzymał na moment oddech, czując jej delikatną dłoń, błądzącą po jego torsie. Chwycił ją lekko za nadgarstek.

- Nie miałem w planach cię budzić – powiedział cicho, odsuwając jej rękę na bok.

- Zamierzałeś się wymknąć po kryjomu? – zapytała z rozbawieniem, lekko zaspanym głosem.

- Nie ukrywam, że rozważałem taką możliwość – odparł spokojnie.

Zmarszczył brwi, gdy z powrotem położyła dłoń na jego brzuchu. W każdy inny poranek mogłoby mu to nie przeszkadzać, ale czekały go podwójne eliksiry z Gryfonami, więc wolał nie mieć w głowie Nimfadory i tego, co potrafiła z nim zrobić samym dotykiem. Ogarnęło go nieprzyjemne uczucie, gdy niespodziewanie spoważniała.

- Opowiedz mi, co się stało na uczcie? – spytała nagle, wodząc palcami po jego przedramieniu. Odwrócił głowę, a obrazy poprzedniego dnia stanęły mu przed oczami, odpychając przyjemne doznanie.

- Po co ci to wiedzieć? – mruknął opryskliwie.

- Chciałabym wiedzieć, komu trzeba strzelić za doprowadzenie cię do takiego stanu, w jakim byłeś wczoraj. Uczniom? Gellertowi? Czy może jeszcze komuś innemu?

- Co to za różnica?

- Zasadnicza. Chcę to usłyszeć od ciebie, ale jak mi nie powiesz, będę zmuszona zapytać Minerwę.

Spojrzał na nią z lekkim zdziwieniem, słysząc stalową nutę w jej głosie. Jej oczy pałały uporem, a włosy przybrały kolor burgundu. Westchnął, mając świadomość, że tak długo będzie mu wierciła dziurę w brzuchu, aż wreszcie wszystko jej zdradzi. W związku z tym, że nie tolerował takiego zachowania i zmuszania do wyznania sekretów – co często robił Albus torturując go miną zbitego psiaka – najlepszym rozwiązaniem byłoby podzielenie się tajemnicą z własnej woli.

- Więc komu należy się łomot? – zapytała przesłodzonym głosem, gdy zbyt długo zwlekał.

- Nowemu nauczycielowi Obrony Przed Czarną Magią – mruknął niechętnie, zastanawiając się jednocześnie, czym jeszcze go zaskoczy. Ton jej głosu brzmiał przed momentem dokładnie tak samo, jak ten, którym posługiwała się Andromeda, gdy w grę wchodziło rozprawienie się z jakimś durniem.

- Co zrobił?

- Powiedział to, czego nie powinien.

- Co?

Spojrzał jej w oczy i poczuł rosnące zdziwienie. Jej spojrzenie kryło rosnącą złość, a końcówki włosów przybrały czerwoną barwę. Coś w głębi umysłu zaczęło mu podpowiadać, że coś tu jest nie tak. Po pierwsze, nie powinno jej w ogóle obchodzić, co się stało. Po drugie, to, że ktoś go zdenerwował, stanowczo nie było powodem do jej złości. A przynajmniej nie powinno być. Chyba, że…

- Nie ma znaczenia, to już przeszłość – powiedział spokojnie, przyglądając jej się uważnie.

- A ma znaczenie ta krew, którą miałeś na ręce? – prychnęła z irytacją.

- Zależy dla kogo – wzruszył ramionami. Uniosła pytająco brew, na co uśmiechnął się złośliwie. – Dla mnie ma, bo czerpałem wielką satysfakcję z tego, co zrobiłem, dla nauczycieli raczej też, gdyż musieli szybko udzielić pomocy temu palantowi, dla uczniów chyba nie ma, chociaż nie byłbym tego taki pewien – skrzywił się – a dla Kasha ma raczej wielkie znaczenie. O ile się orientuję, ciężko się prowadzi lekcje ze złamaną szczęką – dodał z diabelskim uśmieszkiem.

- Złamałeś mu szczękę? – zdziwiła się, a Severus poczuł absurdalną dumę, gdy w jej głosie zabrzmiała nutka podziwu. – Czekaj! Powiedziałeś Kash?

- Tak. Czyżbyś go znała? – zakpił. Nie potrafił pohamować zdziwienia, gdy się skrzywiła i kiwnęła niechętnie głową.

- Przez tego gnoja nie zostałabym aurorką. – Był wielce zdumiony, że jego gałki nie wypadły z oczodołów, gdy oczy rozszerzyły mu się z szoku. Czerwień na jej włosach zniknęła z rozbawionym prychnięciem, które wyrwało jej się na widok jego miny. Zaraz jednak z powrotem spoważniała. Oparła się na łokciu i podparła ręką głowę, wbijając wzrok w jego brzuch, po którym wodziła palcami. – Russel Kash był aurorem odpowiedzialnym za rekrutację, a chociaż wszystkie egzaminu zdałam bez najmniejszego problemu, ten palant chciał mnie oblać. W sumie od początku nie pałał do mnie uczuciem – skrzywiła się. – Gdyby Moody’ego nie było przy moim egzaminie, musiałabym sobie znaleźć nową pracę. Widział, że sobie poradziłam śpiewająco, więc poszedł do Kasha mu nawrzucać. I wiesz, co się okazało? – Severus chciał zaprzeczyć, ale wyraźnie nie czekała na odpowiedź. – Jak Szalonooki go przydusił, to się dowiedział, że ten dupek dostał kasę, żeby oblać konkretną ilość osób, bo mieli za dużo chętnych! A że ja mu się od początku nie spodobałam, to oczywiście musiał się na mnie uwziąć! Debil – mruknęła dobitnie na końcu.

Z każdym jej kolejnym słowem w Severusie rosła złość. Od samego początku nie znosił Kasha, ale teraz ten nadęty bufon jeszcze bardziej sobie grabił.

- A czym tobie tak właściwie podpadł, oprócz tego, czego nie chcesz mi powiedzieć? – zapytała niespodziewanie, nie odrywając dłoni od jego brzucha.

Przymknął oczy, gdy nieumyślnie zsunęła rękę niżej.

- Kash to palant. Od początku taki był. Znam go ze szkoły, był trzy lata wyżej w Ravenclaw. Przeklęty prymus i pupilek wszystkich nauczycieli. Filius zawsze go uwielbiał i mianował tego durnia prefektem. Szkoda tylko, że nie wiedział, że gdy nikt nie widział, wystarczyło mu błysnąć galeonem, żeby zrobił praktycznie wszystko. Włączając w to znęcanie się na młodszymi – syknął z irytacją.

Wstrzymał na moment oddech, gdy niespodziewanie poczuł jej usta na obojczyku. Gwałtownie otworzył oczy, spoglądając na nią z zaskoczeniem. Uśmiechnęła się psotnie.

- Mów dalej – powiedziała cicho, odsuwając się, by znów oprzeć się na łokciu.

Przez dłuższą chwilę nie potrafił wydusić z siebie żadnego słowa. Powiedzieć, że był w szoku, to wielkie niedomówienie. W ogóle się nie spodziewał czegoś takiego i zaskoczyła go w takim stopniu, że musiał wyglądać naprawdę głupio, gdy tak wpatrywał się w nią z ogłupieniem. Część jego umysłu – tak, która jeszcze z trudem pracowała – była jej wdzięczna, że się nie roześmiała.

- Ja… chyba powinienem się przygotować do zajęć – wykrztusił z trudem, spoglądając na nią z kompletnym niedowierzaniem na twarzy.

Nimfadora roześmiała się głośno i odsunęła, a Severus momentalnie zerwał się z łóżka i ewakuował do łazienki, zastanawiając się, czy jego podejrzenia nie są aby całkiem trafne…

W tym samym czasie

Obudziło ją skrzypnięcie drzwi i czyjeś kroki w sypialni. Marszcząc brwi, pomacała dugą połowę łóżka. Gwałtownie otworzyła oczy, gdy jej ręka trafiła na pustkę. Czując rosnący niepokój, poderwała się z łóżka i stanęła twarzą w twarz z nienagannie ubranym, lekko chwiejącym się Gerardem. Cały niepokój znikł w jednej chwili, gdy uśmiechnął się mało przytomnie, a jej czuły węch został zaatakowany przez silny zapach alkoholu. Mrużyła oczy i zacisnęła usta w cienką linię, opierając ręce na biodrach.

- Gdzieś ty był? – wysyczała groźnie, mrożąc go wzrokiem.

Gerard przechylił głowę na bok, przyglądając jej się z uśmiechem. Odrzucił laskę na fotel, objął ją błyskawicznie i przyciągnął do siebie, by pocałować ją w usta. Z wściekłym prychnięciem odepchnęła go.

- Szlajałeś się gdzieś przez całą noc, wracasz pijany i wyobrażasz sobie, że tak po prostu możesz sobie przychodzić do mnie nad ranem i zachowywać się, jakby się nic nie stało? – zawołała, wygrażając mu palcem. Gerard zmarszczył brwi.

- Nie szlajałem się – powiedział zadziwiająco wyraźnie.

- Nie? A możesz mi wyjaśnić, gdzie byłeś przez całą noc?

- Mogę. Otóż dzięki mnie Severus może spać w spokoju i nie przejmować się zemstą Grindelwalda, moja droga, kochana i bardzo pociągająca Minnie – odpowiedział spokojnie, przyciągając ją znów do siebie.

- Jesteś pijany! – zawołała ze złością, odpychając go znowu.

Wywrócił oczami. Przyciągnął ją do siebie, obejmując na tyle mocno, by nie zdołała mu się wyrwać. Prychnęła ze złością, ale uciszył ją szybkim pocałunkiem.

- Musiałem upić Gellerta, żeby zgodził się odpuścić Severusowi. Na trzeźwo bym go nie przekonał – wyszeptał jej do ucha. Musnął ustami jej szyję. – Wyglądasz cudownie, jak się denerwujesz – szepnął niskim, zachrypniętym głosem.

Złość Minerwy nieco zelżała, ale nie powstrzymało jej to jednak przed ponowną próbą odepchnięcia go.

- Miałeś nie pić! – syknęła, siłując się z nim.

- Raz nie zaszkodzi.

- Ten raz przerodzi się w kolejny, a ten w jeszcze następny, aż w końcu twoja wątroba nie wytrzyma i zamiast ślubu będzie trzeba urządzać pogrzeb! – krzyknęła ze złością, nie zwracając większej uwagi na słowa, które opuszczały jej usta.

- Ślubu? Chciałaś urządzać ślub? Czyj? – zdziwił się Gerard, przyglądając jej się niepewnie.

Gwałtownie wciągnęła powietrze, wyzywając się w myślach. Nie potrafiła uwierzyć, że nie zastanowiła się milion razy, zanim palnęła coś takiego!

- Severusa, oczywiście – zełgała szybko. – Przecież sam zauważyłeś, że coś jest między nim a Tonks, nieprawdaż?

Gerard przez chwilę przyglądał jej się niepewnie, później zaś powoli pokiwał głową i uśmiechnął się z zadowoleniem. Przysunął się, by znów ją pocałować, ale zdążyła się w porę odsunąć na bok. Przytrzymała go, gdy się zachwiał i pogroziła palcem, po czym wskazała łóżko.

- Idź już lepiej spać, na pewno miałeś ciężką noc – poradziła mu, w myślach dziękując Merlinowi, że jego wybitny zmysł obserwacji i podejrzliwość zostały tymczasowo stłumione…

Tymczasem…

Ziewając przeciągle, niespiesznie wszedł do swojego okrągłego gabinetu, gładząc jednocześnie swoją długą, białą brodę. Z roztargnieniem pogłaskał Fawkesa, który zachowywał się, jakby próbował mu coś przekazać, ale był na tyle zaspany, że jego umysł nie do końca był wstanie odbierać bodźce zewnętrzne. Zmieniło się to dopiero, gdy skierował się do biurka, a tam na jego fotelu zasiadał, czy może raczej zsuwał się z niego, wyraźnie podpity Gellert. Z pełnym skupieniem, którego osiągnięcie zapewne kosztowało go niemało wysiłku, uważnie przeglądał szkolne akta.

- Co ty robisz? – zawołał zdumiony Albus po chwili konsternacji.

- To, po so tu przyszłem – mruknął czarnoksiężnik, odrzucając na bok jakieś pergaminy.

- Czyli co dokładnie? – zapytał ostrożnie Dumbledore, podchodząc powoli do Grindelwalda.

- Śśślepy jesteś, szy niedorozwinięty?! Szukam! – syknął Gellert, rzucając za siebie kolejne akta.

- Jak mi powiesz, czego szukać, to może będę mógł ci pomóc – zaproponował, stając tuż obok fotela, by zerknąć na porozrzucane wokół pergaminy. Zdumiał się niezmiernie, widząc akta uczniów sprzed przynajmniej trzydziestu lat.

- Bujaj się! Poradzę sobie.

- Wiesz, wydaje mi się, że trochę bardziej się orientuję w tej całej biurokracji, więc myślę…

- Spieprzaj! – zawołał ze złością Gellert, zrywając się gwałtownie z fotela.

Albus odruchowo cofnął się o krok, gdy aura Grindelwalda zajaśniała w powietrzu. Bardzo szybko jednak znikła, kiedy czarownik zachwiał się i niemal bezwładnie opadł z powrotem na fotel. Dumbledore rozważył szybko, czy warto ryzykować kolejną próbą zaoferowania mu pomocy, a co za tym idzie, odkrycia pożądanej informacji, ale uznał, że nie warto. Gellert Grindelwald potrafił być niebezpieczny, ale pijany Gellert Grindelwald stanowił pięćdziesiąt razy większe zagrożenie. Dla bezpieczeństwa więc wycofał się do swoich kwater, nakazując portretom, by uważnie obserwowały czarnoksiężnika…

 

niedziela, 05 lutego 2012, ines_mp

Komentarze
2012/02/05 17:35:11
Pierwszy akapit, a ja mam łzy w oczach i czuję się jakoś zdruzgotana taką przerażającą wizją z Tonks w roli głównej. Nie, nie i jeszcze raz nie! To było straszne. Brrr! Całe szczęście, że to tylko sen.
No i Severus przepadł nieodwołalnie. To było naprawdę, naprawdę piękne. I cudowne. I wzruszające. I właśnie taki jest prawdziwy Sev, gdy już wyjdzie zza tych murów obronnych, które wokół siebie postawił.
Dora ma nad nim naprawdę ogromną władzę. Nie mogę się doczekać tej chwili, kiedy tę władzę wykorzysta z całkowitą premedytacją. Choć obawiam się, że Sev mógłby wtedy na zawał zejść. I kolejny raz się potwierdza, że oni są sobie pisani. Na zawsze.
Mała, fioletowowłosa szantażystka ^-^ I uparciuch, co akurat jest bardzo pozytywną cechą w przypadku Snape'a.
Chyba, że... Dobrze kombinujesz Sev. I nie chyba, a na pewno. Taki stary, a taki czasem durny. Kocham jego diabelski uśmieszek. Sama mam teraz taki sam, jak myślę o złamanej szczęce Kasha. Dobrze mu tak! Jak mu Sev jeszcze raz nie dołoży, za prawie oblanie Tonks, to będę mocno zdziwiona. Kash ma w Hogwarcie przerąbane na całej linii. Coś mi mówi, że długo tam nie zostanie. Albo sam zwieje, albo wyniosą go nogami do przodu.
Uwielbiam jak to Tonks zaskakuje. Zawsze jest wtedy zaskoczony/zdumiony/zaszokowany/ogłupiały XD
Oj są, są. Wbij sobie Mistrzuniu to do głowy już teraz.
Zaczynam się bać. Minnie włączyła tryb Godzilli. Ale chyba buziaczki złagodziły jej gniew. Wow, pięknie wybrnęła z tej wpadki o ślubie. Teraz pytanie, czy Gerard się da na to złapać. Ciekawe co on tak się boi sakramentalnego 'tak'. W końcu chyba kocha Minerwę. Faceci są naprawdę pokręceni.
- Bujaj się! Poradzę sobie. BUAHAHAHAHA Gellert jest bezbłędny! Ale skubaniec jeden coś kombinuje. Pytanie co. Oj, droga Ines, bój się ^^

KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ...

P.S. Pierwsza!
-
Gość: sunny_flower, host18811713360.waldex.3s.pl
2012/02/05 22:37:55
zamarłam przy pierwszym akapicie... o.O masz ogromne szczęście, że to był tylko sen! ;)
czekam na cz.2 ;)
-
Gość: Daga, user-31-175-174-99.play-internet.pl
2012/02/08 10:41:15
Sen przerażający nie ukrywajmy. Zamarłam jak zaczęłam czytać... Odetchnęłam dopiero, gdy Tonks obudziła Sev'a...Jestem w szoku, co nie zmienia faktu, że cała scena mi się bardzo podobała, samo przedstawienie uczuć Sev'a i to jego powolne otwieranie się na uczucia i na samą Tonks...
-
Gość: TigramIngrow, netpanel-87-246-193-110.umcs.akademiki.lublin.pl
2012/02/10 16:04:20
Już wiem o co miałam sie spytać po poprzednim rozdziałem - co to za eliksir który pija Severus? I co się stanie, jeśli zapomni go zażyć? Chodzi o to wycofanie się ze świata i niereagowanie na bodźce?
-
2012/02/14 11:17:43
Co mnie najbardziej urzekło? Nie chcę wyjść na jakąś sentymentalną babę, ale ten pocałunek w obojczyk, którym bdarzyła Severusa Tonks był naprawdę uroczy i taki hmm... intymny wręcz... :)