|
Blog > Komentarze do wpisu
Part twenty nine, cz. 2
Jak mnie coś zaraz trafi!!! Nienawidzę limitu bloxa!! No ale macie w ten sposób pewność, że jest sporo do czytania, bo rozdział do krótkich nie należy ;) Enjoy!
Od tamtego poranka minęło dokładnie dziewięć dni. Dziewięć ciężkich dni, w czasie których każdy, prócz Tonks i Gerarda, był tak zalatany, że samo myślenie pod wieczór stanowiło wielki wysiłek. Gellert zapomniał całkowicie o Severusie i skupił się na swoich tajemniczych poszukiwaniach, Albus latał za nim krok w krok, pilnując, by Hogwart w żaden sposób nie ucierpiał, wszyscy nauczyciele mieli na głowie całą zgraję uczniów, którzy jeszcze nie zdążyli się przestawić na tryb nauki, a Severus dodatkowo w każdej wolnej chwili obserwował uważnie Nimfadorę, wypatrując w jej zachowaniu najdrobniejszych oznak choroby rozpoczynającej się na literę „z”. Gerard natomiast usilnie starał się zrozumieć, skąd mu się ubzdurało coś o jakimś ślubie, zaś Tonks próbowała jednocześnie zachowywać się swobodnie, ignorować oceniające spojrzenie Severusa i nie pokazywać mu, że poczuła w stosunku do niego cokolwiek głębszego, a wszystko to razem wcale nie było takie proste. Na jej korzyść działał kompletny brak czasu, jaki dopadł Severusa, dzięki czemu widywali się dopiero późnym popołudniem, gdy to Snape najpierw narzekał przez pierwszą godzinę na przeklętych uczniów, po czym, chcąc odreagować, zajmował się jej „rehabilitacją” – w magiczny sposób od walca przeszli prawie niezauważalnie do namiętnej rumby, przy czym oboje twierdzili zgodnie, że to był pomysł tego drugiego. Później zaś znów się wściekał, że nie może znaleźć dla niej lekarstwa, aż w końcu normalnie porozmawiać mogli dopiero pod sam wieczór tuż przed snem. I w taki oto sposób błyskawicznie zleciał cały tydzień, aż do niedzieli, gdy to o poranku Severus został zbudzony z tego nieszczęsnego snu… - Nie pozwolę ci odejść. Znieruchomiała, słysząc z jego ust takie słowa. Mogłaby się spodziewać wszystkiego, naprawdę wszystkiego, ale coś takiego kompletnie wykraczało poza jej zdolność rozumowania. Nie wiedząc, co robić, przytuliła go mocniej, czując jednocześnie ciepło w głębi serca. Nie potrafiła nic poradzić na szeroki uśmiech, który pojawił się samoistnie na jej twarzy. Poczuła rozpierające ją szczęście, gdy dotarło do niej, że jego słowa miały podwójne znaczenie. Wprawdzie gdyby jej matka się dowiedziała, jak wielką radość sprawił jej właśnie Severus, zapewne ręce opadłyby jej do samego jądra Ziemi, po czym tak by się wściekła, że żadne z nich by tego nie przeżyło, ale jakoś jej to teraz nie obchodziło. Liczyło się tylko tu i teraz i ta świadomość, że nie jest mu obojętna. Zasmuciła się więc, gdy w końcu ją puścił i odwrócił zmieszany wzrok, po czym bez słowa delikatnie ją z siebie zepchnął i usiadł, odwracając się do niej plecami. - Ja… wybacz, chyba nie powinienem tak… – zaczął speszony, ale przerwała mu szybko, kładąc mu ręce na ramionach. - Sev, daruj sobie. Oboje wiemy, że nie mam ci czego wybaczać – powiedziała cicho, powoli przesuwając dłonie, by objąć go i przytulić się do jego pleców. W pierwszej chwili spiął się lekko, ale po chwili wahania dotknął lekko jej dłoni na swojej piersi. Oparła głowę na jego ramieniu, czując przyjemny dreszcz, gdy delikatnie gładził jej ręce. Pomimo zwyczajowego chłodu w lochach, rozgrzewało ją ciepło bijące od jego ciała, a jego silny, męski zapach zawracał jej w głowie. Przysunęła się bliżej, by mocniej do niego przylgnąć. Przymknęła oczy, napawając się jego bliskością. Nie po raz pierwszy zastanowiła się, jak mogła wcześniej bez niego normalnie żyć. W ciągu tych dwóch tygodni, jakie spędziła z nim, sprawił, że całkowicie zapomniała o jego paskudnym image’u nieprzystępnego drania. - Mogę cię o coś zapytać? Severus przymknął oczy i wziął głębszy wdech, gdy jej ciepły oddech owiał jego kark. Przesunął palcami po jej przedramieniu, by musnąć wierzch jej dłoni. - Już to zrobiłaś – mruknął. Czuł coś naprawdę niesamowitego, gdy tak unie wtulała się w jego plecy. Sam był zdumiony, że nie dostał ataku paniki na samą myśl, że ma ją za sobą i nie widzi, co robiła, ale obejmujące go delikatne ramiona i ciepło jej ciała koiły jego zszargane nerwy. Częściowo niepokoiło go, że pozwolił jej na takie zbliżenie, ale czuł, że jej potrzebował. Szczególnie teraz, gdy Minerwa miała w głowie tylko i wyłącznie Gerarda, i poświęcała mu mniej uwagi niż zwykle. - Czemu jesteś dla wszystkich takim dupkiem? – spytała cicho, obracając nadgarstek, by chwycić jego dłoń. Spojrzał ze zdziwieniem na rękę, gdy jakby nigdy nic splotła ich palce. - Ja wiem? Chyba kwestia przyzwyczajenia – odparł cicho, nie odrywając wzroku od ich dłoni. Coś w głębi jego umysłu krzyczało, by uciekał daleko, ale zwyczajnie nie chciał. Dobrze się czuł w jej obecności i chciał mieć ją częściej tak blisko siebie. Nie chciał przed samym sobą tego przyznać, ale zwyczajnie bał się, jak będzie wyglądała przyszłość, gdy Tonks wróci już do normalnego życia. Przełknął ślinę, czując nagle nieprzyjemną suchość w ustach. – Zresztą, jaki mam być, skoro wszyscy widzą we mnie tylko byłego Śmierciożercę? – mruknął z nutką goryczy w głosie. - Wszyscy? Minerwa też? I Albus, i Gerard? Nie wszyscy mają cię za zbrodniarza. Dla mnie na przykład zawsze byłeś zwykłym facetem, który miał ciężkie życie. No może byłeś trochę bardziej arogancki i wredny, no i bezczelny i chamski, jak już przy tym jesteśmy, ale widać było, że żałowałeś swoich wyborów. - Chyba tylko ty tak twierdzisz – powiedział cicho, ale nie mógł powstrzymać uśmieszku, gdy wymieniała z rozbawieniem jego złe cechy. - Nieprawda. To po prostu ty jesteś ślepy. Mama uparła się, że mam przyjść do nich na obiad za tydzień – zmieniła nagle temat, ku zadowoleniu Severusa, który nie lubił rozprawiać o innych ludziach i sposobie, w jaki go postrzegają. Kiwnął niespiesznie głową. - Jeśli wszystko będzie szło tak dobrze jak teraz, nie widzę żadnych przeciwwskazań. Prawdę mówiąc, było lepiej, niż mógł oczekiwać. Z nogą nie miała już najmniejszych problemów, a na przedramieniu głęboka rana przeistoczyła się już w wyraźną bliznę, więc mogła spokojnie zastąpić bandaż jasnozieloną apaszką, którą zawiązała sobie tuż za nadgarstkiem, zasłaniając jednocześnie ślad po ugryzieniu. Natomiast jeśli chodziło o jej plecy, Severus nie wiedział, jak to się stało, ale wyglądało na to, że same z siebie się prawie do końca wyleczyły. Rany wprawdzie nie były jeszcze do końca zasklepione, ale nie sączyła się już z nich krew ani ropa, a to był wielki postęp. - To dobrze – mruknęła cicho, lekko zamyślonym głosem. Uścisnęła mocniej jego dłoń. – Chciałabym, żebyś poszedł ze mną. Zaklęła w myślach, gdy momentalnie się spiął. Spodziewała się wprawdzie takiej reakcji, ale miała cichą nadzieję, że może obejdzie się bez tego. - Nie wydaje mi się, żeby to był dobry pomysł – powiedział po chwili z wyraźną dozą dystansu. – Twoja matka mnie nie lubi. - Nie lubi cię od czasu, kiedy wlepiłeś mi pierwszy szlaban – westchnęła. – Daj spokój, ona się tylko zgrywa, tak naprawdę nic do ciebie nie ma, jest po prostu trochę nadopiekuńcza. - Nadopiekuńcza? To wielkie niedomówienie. Mój nos jeszcze pamięta jej cios po tym, jak cię przy niej obraziłem. - No to teraz wiesz, czego unikać – roześmiała się, ale zaraz z powrotem spoważniała. – No nie bądź taki, chodź ze mną. - Dlaczego? Daj mi jeden powód, dla którego miałbym tam pójść. - Bo ja tego chcę. - To nie jest argument. - Lepszego nie dostaniesz. Obrócił głowę, by spojrzeć na nią z uniesioną brwią. Na widok jej proszącego spojrzenia poczuł się naprawdę dziwnie. Z jednej strony nie chciał sprawić jej zawodu, ale z drugiej wiedział, że jego obecność stanowczo nie spodoba się Andromedzie. Przez chwilę walczył sam ze sobą, ale w końcu zwiesił głowę i westchnął ciężko. - Zastanowię się – mruknął z nieznaczną niechęcią. - Dziękuję – szepnęła i uniosła głowę, by musnąć ustami jego policzek. - Jeszcze się nie zgodziłem – zaznaczył szybko, spoglądając na nią z lekkim zdziwieniem. - Nie, ale zgodziłeś się zastanowić, a to już coś – odparła spokojnie, uśmiechając się do niego szeroko. Westchnął znów, kręcąc głową. Bywały chwile, gdy jej tok myślenia stanowił dla niego prawdziwą zagadkę. Jednak nawet gdyby chciał, nie mógł się teraz głębiej zastanowić nad jej sposobem rozumowania, gdyż niespodziewanie z salonu dobiegło ich głośne pukanie. Tonks bez słowa puściła go i odsunęła się, a Severus niespiesznie sięgnął do szafki, skąd wyciągnął pomarańczowy eliksir, nim wstał. Jednym łykiem opróżnił fiolkę i odstawił ją na blat, po czym chwycił leżącą na fotelu koszulkę, założył ją i niespiesznie wyszedł z sypialni, zastanawiając się, któż śmie zakłócać mu ten spokojny poranek. Za drzwiami ujrzał najmniej oczekiwaną osobę. Zmrużył niebezpiecznie oczy, wpatrując się w Kasha z jawną pogardą. - Mnie też nie cieszy, że musiałem tutaj zejść – burknął były Krukon, odwzajemniając nieprzyjemne spojrzenie. – Dumbledore chciał, żebym ci to przekazał – mruknął z niezadowoleniem, wyciągając w jego stronę rulon pergaminu. Severus praktycznie wyrwał mu wiadomość z ręki i już miał zatrzasnąć mu drzwi przed nosem, gdy Kash prześlizgnął się obok niego i oparł o ścianę, zakładając ręce na piersi. - Mam poczekać na odpowiedź – rzucił niechętnie, krzywiąc się przy tym niemiłosiernie. Mistrz Eliksirów zmroził go spojrzeniem, ale czyste niezadowolenie na jego twarzy podpowiedziało mu, że to mogła być prawda. Z wielką niechęcią zasiadł więc na fotelu i rozwinął pergamin, ukradkiem wciąż obserwując Kasha, który jednak nie ruszył się o krok. Najwyraźniej dla niego hańbą było robienie za posłańca. Severus uśmiechnął się kpiąco na tą myśl. Szybko przebiegł wzrokiem zawiły list odnoszący się do jego Ślizgonów, którzy znów przysporzyli kłopotów. Ze znudzeniem sięgnął po pióro i naskrobał na odwrocie krótką wiadomość, ograniczając się przy tym do zapewnienia dyrektora, że „postara się tym zająć”. Zwinął z powrotem pergamin, wstał i podał go niechętnie Kashowi akurat w chwili, gdy do salonu weszła Tonks. Zmroziła wzrokiem przybyłego, który, o dziwo, nie wyglądał na zaskoczonego jej obecnością i przeszła ostrożnie przez pomieszczenie, by usiąść na podłokietniku fotela. - Co on tu robi? – zapytała z niezadowoleniem. - Bawił się w listonosza, ale już wychodzi – mruknął Severus, wciskając pergamin w rękę Kasha, którego usta niepokojąco wygięły się w kpiący uśmieszek. - Snape, no wiesz? Śmierciożerca pieprzący się z aurorką? Przecież to hańba – rzucił zjadliwym tonem. – Nie obawiasz się, że ta twoja poszukiwaczka sprawiedliwości cię przymknie, co zresztą powinna zrobić? Tonks fuknęła ze złością, a Severus zacisnął pięści. - Kash, lepiej dla ciebie, żebyś sam się przymknął – warknął Severus z rosnącą irytacją. – Inaczej będę zmuszony, by poprawić to, co zrobiłem na uczcie, ale wtedy dopilnuję, żebyś przynajmniej przez miesiąc nie był w stanie się odezwać. - Grozisz mi? O ile pamiętam za to może być całkiem wysoka grzywna, jeśli to zgłoszę – odparł Kash ze stoickim spokojem, ale w jego oczach pojawił się paskudny błysk. – Ale wiesz, Snape, powinieneś się wstydzić. Kto by pomyślał, że zniżysz się do rękoczynów, jak twój ojciec. Chyba tylko cudem Tonks zdążyła chwycić Severusa za rękę, nim zdążył wyprowadzić nokautujący cios. Błyskawicznie stanęła za jego plecami, kładąc mu uspokajająco rękę na ramieniu. Kash jedynie roześmiał się paskudnie i spokojnie wyszedł, nie siląc się na jakiekolwiek pożegnanie. - Przysięgam, że go kiedyś zabiję – warknął Severus, wpatrując się ze złością w drzwi. - Nie daj się sprowokować. On tylko czeka, żebym mu coś zrobił, przez co miałby na ciebie haka. - Nawet sobie nie wyobrażasz, jak ten palant mnie denerwuje. - Nie muszę sobie wyobrażać, widzę. Chodź, przyda ci się teraz mały relaks – powiedziała, ciągnąc go lekko w kierunku sypialni.
Blisko dwie godziny później całkowicie zapomniał o wizycie przeklętego Kasha. Siedział w salonie całkowicie odprężony po wspaniałym masażu, jaki zafundowała mu Nimfadora i z nieznacznym uśmieszkiem wpatrywał się w jej twarz, na której widniało pełne skupienie. Wiedział, że powinien wykorzystać wolny czas na sprawdzenie esejów, ale obserwowanie jej, gdy próbowała rozgryźć zagadkę kolejnego morderstwa, było dużo ciekawszym zajęciem. Do tej pory nie sądził, że zwykłe czytanie książki może przywołać tyle różnych emocji. W jej oczach błyszczała ekscytacja na przemian z irytacją, która pojawiała się, gdy jej kolejne przypuszczenia się nie sprawdzały. Gdy się głęboko zastanawiała w dosyć zabawny sposób marszczyła brwi, krzywiąc się lekko, a gdy wpadała na nowy trop oczy rozszerzały jej się w podnieceniu, a włosy gwałtownie zmieniały kolor. - Czy oni naprawdę są ślepi?! Przecież to oczywiste, że ktoś za nim stał! – wykrzyknęła w końcu, złoszcząc się na nieudolnych świadków. - Czemu jesteś aurorką? – zapytał Severus niespodziewanie, brutalnie ściągając ją z powrotem do rzeczywistości. Z trudem zdołał się nie roześmiać, gdy spojrzała na niego mało przytomnie. – Może źle to ująłem. Dlaczego jesteś tylko aurorką? - A niby kim mam być? – zdziwiła się. – Zatrudnili mnie na takim stanowisku… - Czemu nie jesteś detektywem? – przerwał jej, przyglądając jej się z zaciekawieniem. Po jej twarzy było widać, że mocno ją zaskoczył takim pytaniem. Nie minęło jednak pół sekundy, jak roześmiała się głośno. Odłożyła książkę na stolik, uprzednio zapamiętując numer strony i ułożyła się na boku, opierając się o podłokietnik sofy, by spojrzeć na niego z rozbawieniem. - Dlaczego sądzisz, że powinnam być? – odpowiedziała pytaniem, a w jej oczach rozbłysła ciekawość. - Może dlatego, że jesteś bystra – wzruszył ramionami. – Czy nie tym cechuje się dobry detektyw? - Obawiam się, że mnie trochę przeceniasz – roześmiała się. – To, że potrafię rozgryźć zagadkę z książki, jeszcze o niczym nie świadczy. Poza tym, praca detektywa w Ministerstwie wygląda inaczej, niż sobie wyobrażasz. Jest ciągle tylko i wyłącznie papierkowa robota, a jak zdarzy się jakaś akcja w terenie, to święto jest. A ja nienawidzę papierów i lubię działać, dlatego uwielbiam moją pracę – dodała, uśmiechając się szeroko. - Nie myślałaś nigdy, żeby coś zmienić? – zapytał z nutką zdziwienia w głosie. - Po co? Dobrze mi tak, jak jest – odparła spokojnie. Severus przez dłuższą chwilę przyglądał jej się uważnie. - Pomimo tych wszystkich durni, z którymi musisz pracować? – upewnił się w końcu. - Tak, pomimo tych durni. Wbrew pozorom większość z nich należy raczej do sympatycznych osób. - Jesteś dziwna. Roześmiała się głośno, słysząc jego niemal oskarżający ton. Demonstracyjnie zignorował jej wybuch śmiechu, który doprowadził ją niemal do łez, wstał i dostojnym krokiem udał się do pracowni, co znów wywołało u niej jeszcze większe rozbawienie. Severus zastanowił się, czy powinien się właściwie czuć taki zadowolony z siebie, że doprowadził ją do śmiechu…
Przez cały dzień rozmawiali ze sobą stosunkowo niewiele. Tonks skupiła się na czytaniu książki, zaś Severus zamknął się w pracowni, gdzie przyrządzał dla niej kolejną porcję eliksirów. Oboje byli tak skupieni na swoim zajęciu, że o obiedzie, a później także o kolacji, musiał im przypomnieć skrzat, którego wysłała Minerwa, gdy Severus nie zjawił się na posiłku w Wielkiej Sali. Sytuacja zmieniła się dopiero pod sam wieczór, gdy to Snape oświadczył, że wychodzi. Wystarczyło jedno spojrzenie na jego strój, by Tonks upewniła się, że w najbliższym czasie nie będzie miała najmniejszych szans na spokojne zaśnięcie. - Niedoczekanie jego – prychnęła, gdy polecił jej nie oczekiwać jego powrotu, nim wyszedł z kwater. Z rezygnacją odłożyła książkę, która nagle straciła cały urok i poszła do sypialni po gitarę z nadzieją, że muzyka pomoże jej we względnym spokoju wytrwać te kilka najbliższych godzin. Nie kryła przed sobą, że się boi. Po tym, w jakim stanie widziała Severusa ostatnim razem, miała pełne prawo martwić się o jego bezpieczeństwo. Tak się skupiła na każdym najdrobniejszym dźwięku, że nie zauważyła, kiedy minęły przeszło cztery godziny. Nie przerywając grania, zerknęła na stojący na kominku zegar i westchnęła cicho. Spuściła głowę, by przyjrzeć się dźwięczącym pod jej palcami strunom. - It's a quarter after one I'm all alone and I need you now – zanuciła bezmyślnie pod nosem. – And I said I wouldn't call… - But I’m a little drunk and I need you now – rozległo się niespodziewanie tuż przy jej uchu. Gwałtownie poderwała głowę, by spojrzeć na przyglądającego jej się z rozbawieniem Severusa. Była tak pochłonięta piosenką, że nie zauważyła, gdy wrócił i zakradł się, by przykucnąć za sofą. Skrzyżowane ręce położył na oparciu mebla i podparł dłonią głowę, uśmiechając się lekko. - Ciekawy wybór piosenki. Słyszałem ją dzisiaj w barze – powiedział cicho, przyglądając jej się uważnie. - Nic ci nie jest? – zapytała z dozą niepokoju w głosie. - A wyglądam, jakby mi coś było? Poza tym, że jestem a little drunk? Głęboko odetchnęła z ulgą i odłożyła gitarę, po czym usiadła bokiem na sofie, by spojrzeć na niego. - Martwiłam się. - Niepotrzebnie – mruknął, wywracając oczami. – O ile się nie mylę, chyba kazałem ci iść się położyć i nie czekać, nieprawdaż? Ale w sumie dobrze, że nie śpisz – dodał z tajemniczym uśmiechem, zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć. Podniósł się gwałtownie i szybko podszedł do stojącego z boku gramofonu. Pogrzebał nieco przy nim i nie minęło kilka chwil, jak salon wypełniły żywiołowe dźwięki tanga. Podszedł powoli, zatrzymał się tuż przed nią i wyciągnął rękę. - Zechce pani ze mną zatańczyć? Uśmiechnęła się szeroko. Gdy tylko chwyciła jego dłoń, przyciągnął ja do siebie gwałtownie z uśmieszkiem wyższości. Kopniakiem odsunął na bok stolik, robiąc tym samym więcej miejsca. Trzymając ją bardzo blisko siebie, obrócił się kilka razy i przystanął, by odchylić ją lekko w tył. Tonks wykorzystała ten moment i z wyzywającym uśmieszkiem otarła łydką o jego nogę. Severus uniósł lekko brew i przyciągnął ją znów do siebie, zsuwając rękę w dół jej pleców. Każdy jeden krok czy obrót były doskonale wyważone. Każdy dotyk wywoływał silniejsze uczucia, każde muśnięci powodowało dreszcze. Severus ani na moment nie oderwał wzroku od jej oczu, a Nimfadora śmiało odpowiadała na każdy jego ruch, zmieniając ich taniec w swoistą walkę o dominację. Oboje poruszali się tak płynnie, że niemalże płynęli w powietrzu. Tonks czuła się wprost nieziemsko w jego silnych ramionach. Serce biło jej coraz szybciej, myśli plątały się coraz bardziej. Zniknął otaczający ich salon, a przed sobą widziała tylko lśniące, wpatrzone w nią czarne oczy, pałające nieznanym jej uczuciem. Nagle Severus pochylił ją tak nisko, że czubkiem głowy prawie potknęła podłogi. Na moment zastygli w tej pozycji, nim powoli uniósł ją z powrotem do pionu. Muzyka zaczęła z wolna cichnąć, a Severus wciąż nie obrywał wzroku od jej twarzy. W jego oczach pojawiła się dziwna intensywność, gdy badał jej twarz milimetr po milimetrze. - Sev…? – odezwała się, ale momentalnie położył dłoń na jej ustach. Przesunął delikatnie palcami po jej wargach i musnął jej policzek, wywołując falę gorąca, która zalała ją niespodziewanie. Nie odrywając dłoni od jej twarzy, pochylił się nieznacznie i pocałował ją delikatnie raz i drugi, jakby próbował nieznanego owocu. Zamknęła oczy i zadrżała, gdy przyciągnął ją bliżej, wciąż nie odrywając swoich ust od jej. Zarzuciła mu ręce na szyję, pragnąc, by ta chwila trwała wiecznie. Kiedy w końcu się od niej odsunął, z trudem łapała oddech. Cała drżała, od wewnątrz rozpalał ją taki żar, jakby miała lada moment spłonąć. Oparła się na nim ciężko, nie potrafiąc zmusić własnego ciała do posłuszeństwa. Nigdy wcześniej nie czuła czegoś podobnego. Gdy objął ją mocno, zrozumiała, że zrobi dla niego wszystko…
Mały duch spacerował spokojnie po zamku, przyglądając się leniwie każdemu mijanemu obrazowi. Nie wiedzieć czemu, czuł, że ta noc jest inna niż wszystkie. Jego wrodzona ciekawość skręcała się z pragnienia, by dowiedzieć się, cóż takiego ma się wydarzyć, ale coś mu mówiło, żeby czekał. Czekał więc już blisko dwie godziny, krążąc po korytarzach, aż wreszcie jego cierpliwość została nagrodzona. - Filiusie – rozległ się w jego myślach basowy głos Merlina. – Udało się. Miast odpowiedzieć, Flitwick uśmiechnął się z zadowoleniem. Z błogim westchnięciem po raz kolejny i ostatni rozejrzał się po zalanym księżycowa poświatą korytarzu zamku. Przymknął oczy, zachowując ten obraz w pamięci i bezszelestnie rozpłynął się w powietrzu.
niedziela, 05 lutego 2012, ines_mp
Komentarze
2012/02/05 20:57:13
Dobra wizja Minerwy mówiącej o ślubie no bezcenne. A Albus ? Haha ciekawe czego szukał Gallert. Cieszę się, że dodała Pani Ines nowy rozdział, bo mogę sobie wyobrazić Tonks robiacaą masaż Sevowi... Mmmmm :-D
2012/02/05 21:13:02
TAK SEVI RAZEM Z DORA!! TAK!!! od razu mi lepiej ^^ pewnie jak wytrzeźwieje to bedzie udawał że nic sie nie stało. Czyżby Filus odszedł na dobre?
2012/02/05 21:35:09
rozdzial przeswietny...najpierw pobudka seva...potem propozycja wspolnego obiadu u rodzicow tonks ;p oby severus sie zgodzil ;p chce zobaczyc mine przyszlej tesciowej na widok przyszlego ziecia ;p to tego albus ganiajacy za gellertem no i ostatnia scena...taniec tonks i seva...normalnie cud miod i orzeszki ;p nie mozna zapomniec o zwinnym uniku minerwy dotyczącym sluby ;p i ze szkoda ze jednak sev nie walnal kasha...albo ze tego nie zrobila tonks...mogli mu zrobic cokolwiek...przytrzasnac przez przypadek noge drzwiami gdy je za nim zamykali...
i ty prosisz zeby wybrac najlepsza scene? to jest niemozliwe ;p i wogole co sie stanie z naszym duchem? i co sie udalo? czyzby mial za zadanie polaczyc nasza dwojke?? nie zwracaj uwagi na moje spekulacje ;p pewnie sa beznadziejne ale przynajmiej mozna sie z nich posmiac ;p pozdrawiam goraco w te zimne dni i zycze weny :)
Gość: cheroine, 178-36-62-208.adsl.inetia.pl
2012/02/05 22:36:12
O Mmerlinie słodki! Najlepsza scena, mówisz? Eeee, was bitte? A niby jak ja mam wybrać z całego superrozdziału, hę? Swoją drogą nie dziwię się, że jesteś dumna. Ukłony dla Ciebie i Pana Wena! Hmm, jakby się tak głębiej zastanowić, to najbardziej podobała mi się scena z gitarą, Merlinie srebrnooki i Morgano złotowłosa, cóż to był za klimat! Jestem teraz rozczulona i rozmiękczona całkowicie, nie wiem zupełnie, jak mam się pozbierać. Przed oczami stanął mi ten obraz Tonks z gitarą, nucącej cichutko w ciemnościach przy świetle ognia z kominka i Seva kucającego z głową na oparciu, dośpiewującego i ooch, rozpłynęłam się. A potem taniec i pocałunek, mrr, a to wszystko takie niezmiernie klimatyczne, no nie wiem, jak to określić inaczej. Jestem wzruszona i poruszona całą sobą. Ich relacja jest tak naturalna i jednocześnie głęboka, że nie rozumiem, jak możesz mówić o niekanoniczności, przecież to zachowanie jest wynikiem poprzednich wydarzeń. I wiesz, co? Jakoś trudno mi uwierzyć, że minęły dopiero dwa tygodnie czasu opowiadania, bo przecież tyle się zdarzyło. Zemsta Grindelwalda, juppi!, to nic, że chwilowo oddalona w czasie, to nic <demoniczny uśmieszek>. Gellert ma u mnie plus. Ach, i Kash, nie ciesz się tak, Tonks nie przepuści okazji, żeby ci spuścić łomot w imieniu Seva i swoim. No i biedna Minerwa, i głupi Gellert, no co się jeszcze pytasz, idioto, czyj ślub?
Skoro tak, to mogę coś tam podpowiedzieć ;). Przełknął ślinę, czując dziwne gorąco, rozchodzące się po jego ciele. Przecinek oddziela zdania składowe, za orzeczenie możemy uznać "przełknął" oraz "czując" i to właśnie je oddziela od siebie przecinek. "Rozchodzące" orzeczeniem nie jest, gdyż nie odnosi się bezpośrednio do podmiotu - Seva, ale do ciepła, dlatego jest on jak najbardziej uzasadniony przed "czując", ale przed "rozchodzące" już nie. Szczególnie teraz, gdy Minerwa miała w głowie tylko i wyłącznie Gerarda i poświęcała mu mniej uwagi niż zwykle. Przecinek przed drugim "i". I Albus i Gerard? To samo, co wyżej. Mistrz Eliksirów zmroził go spojrzeniem, ale czyste niezadowolenie podpowiedziało mu, że to mogła być prawda. W tym zdaniu natomiast jakby czegoś brakowało, może "na jego twarzy" albo "na twarzy Kasha" po "niezadowolenie". Szybko przebiegł wzrokiem zawiły list, odnoszący się do jego Ślizgonów, którzy znów przysporzyli kłopotów. Bez przecinka przed "odnoszący się", ponieważ określenie to odnosi się bezpośrednio do poprzedniego wyrazu - listu. To nic, że to imiesłów, on w tym zdaniu nie pełni funkcji orzeczenia, ale przydawki, więc nie ma co oddzielać go od "przebiegł". Zmroziła wzrokiem przybyłego, który o dziwo nie wyglądał na zaskoczonego jej obecnością i przeszła ostrożnie przez pomieszczenie, by usiąść na podłokietniku fotela. " O dziwo" jest wtrąceniem, więc przecinki przed i po. To chyba tyle, jeśli chodzi o błędy. Wiadomo, dłuższy tekst, trudniej takie rzeczy wyłapać. A poza tym super i tak trzymaj. Weny i do następnego. Czekam z niecierpliwością. Pozdrawiam, cheroine. 2012/02/05 22:41:52
Bardzo udany rozdział, według mnie nie miał "słabszych" momentów. Nie będę chyba jedyną osobą, która stwierdzi, że "tango" było jej ulubionym fragmentem?
Sen Severusa mnie bardzo poruszył, choć od razu spodziewałam się, że on śpi. Zastanawia mnie też, gdzie jaki jest powód tych podróży naszego Mistrza? Kash mnie wkurwia, Gerard z tym ślubem mnie rozbroił (słodkie), Albus biegający za Grindewaldem rozbawił a Filius zaintrygował. Mieszanka wybuchowa! Czekam na kolejny rozdział!
Gość: sunny_flower, host18811713360.waldex.3s.pl
2012/02/06 21:55:31
NIE ŻYJESZ!!!!! no naprawdę, pójdę siedzieć 25 lat (jeśli nie dożywocie)! jak mogłaś! w takim momencie! przecież ja na to czekam od 29 notek i jeszcze się nie doczekałam... ech... czekam na następną! :D
Gość: Daga, user-31-175-174-99.play-internet.pl
2012/02/08 11:12:35
Scena z gitarą jednak najlepsza, najbardziej pełna emocji i ciepła. Pocałunek i to tango mhmhmhm. Piękne i wielkie ukłony i oklaski dla Ciebie i Pana Wena ;* !
Tak i jestem przekonana, że nasz kochany duch profesora maczał swoje przezroczyste paluszki w sprawie Tonk i Sev'a, a może i z wypadkiem też miał coś wspólnego. Dziwnym faktem jest, że te rany na plecach Tonks zaczęły się tak niespodziewanie goić, może to z miłości hmmm ? Życzę więc weny i śmigam czytać kolejny rozdział ;*.
Gość: TigramIngrow, netpanel-87-246-193-110.umcs.akademiki.lublin.pl
2012/02/10 16:28:42
O. To było bardzo nastrojowe. Ta piosenka i Sev który był tylko "a little drunk"
A tekst: "ręce opadłyby jej do samego jądra Ziemi" smakował bardzo dobrze =) 2012/02/10 21:25:31
Czytam wszyto jak idzie i teraz chce mi się płakać. Flitwick zniknął już na zawsze...echhh... szkoda, bo był uroczą postacią w twoim opowiadaniu;) W tych wszystkich rozdziałach, kiedy Tonks jest u Seva, widać jego ogromną zmianę.... kurczę naprawdę mi smutno xD Lecę dalej, a potem będę chyba płakać ;P
|
Kiedy oni w końcu zrozumieją, że nie potrafią bez siebie żyć?! Tańczą tak wokół siebie, że aż mam ochotę im przez głowy dać czymś ciężkawym.
Lubię jak Tonks się tak ciągle do niego przytula. Zresztą która z nas by nie chciała poczuć ciepełko ciała najseksowniejszego Mistrza Eliksirów xD
*zabija to coś w głębi umysłu Seva* Nie będziesz się tu wydzierało! *wyciera siekierę do sucha*
No to teraz wiesz, czego unikać Dobre rady cioci Tonks HAHAHA!
*ostrzy siekierę i zaczaja się w Lochach, po czym odrąbuje Kashowi głowę i sieka go na drobne kawałeczki*
Masaż? *-* Mrrrr
Tak, powinien z tego powodu skakać z radości, a nie chować się po kątach. Uwielbiam ich rozmowy. Albo są zabawne, albo takie ciepłe. Aż skręca z zazdrości momentami ehh...
Fajnie ją tak podszedł. Cieszę się, że nie wrócił poturbowany.
I najlepsza scena z tego rozdziału to taniec Dory i Seva, a potem jak się całowali. Zazdroszczę jej straszliwie.
Smutno mi się zrobiło, że Filius odszedł. Bardzo smutno :(
Jane