|
Blog > Komentarze do wpisu
Part thirty
Czuję kuszącą potrzebę zatańczenia i zaśpiewania "A ja coś wiem, ale nie powiem!" ^^ A przynajmniej na razie nie powiem ;) Otóż proszę państwa, w tym oto okrąglutkim rozdziale pojawia się rozwiązanie głównej zagadki opowiadania!! Ale oczywiście nie byłabym sobą, gdyby wszystko od razu się rozwiązało, więc czujcie się uprzedzeni ;) I dzisiaj wyjątkowo się zbuntuję - kolejny rozdział nie pojawi się, dopóki nie ujrzę liczby "10" przy magicznym haśle komentarze. Dlaczego? Ano dlatego, że popularność tego opowiadania rośnie, coraz więcej ludzi tu wchodzi, a ja i tak widzę ciągle opinie tych samych osób - za które zresztą bardzo dziękuję ;) No, to tyle. Enjoy! ;) (Ach, są uaktualnienia w zakładce Bohaterowie ;))
Nim jeszcze otworzył oczy, na jego usta wypłynął błogi uśmiech. Pogładził delikatnie jej plecy i przesunął głowę, by wtulić twarz w jej miękkie włosy. Miał dziwne wrażenie, że uzależnił się od jej aksamitnego, kojącego zmysły zapachu. Wciągnął głębiej powietrze, napawając się jej obecnością. Już podczas nocnego tańca uświadomił sobie, że całkowicie przepadł. Przed oczami ujrzał znów jej rozradowaną twarz. Jej włosy mieniły się wszystkimi odcieniami fioletu, szczery uśmiech ogrzewał jego serce. Nie potrafił oderwać wzroku od jej lśniących ekscytacją i podnieceniem oczu, błyszczących wszystkimi kolorami tęczy. Trzymał ją blisko siebie, a każdy jej kuszący gest odczuwał dwa razy silniej. Jej radosny śmiech, który rozbrzmiał, gdy gwałtownie ją obrócił, wgryzł się w jego umysł i chociaż od tańca minęło już kilka godzin, wciąż go słyszał. Jej szczupłe ciało wydawało się tak delikatne i kruche, ale zarazem biła od niej siła, której nie potrafił pojąć. Nie wiedział, co go podkusiło, żeby ją pocałować, ale gdy tak wpatrywał się w jej oczy, uświadomił sobie, że jest piękna. Wszystkie wile świata mogły się schować przy Nimfadorze. Przy jego Nimfadorze. Znieruchomiał i gwałtownie otworzył oczy, gdy dotarło do niego, co właśnie pomyślał. Z lekkim niepokojem spojrzał na wtuloną w jego ramię Tonks. Gdyby się dowiedziała, że uznał ją za swoją własność… Gorzej, gdyby jej matka się o tym dowiedziała, mógłby już spokojnie szykować sobie pogrzeb. Nie miał najmniejszego pojęcia, co się z nim stało. Nigdy wcześniej nie otworzył się przed nikim tak bardzo w takim krótkim czasie. Czuł rosnącą w nim panikę na samą myśl, że może stać się od niej całkowicie zależny. Nimfadora, jakby wyczuła przez sen jego nagły strach, pokrzepiająco przesunęła rękę po jego brzuchu, nieświadomie gładząc twarde mięśnie. Wziął głęboki oddech, starając się uspokoić. Przymknął znów powieki, wdychając jej zapach. Gdy już się uspokoił, spojrzał na nią z powrotem, odgarniając jej tym razem jasne włosy z twarzy. Musnął palcami jej policzek, zachwycając się delikatnością jej skóry. Wziął jeszcze jeden głębszy oddech i odwrócił głowę, uświadamiając sobie, że jest skończony. Sam widok pogrążonej w spokojnym śnie Nimfadory działał na niego w zdecydowanie niepokojący sposób. Miał ochotę trzymać ją tak w ramionach do końca świata i jeszcze dłużej. Nie potrafił tego wyjaśnić, ale zawsze miał wrażenie, że czegoś mu brakuje, a przy niej to minęło. Tak jakby w jakiś sposób była brakującym elementem jego istnienia. Spojrzał na nią znów, gdy się poruszyła z cichym westchnięciem. Spojrzała na niego zaspanym wzrokiem i uśmiechnęła się lekko. Z niepokojącym trudem uniosła się na łokciu i pochyliła na nim, by pocałować go lekko w usta, po czym z powrotem opadła na jego ramię. - Która godzina? – wymamrotała, przytulając się do niego mocno. Rzucił okiem na zegarek leżący na stoliku przy łóżku. - Zaraz będzie siódma. Nic ci nie jest? – zapytał cicho, przyglądając jej się uważnie. - Nie wyspałam się i boli mnie trochę głowa – mruknęła, zamykając oczy. Po chwili namysłu dodała: – I słabo się czuję. - Skoczę po Poppy, żeby cię zbadała – zdecydował szybko i już chciał wstać, ale przytrzymała go. - Nie, daj spokój, niedługo mi przejdzie. Po prostu trochę poleżę i spróbuję się jeszcze zdrzemnąć – powiedziała spokojnie, uśmiechając się do niego słabo. Przez długą chwilę walczył sam ze sobą. Nie chciał, żeby się rozchorowała tuż po tym, jak ledwie udało mu się ją wyleczyć, ale z drugiej strony naprawdę nie chciał panikować. A latanie po Pomfrey na wieść, że jedynie boli ją głowa z pewnością było pierwszą oznaką paniki. Westchnął więc i kiwnął głową. - Jeśli poczułabyś się gorzej, masz mi od razu wysłać patronusa, rozumiemy się? - Jasne – mruknęła senne i niechętnie odsunęła się, gdy usiadł. – Gdzie idziesz? – zapytała, a jej głosie zabrzmiała nutka ciekawości. - Pobiegać – rzucił, nim ugryzł się w język. - Szalonooki zawsze powtarzał, że dobry czarodziej musi mieć jeszcze lepszą kondycję – powiedziała z uśmiechem. - Sądziłem, że jego ulubionym powiedzonkiem jest „stała czujność” – mruknął, wyciągając z szafy rzeczy. – Zresztą jako nie potrafię sobie wyobrazić Moody’ego ganiającego po bieżni z tą jego drewnianą nogą. Na chwilę zapanowała między nimi cisza, którą niespodziewanie przerwał głośny wybuch śmiechu. Uniósł brew, zerkając ze zdziwieniem na Tonks zwijającą się z takiego rozbawienia, że aż w jej oczach zalśniły łzy. - Czy ty się dobrze czujesz? – zapytał z domieszką wątpliwości w głosie. - Wyobraziłam to sobie! – zawołała i znów wybuchła głośnym śmiechem. Severus spojrzał na nią jak na kogoś niespełna rozumu. Po raz kolejny się przekonał, że kobiety są odmiennym gatunkiem, a ich umysły działają w zupełnie inny sposób. Inaczej nie potrafił wyjaśnić, dlaczego teraz praktycznie płakała ze śmiechu, chociaż przed chwilą skarżyła się na ból głowy. Gdy godzinę później wrócił do kwater zmęczony, ale zadowolony, Tonks była znów pogrążona we śnie. Przeszedł szybko przez pomieszczenie, starając się jej nie zbudzić i zniknął w łazience, gdzie wziął długi prysznic. Później wrócił do sypialni i cicho podszedł do szafy. Rzucił okiem na jej śpiącą twarz i znów poczuł ten dziwny niepokój na widok jej zmarszczonych brwi. Leżała na plecach, z jedną ręką pod głową, ale pod jego spojrzeniem, obróciła się na bok i wtuliła w jego poduszkę. Nie mógł powstrzymać nieznacznego uśmiechu. Zmusił się, by odwrócić wzrok, chociaż bardzo go kusiło, by zwyczajnie usiąść w fotelu i obserwować ją. Zajrzał do szafy, skąd wyciągnął swój standardowy nauczycielski strój. Zmarszczył brwi, gdy spostrzegł, że brakuje jego nieśmiertelnej peleryny. Odłożył surdut na fotel i zaczął grzebać w szafie. Po przetrząśnięciu całej szafy, komody, każdej jednej półki w sypialni, łazience, salonie, pracowni i gabinecie, prawie trafił go szlag. Z rosnącą irytacją wpadł z powrotem do sypialni, trzaskając za sobą drzwiami i błyskawicznie podszedł do łóżka. Tonks, zbudzona nagłym hałasem, zamrugała nieprzytomnie i uniosła głowę, by spojrzeć na niego sennie. - Coś się stało? – zapytała cicho, tłumiąc ziewnięcie. - Mogłabyś mi z łaski swojej wytłumaczyć, gdzie się podziała moja peleryna? – wysyczał, pochylając się, by oprzeć się o łóżko. - A skąd mam wiedzieć? Ja nie noszę twoich ciuchów – odparła spokojnie, prawie niezauważalnie się przy tym uśmiechając. Zmrużył oczy i pochylił się niżej, opierając dłonie po obu stronach jej głowy. - Gdzie ona jest? – syknął niebezpiecznym głosem. - Chyba powinnam poczuć się zazdrosna – odparła spokojnie. – Wygląda na to, że bardziej cię interesuje ta twoja głupia peleryna, która i tak ci nie pasuje, niż ja. Nim zdążył rzucić ciętą ripostę, chwyciła kołnierzyk jego koszuli i pociągnęła go w dół, by złączyć ich usta w krótkim pocałunku. Tak go tym zaskoczyła, że pozwolił, by go odepchnęła, obróciła i popchnęła w kierunku drzwi. - A teraz idź na śniadanie, bo jak się nie stawisz, to Minerwa znowu będzie cię szukać – poleciła, podając mu surdut i wypychając go z sypialni. Otrząsnął się dopiero, gdy zamknęła mu drzwi przed nosem. Zaklął pod nosem. Zdusił w sobie chęć wparowania z powrotem do sypialni i odwrócił się na pięcie, by wyjść z kwater, zakładając po drodze surdut. Idąc korytarzem, zastanawiał się, do czego to doszło, żeby kobieta wyrzucała go z jego własnej sypialni. Swoją drogą, nie wiedział, co powinien z tym zrobić. A nawet czy właściwie ma cokolwiek z tym robić. W gruncie rzeczy dawno się tak dobrze nie bawił, jak przez ten cały czas, odkąd ma ją w swoich kwaterach. Z pewnością nie bywał wcześniej tak wyspany, jak teraz. Nie próbował sobie wmawiać, że to zbieg okoliczności – z nią w ramionach spało mu się o niebo lepiej niż samemu. A gdy budził się, czując, jak Nimfadora ufnie wtula się w jego ramię… Westchnął ciężko i nie po raz pierwszy zastanowił się, co to będzie, jak Tonks w końcu wróci do siebie. - Czyżby nietoperz zgubił skrzydła? Zatrzymał się i biorąc głębszy oddech, obrócił, by spojrzeć morderczo na właściciela kpiącego głosu, który wyrwał go z zamyśleń. Kash jakby nigdy nic opierał się o ścianę zaraz przy wyjściu z lochów i spoglądał na niego z szyderczym uśmieszkiem. Severus wziął kolejny głęboki oddech i potarł nasadę nosa, po czym ruszył dalej, chcąc minąć go bez słowa. - Jak tam twoja imitacja aurorki? Już ją wypieprzyłeś… Nim zdążył dokończyć, słowa ugrzęzły mu w gardle, które znalazło się nagle w miażdżącym uścisku Severusa. Jego szyderczy uśmieszek poszerzył się na widok złości w oczach Snape’a. - Ostatni raz cię ostrzegam, Kash, przymknij się wreszcie dla własnego dobra – warknął Severus, podduszając lekko byłego Krukona. - Grozisz mi? – wykrztusił kpiąco Kash. - Owszem, grożę. Cieszę się, że to do ciebie dotarło. - Nie sądziłem, że aż tak ci się spieszy do Azkabanu – zaśmiał się Russel. Rzucił okiem na zbierający się za plecami Severusa mały tłumek uczniów. Uśmiechając się kpiąco, uniósł rękę i postukał się palcem w szczękę. – Tu bij. Jak na zawołanie w oczach Severusa pojawiła się furia. Jego wolna ręka błyskawicznie powędrowała do tyłu, biorąc zamach. Russel wprost nie mógł się doczekać, by dostać przy świadkach powód do zaskarżenia go. - Severusie! – Ręka Snape’a momentalnie znieruchomiała, gdy w holu rozbrzmiał donośny głos. – Puść go – rozkazał Gerard apodyktycznym tonem. Severus jeszcze przez chwilę walczył ze sobą , próbując przezwyciężyć kuszącą okazję roztrzaskania pustej głowy tego zadufanego w sobie palanta. Głośny, równomierny stukot laski na schodach pohamował jego nerwy i pomógł mu się uspokoić, dzięki czemu nim Gerard się z nim zrównał, z wielką niechęcią puścił Kasha i odsunął się od niego o krok. Obrócił się nieco, by spojrzeć na Gerarda i podziękować mu wzrokiem, na co Niemiec nieznacznie skinął głową. - Wiedziałem, że tego nie zrobisz, Snape. Zgrywasz twardziela, ale jesteś słaby. Tak jak ta twoja niby auro… Tym razem Gerard był zbyt wolny. Nikt nie zdążył się ruszyć i zatrzymać Severusa, zanim jego pięść z hukiem zderzyła się z twardą szczęką Kasha, łamiąc ją po raz kolejny. Siła tego ciosu była tak potężna, że Russela odrzuciło w tył, huknął głową o ścianę i osunął się po niej powoli ze zduszonym jękiem. - Ciesz się, że nie wyjąłem różdżki – syknął Severus, spoglądając na niego z jawną pogardą. Bez słowa przeszedł obok Gerarda, który jakoś nie kwapił się, by ruszyć z pomocą, minął rozstępujących się przed nim ze strachem uczniów i spokojnie wszedł do Wielkiej Sali. Po drodze do stołu prezydialnego wziął ze stołu Ślizgonów serwetkę, by zetrzeć świeżą krew z ręki, po czym serwetkę zgniótł i rzucił na stół Gryfonów, którzy momentalnie się odsunęli. Ignorując zdumione spojrzenia Albusa i reszty nauczycieli, usiadł spokojnie obok Minerwy i nalał sobie kawy. McGonagall przyjrzała mu się uważnie, zerknęła na puste miejsce nauczyciela OPCM, a potem na jego rękę, gdzie pozostały jeszcze ślady krwi. - Mam wysłać kogoś, żeby poskładał Kasha? – zapytała cicho. Severus wzruszył ramionami i sięgnął po jajecznicę. - Gerard go raczej nie poskłada – rzucił beznamiętnym tonem, nakładając sobie na talerz. Minerwa westchnęła ciężko. Machnęła ręką na siedzącą koło Teodora Poppy, która momentalnie zerwała się z miejsca i po ułamku sekundy znalazła się koło nich. Już chciała rzucić się do zbadania Severusa, ale McGonagall zdążyła ją powstrzymać. Szybko wyjaśniła jej, co prawdopodobnie zaszło, a Pomfrey skinęła głową i pospiesznie opuściła Wielką Salę. - Czy jest sens pytać o twoją nieśmiertelną pelerynę? - Zapytaj Tonks, a jak się dowiesz, gdzie się podziała, byłbym wdzięczny za informację – mruknął, popijając kawę. Minerwa jedynie uniosła brew w uprzejmym zdziwieniu. – O ile pamiętam, masz dzisiaj mało lekcji? – Skinęła krótko głową. – Mam dzisiaj zawalony cały dzień, głównie przez twoich durnych Gryfonów, więc byłbym wdzięczny, gdybyś zajrzała do Tonks, jak będę miał zajęcia. Skarżyła się, że źle się czuje. - Czyżbyś obawiał się o jej zdrowie? – zapytała z domieszką niepokoju w głosie. - Niczego się nie obawiam – mruknął, na co zarobił trzepnięcie w głowę. - A to błąd – rzucił Gerard, siadając spokojnie obok niego. Severus spojrzał na niego z lekkim zdziwieniem, a gdy jego wzrok prześlizgnął się na nieodłączną laskę, zmarszczył brwi. Na srebrnej końcówce lśniło coś czerwonawego, ale nie zdążył się temu przyjrzeć, gdyż Gerard bez słowa odstawił laskę, skrywając ją częściowo przed jego wzrokiem. Już miał go o to zapytać, ale Minerwa położyła mu znacząco rękę na ramieniu, więc darował sobie i odwrócił głowę, by spojrzeć na nią pytająco. - Nic się nie martw, zajrzę do niej po zajęciach i dopilnuję, żeby nic złego jej się nie stało – zapewniła go. Podziękował jej skinieniem głowy i wrócił do śniadania, które spałaszował w rekordowym tempie. Gdy tylko dopił kawę, kiwnął głową Minerwie i Gerardowi, i wyszedł z sali, kierując się szybkim krokiem do lochów. - Jakby się nie martwił, nie leciałby do niej, jakby zaraz miała odejść na tamten świat – prychnął Gerard, popijając spokojnie herbatę. - Co zrobiłeś Kashowi? – zapytała Minerwa bez zbędnych ceregieli. - Podkreśliłem wagę słów Severusa – odparł spokojnie. Spojrzała na niego potępiająco i westchnęła głośno, gdy na jego twarzy zagościł zacięty wyraz twarzy. Potrafiła zrozumieć, że Gerard traktuje Severusa jak własnego syna, w końcu sama robiła dokładnie to samo, ale naprawdę sądziła, że jest zbyt dojrzały na coś takiego. - Teodorze! – zawołała nagle do mijającego ich nauczyciela Zaklęć. – Mogę cię prosić na słówko? Białowłosy skinął głową i spokojnie usiadł na miejscu Severusa, spoglądając na nią z uprzejmym pytaniem w oczach. - Co się stało Filiusem? Nie widziałam go od wczoraj, a jeszcze nigdy się nie zdarzyło, żeby opuścił chociaż jedno śniadanie, czy to będąc żywym, czy martwym. - Filius jest u boku Merlina – odpowiedział spokojnie Teodor ze smutnym uśmiechem. - Jak to? – zdziwiła się. – Przecież jest duchem, nie może tak po prostu przenosić się stąd, tam. - Filius był duchem tylko tymczasowo. Dokończył to, czego nie zdążył zrobić za życia i wrócił do zaświatów, a teraz pewnie nas słucha i się naśmiewa – wyjaśnił zawile, a gdy odpowiedziało mu zdezorientowane spojrzenie, westchnął. – Filius zawsze miał talent do odnajdywania bratnich duch. Potrafił je zobaczyć tak, jak ja teraz widzę ciebie, a gdy raz jedną zapamiętał, bez problemu znajdował pokrewną duszę. Kiedy zobaczył… – zawahał się na chwilę, ale gdy ujrzał ponaglenie w oczach Minerwy, machnął ręką. – A co mi tam, jak zobaczył pierwszy raz Severusa, był zaintrygowany jego duszą i tylko czekał, żeby znaleźć drugą mu odpowiadającą. Bardzo długo był zawiedziony, bo nie trafił na nikogo, kto mógłby do Severusa pasować, aż w końcu taka osoba znalazła się pod samym jego nosem. I jak się zaparł, to tak długo pozorował ich spotkania, prowokował ją do zarabiania szlabanów, namówił ją, żeby wstąpiła do Zakonu, podpuszczał Albusa, żeby przydzielał im wspólne zadania i wściekał się strasznie, kiedy to nic nie dawało. Nawet sobie nie wyobrażasz, ile nerwów go to kosztowało. A kiedy umarł… miał niebywałe szczęście. Spotkał Merlina i obaj się polubili. Powiedział mu, co go gnębi, a Merlin pomógł mu wrócić, żeby mógł dokończyć swoje zadanie. Filius bał się, że to może potrwać jeszcze dużo dłużej, jeśli nie wymyśli jakiegoś sposobu, by, tutaj cytuję, „dostać się do jego pustego łba i otworzyć mu oczy”. Merlin na to uznał, że przyda mu się trochę rozrywki i wymyślił, że podeśle Severusowi kilka snów, które powinny go trochę ruszyć. Nie wiem, co się właściwie stało pomiędzy nimi zeszłej nocy, ale najwyraźniej wystarczyło, żeby zadanie zostało wypełnione – zakończył Teodor z uśmiechem. Przez cały jego monolog Minerwa nie mogła wyjść z podziwu. Znała go od dłuższego czasu, ale jeszcze nigdy nie słyszała z jego ust tak długiej wypowiedzi. Zazwyczaj szczędził słów i odzywał się tylko, kiedy musiał. - Mam rozumieć, że bratnią duszą Severusa jest Tonks? – upewniła się po chwili milczenia, na co odpowiedział szerszym uśmiechem. - Dokładnie tak. A teraz wybacz mi, proszę – rzucił, spoglądając w kierunku bocznego wejścia. Wstał niespiesznie i podszedł do ziewającego Gellerta, który właśnie zamierzał zająć miejsce przy stole i skosztować mocnej, gorzkiej kawy. Teodor, śledzony bacznym wzrokiem Minerwy, położył rękę na ramieniu Grindelwalda i powiedział mu coś, na co czarnoksiężnik znieruchomiał. Spojrzał podejrzliwie na białowłosego i wyraźnie o coś zapytał. - Poszukaj, a się przekonasz – doszły do niej ciche słowa Teodora, który poklepał Gellerta po ramieniu i wyszedł. Nie minęło pięć sekund, jak Grindelwald wyparował jak burza z Wielkiej Sali, zmierzając Merlin wie dokąd.
Nie mógł się powstrzymać przed ciągłym zerkaniem na zegarek. Od trzech godzin był uwięziony w sali eliksirów z niekompetentnymi Gryfonami, przez co nie mógł zajrzeć do kwater, by sprawdzić, jak się czuje Tonks. Gdy ostatnim razem tam był, tuż po przerwie na lunch, wyglądała gorzej niż z rana. Była blada i rozpalona, i co rusz zapadała w niespokojną drzemkę. Poppy, którą w końcu na siłę ściągnął, uspokajała go, twierdząc, że to zwykła grypa, ale w jej oczach widział, że sama w to nie wierzy. Coś niedobrego się działo z Nimfadorą, a on nie mógł sprawdzić, jak się czuła przez przeklętych drugorocznych, którzy jedną eksplozją prawie zniszczyli doszczętnie salę. Całą długą przerwę zajęło mu doprowadzenie klasy do względnego porządku, by mógł dalej prowadzić zajęcia. Właśnie odejmował z przyjemnością punkty Gryfońskiemu ścigającemu za całkowity brak kompetencji, gdy do sali z hukiem wpadł Gerard. Jedno spojrzenie na jego twarz upewniło go, że coś się stało. Niemiec oparł się ciężko o ścianę, próbując złapać oddech, a Severus jakby znieruchomiał. Stał przy kociołku ucznia, wpatrując się w swojego mentora z rosnącym strachem. Ocknął się dopiero, gdy Gerard spojrzał na niego ponuro i rzucił jedno słowo: - Tonks. Ton, jakim to powiedział, sprawił, że Severus poczuł przeraźliwy dreszcz. Rzucił chochlę, którą właśnie trzymał i jak burza wypadł z sali, by pognać korytarzem. Nie oglądał się, miał w głębokim poważaniu, czy ktoś go widział. Zależało mu tylko, by jak najszybciej znaleźć się przy jej boku. Mało nie wpadł na ścianę na zakręcie, gdy ciszę rozdarł mrożący krew w żyłach wrzask, który urwał się tak niespodziewanie, jak się zaczął. Wpadł do swoich kwater, prawie się zabijając o stolik przy sofie. Z najgorszymi przeczuciami przedarł się do sypialni akurat, gdy Tonks znów krzyknęła. Przyhamowało go momentalnie w drzwiach, gdy ją ujrzał. Miotała się na łóżku, wyjąc z bólu. Cała jej żółta koszulka była na plecach przesiąknięta krwią. Jej włosy praktycznie płonęły szkarłatem, oczy miała zamknięte, a jej twarzy wykrzywiona była grymasem niewyobrażalnego bólu. Przy łóżku stała zdenerwowana Minerwa i bezradnie wpatrywała się w Nimfadorę, nie wiedząc, co robić. Z wyjątkowym trudem przełknął ślinę i zmusił się, by podejść. Czując dławiący go lament, usiadł na łóżku i wziął ją w ramiona. Syknął, gdy uczepiła się go, wbijając mu paznokcie w plecy, by choć trochę sobie ulżyć. Przez jeden krótki moment był bliski załamania. Dopadło go poczucie beznadziejności i niewiele brakowało, by pogodził się z tym, co się stało. Jednak gdy zacisnęła zęby na jego ramieniu, tłumiąc przeraźliwy krzyk, wstąpiły w niego nowe siły. - Nie stój tak! – krzyknął na Minerwę, która aż podskoczyła i z wyraźnym trudem się pozbierała. – W górnej szufladzie komody jest błękitne pióro, wyjmij je – rozkazał błyskawicznie, nie wypuszczając Tonks z objęć. – Czemu jej nie uśpiłaś? – zapytał z niezadowoleniem, gdy doskoczyła do komody i zaczęła przerzucać zawartość wskazanej szuflady. - Próbowałam, ale to nic nie dało! – zawołała, przekrzykując kolejny wrzask, który wyrwał się z gardła Tonks. Wreszcie znalazła pióro i pospiesznie podeszła z nim do Severusa. Wziął od niej drobny przedmiot, prawie łamiąc go w silnym uścisku. - To jest świstoklik, aktywuj go – rzucił ponaglającym tonem. Minerwa kiwnęła głową i wzięła głęboki oddech. Uspokoiła się odrobinę i dopiero wówczas wycelowała różdżką w piórko, wypowiadając cicho inkantację. Świstoklik rozjarzył się błękitem, a ułamek sekundy później w sypialni Severusa zapadła głęboka cisza, gdy oboje zniknęli. Z ciężkim westchnięciem opadła na łóżko, nie zważając na świeże plamy krwi i ukryła twarz w dłoniach.
Gerard odetchnął głębiej i wyprostował się, gdy Severus zniknął za drzwiami. Rzucił okiem na korytarz, zastanawiając się, ale uznał, że jego obecność już nie jest potrzebna. Nie chciał wchodzić w drogę Severusowi na jego terenie i, przede wszystkim, stanowczo nie miał ochoty widzieć po raz kolejny Tonks w takim stanie. Uważał się za twardego człowieka, ale skoro na nim ten widok zrobił takie wrażenie, nie chciał wiedzieć, jak zareaguje Severus. Starając się o tym dłużej nie myśleć, powiódł wzrokiem po zdumionych twarzach uczniów. Wyciągnął z kieszeni srebrny zegarek, którego tarcza poinformowała go, że zajęcia powinny trwać jeszcze przynajmniej pół godziny. Kiwnął głową w zamyśleniu i zamknął powoli drzwi. Poprawił sztywny kołnierzyk, uchwycił mocniej laskę i stukając nią o kamienną podłogę, przeszedł na przód sali, ignorując zdumione spojrzenia. Zatrzymał się dopiero przy biurku Severusa, o które oparł się, by spojrzeć jeszcze raz na uczniów. - Jak sami widzieliście, profesor Snape ma pilną sprawę do rozwiązania i nie może dokończyć dzisiejszych zajęć – powiedział cicho, a jego mocny głos rozbrzmiał echem w ponurej sali. Na twarzach uczniów pojawiły się uśmiechy, które stanowczo mu się nie spodobały. Zmrużył nieznacznie oczy. – Osobiście się postaram, żeby te zajęcia nie przepadły i pozwolę sobie je dokończyć. Nie oczekuję, że ktokolwiek z was mnie zna, więc wyjątkowo się przedstawię. Jestem Gerard von Schönfeld i nie życzę sobie, żeby ktokolwiek z was tytułował mnie profesorem. Macie zwracać się do mnie per „Mistrzu”. Mam nadzieję, że to jest jasne? – Widok zmieszany twarzy uczniów sprawił mu niebywałą satysfakcję. Piątoroczni powoli pokiwali głowami. – Doskonale. Kto mi zatem powie, jaką miksturę warzyliście, do czego ona służy i jakie są jej skutki uboczne? Wpierw nastąpiły drobne poszturchiwania w okolicy drugiej ławki, po czym niewysoki szatyn podniósł nieśmiało rękę. - Słucham, panie… ? - Creevey, Denis Creevey, panie prof.… ee, znaczy się, Mistrzu – zaplątał się. Wziął dwa głębsze oddechy i wyrzucił z siebie na jednym tchu: – Warzyliśmy Szkiele-Wzro, które powoduje odrastanie utraconych kości i jest używany przez magiczną służbę zdrowia, a gdy weźmie się zbyt dużą dawkę, kości dostają takiego kopa, że mogą się same z siebie połamać. - Nie sądzi pan, że to trochę mało? – zapytał spokojnie Gerard, na co uczeń zmieszał się jeszcze bardziej. – Jutro chcę widzieć na tym biurku – wskazał dla pewności biurko Severusa – dokładne wypracowania na temat tej mikstury z wszystkimi jej właściwościami i niepożądanymi reakcjami w procesie warzenia. Nie zadowalają mnie eseje krótsze niż trzy stopy – dodał, spoglądając na nich groźnie. Kazał im wrócić do pracy, co zrobili z zadziwiającą chęcią, sam zaś ruszył wzdłuż sali, przyglądając się, jak z zapałem kroili, odmierzali i dodawali składniki do kociołków. Wystarczyła jedna runda wokół sali, by zauważył, że czeka go wiele pracy, jeśli chce cokolwiek wbić do głowy tym półgłówkom. Wywrócił oczami i westchnął, gdy dostrzegł jakiegoś wysokiego blondyna sięgającego po skrzydła nietoperza. Podszedł do niego niespiesznie i zatrzymał się tuż obok niego. Chłopak wyraźnie się speszył i ręka mu zadrżała, gdy kroił, ale uparcie dokończył siekanie i wrzucił skrzydła do kociołka. - Czy jest pan świadom, co pan właśnie zrobił? – zapytał spokojnie Gerard, gdy eliksir zasyczał głośno. Blondyn nerwowo podrapał się po karku, ale nie odpowiedział. – Skazał pan nas wszystkich na wdychanie trującym oparów, które za chwilę zaczną się ulatniać z pańskiego kociołka – powiedział głośno Niemiec, nie odrywając wzroku od kociołka, który zaczął lekko drżeć. – Zamierza pan coś z tym zrobić? - Ale… ale ja nie wiem co! – zawołał przerażony uczeń, ze strachem wgapiając się w jadowicie zielone opary rozchodzące się po sali. - Rozumiem. Proponowałbym zatem , by wziął pan ten kociołek, pobiegł z nim na błonia i wrzucił do jeziora. – Nim skończył mówić, chłopak bez namysłu złapał parujący kociołek i wyleciał z sali, jakby goniło go stado rozszalałych smoków. Gerard spojrzał na otwarte drzwi i pokręcił z rezygnacją głową. – Idiota. Spokojnie wrócił do obchodu, ale tym razem, gdy tylko się zbliżył do któregokolwiek z uczniów, składniki zaczynały wyślizgiwać się z rąk, a chochle upodobały sobie nurkowanie w eliksirach. Westchnął ciężko, zastanawiając się, gdzie zniknęły te czasy, gdy każdy był w pełni skupiony na swojej pracy. Gdy zaś jego sokoli wzrok dostrzegł stanowczo zbyt dużą porcję muszek siatkoskrzydłych zbliżającą się do kociołka, ręce mu opadły. Przeszedł przez całą salę i zatrzymał się obok nieszczęsnego rudzielca, który bezmyślnie wrzucił muszki do eliksiru. Spojrzał na niego z politowaniem. - Proszę to przez chwilę potrzymać – zwrócił się do stojącej obok dziewczyny, podając jej laskę. Miał ochotę z impetem pacnąć się w czoło, gdy brunetka prawie upuściła jego cenną laskę, tak jej ręce drżały. – To, co pan zrobił, było wyjątkowo głupie – powiedział do chłopaka, spoglądającego na niego z obawą. Szybkim ruchem ściągnął aksamitne rękawiczki i zatknął je za pasek spodni. Zatarł ręce, chwycił kociołek, podniósł go i, ku największemu zdumieniu wszystkich uczniów, wylał całą zawartość na nieszczęsnego rudzielca, po czym nałożył mu kociołek na głowę. – Dziękuję pani bardzo – zwrócił się znów do dziewczyny, która mało nie dostała zawału na miejscu. Wziął od niej laskę, zamachnął się i grzmotnął metalową częścią w kociołek. Skryty pod naczyniem uczeń wrzasnął głośno i upadł na podłogę, tracąc nagle czucie w nogach. – Skrycie liczę, że czegoś to pana nauczy. Za dwie godziny powinno mu przejść – poinformował dziewczynę, która momentalnie upadła obok, krzycząc w niebogłosy banalne frazesy w rodzaju: „Johnny, och Johnny, nic ci nie jest?! Co on ci zrobił?! Och, Johnny!”. Ku zadowolenia Gerarda, chwilę później rozbrzmiał donośny dzwon Hogwartu, oznajmiając koniec zajęć. Uczniowie, jak na zawołanie, zerwali się z miejsc – prócz nieszczęsnego Johnny’ego, którego nogi, mimo usilnych prób panikującej dziewczyny, nie chciały utrzymać właściciela w pozycji pionowej – i rzucili do drzwi, które zatrzasnęły im się przed nosami. Gerard schował różdżkę i spojrzał na nich potępiająco. - Czy powiedziałem, że możecie iść? – zapytał groźnie, na co większość uczniów skuliła się ze strachu. Odczekał długą chwilę, przeciągając ten moment niepokoju i niepewności i dopiero wówczas powiedział: – Możecie odejść. Nie zdążyło minąć nawet pół minuty, jak sala całkowicie opustoszała – Johnny został wyniesiony z niej przez uczynnych kolegów. Gerard odetchnął głębiej i również skierował się do drzwi, by odnaleźć Minerwę i dowiedzieć się, co z Tonks…
wtorek, 07 lutego 2012, ines_mp
Komentarze
fenisel
2012/02/07 20:59:18
Bardzo mi się podobało, o ten rozdział ma pełno zwrotów akcji. Ciekawi mnie co z TONKS! No i Sevi miał bombowego nauczyciela :P
Gość: sunny_flower, host18811713360.waldex.3s.pl
2012/02/07 21:07:37
hahaha - `nieśmiertelna peleryna Severusa` o matko ;) ale osobiście uważam, że Severusowi lepiej jest bez tej peleryny... wyobrażam sobie, że wygląda na takiego... bardziej męskiego a mniej nietoperzowatego xD
nie mogę się doczekać dalszego ciągu no bo CO STANIE SIĘ Z TONKS?! 2012/02/08 08:29:55
Uwielbiam Mistrza Gerarda! Ta lekcja była... niesamowita :) Chyba najbardziej podobał mi się właśnie ten fragment opowiadania.
Bratnie dusze... no proszę. Nie spodziewałam się, że Filius ma taką niezwykłą umiejętność. Ciekawe jakby zareagował Sev, gdyby się dowiedział, że w to wszystko sprawka tego ducha? Mam nadzieję, że Tonks dojdzie do siebie :( 2012/02/08 10:30:01
ahahah Gerard kocham go tutaj, jest bardziej nieprzejednany niż Sev :D Uuu Filius miał ciężkie zadanie co do tych bratnich dusz, muszę przyznać. Jednakże udało mu się i wszyscy się z tego cieszymy. Wracając do Kasha, czy on musi być takim idiotą? No proszę cię xD Wcale nie żałuję tej jego szczęki, wprost przeciwnie dobrze mu tak! Cicha podpowiedź dla ciebie, nie znajduj już tej pelerynki, bo ci ją ukradłam, wprawdzie dziwnie jest sobie wyobrazić Seva bez niej ale to jest nowość :D!
Pozdrawiam Cię, Ines i weny życzę! :D
Gość: Daga, user-31-175-174-99.play-internet.pl
2012/02/08 12:15:54
'Wszystkie wile świata mogły się schować przy Nimfadorze. Przy jego Nimfadorze.'
To już mnie maksymalnie rozczuliło. Sev ! Przepadłeś ! Biedna Tonks. Mam nadzieję, że to nic poważnego mimo wszystko... Jestem w głębokim szoku i nie jestem w stanie dopisać cokolwiek więcej... Ciekawi mnie kolejny rozdział...Weny ;**.. 2012/02/08 14:34:06
a jednak dobrze sie domyslilam ze Filius maczal w tym wszystkim swoje palce i dlatego teraz mogl odejsc...po raz drugi ;p rozdzial swietny i czekam z niecierpliwoscia na cd ;p no i na obiad u andromendy bo mam nadzieje ze sev zgodzi sie by isc na niego z tonks ;p
pozdrawiam 2012/02/08 17:14:20
Jako, że zagroziłaś nie dodawaniem nowego rozdziału poczułam się zoobowiązana, żeby wreszcie skomentować. Uwielbiam to opowiadanie. Para jest co najmniej nietypowa - nigdzie indziej się z nią jeszcze nie spotkałam... Po zachowaniu Gerarda widać, że Sev uczył się bycia wrednym od mistrza. Pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na następny rozdział! ;)
Gość: arisza, 78.133.215.23*
2012/02/08 17:49:39
Uwielbiam Gerarda. Chyba już żaden uczeń nie będzie narzekał na Severusa. Pelerynki nietoperka mi nie brak (no może trochę). Szkoda mi Tonks.
Rozdział świetny i nie mogę się doczekać dalszego ciągu. Pozdrawiam i życzę weny.
Gość: cheroine, 178-36-62-208.adsl.inetia.pl
2012/02/08 23:43:03
Nie spodziewałam się tak szybko kolejnego rozdziału. Cieszę się, że już jest, jednak mam wrażenie, że trochę się z nim pospieszyłaś. Nie chcę gasić Twojego entuzjazmu, ale brakuje mu tego, co miał poprzedni - tego specyficznego klimatu, który poruszał i nie pozwalał na oderwanie się, który przyciągał mnie i przyciągał tak mocno, że czytałam ten rozdział, a szczególnie tę magiczną końcówkę, raz po raz, a teraz mogę z powodzeniem ją cytować. Nie przypadł mi też do gustu monolog Teodora, wydaje mi się zbyt bezpośredni, zbyt całościowy. Coś takiego sprawdza się w powieściach kryminalnych czy detektywistycznych, u A. C. Doyle'a na przykład, kiedy Holmes w końcu naświetla sprawę, porażając swą błyskotliwością pracodawców i czytelników. Niestety, u Ciebie nie spełniło swojej roli. Być może, że gdyby było nie tak poważne albo gdyby ujawniało mniej, zwróć uwagę na perspektywę: mówi Teodor, a nie Filius, to wywołałoby inny efekt. Chociaż według mnie w ogóle lepiej jest unikać takiego tłumaczenia wprost. Historia powinna sama się rozwinąć, ukazując wytłumaczenie dla zagadek. Kiedy przeczytałam, że tajemnica zostanie ujawniona, poczułam się zaciekawiona, ale gdy zobaczyłam w jaki sposób, cóż, zastąpiło je rozczarowanie. Wybacz mi ostre słowa, po prostu nie wygląda to dobrze, nie piszę tego ze złośliwości czy żeby sobie pokrytykować. Uh, chyba nie zostawiłam na Tobie suchej nitki. W takim razie, na osłodę dodam, że to mnie urzekło: Wszystkie wile świata mogły się schować przy Nimfadorze. Przy jego Nimfadorze. Poza tym ostatecznie polubiłam Gerarda, do którego byłam na początku sceptycznie nastawiona (może ze względu na to, że wkroczył do opowiadania razem z Tą-Której-Samo-Imię-Budzi-Chęć-Pretestowania-Maczugi-Nabitej-Żelaznymi-Gwoździami), widać od razu, skąd Sev czerpał inspirację do swoich metod nauczania. Swoją drogą, po rundce z Mistrzem Gerardem (ale mu się dostanie od Minerwy! ;D) uczniowie go pokochają - w końcu ich Mistrzunio jest przynajmniej względnie przewidywalny. Ciekawi mnie też, jak akcje Seva wyglądają z perspektywy uczniów. I intryguje mnie wątek Gellerta-Namiętnego-Poszukiwacza-Czegoś. Co to jest? Co ma do tego Teodor? Och, oczywiście niepokoję się o Tonks. Niestety, jak już wspomniałam, nie jestem w stanie poczuć dogłębnie wstrząśnięta, jak Gerard, czy też przerażona, jak Sev i Minerwa. Mam nadzieję, że kolejny odcinek będzie sam z siebie odpowiadał na pytania i, że uda Ci się stworzyć tak piękny klimat, jak ostatnio. Szczególnie liczę na niego w scenach Sev/Tonks. Choć oczywiście nie mam nic do zarzucenia Twojemu stylowi, tekst czyta się, jak zawsze, lekko i przyjemnie. Scena poranna po prostu urocza, uwielbiam te nimfadorowe myśli Seva.
Standardowo błędy, które udało mi się wyłapać. W gruncie rzeczy dawno się tak dobrze nie bawił, jak przez ten cały czas, kiedy ma ją w swoich kwaterach. To zdanie brzmi trochę niezręcznie. Może bardziej: "od kiedy ma ją w swoich kwaterach" albo "kiedy przebywała w jego kwaterach". Gdy tylko dopił kawę, kiwnął głową Minerwie i Gerardowi i wyszedł z sali, kierując się szybkim krokiem do lochów. Przecinek po "Gerardowi". Przecież jest duchem, nie może tak po prostu przenosić się stąd tam. Przecinek pomiędzy "stąd" i "tam". Potrafił je zobaczyć tak, jak ja teraz widzę ciebie, a gdy raz jedną zapamiętał, bez problemu znajdywał pokrewną duszę. Znajdował, zamiast "znajdywał". Forma podstawowa to przecież znajdować, nie znajdywać. Była blada i rozpalona i co rusz zapadała w niespokojną drzemkę. Przecinek po "rozpalona". Uspokoiła się odrobinę i dopiero wówczas wycelowała różdżką w piórko, powiadając cicho sentencję. Nie inkantację? - Ale ale ja nie wiem co! zawołał przerażony uczeń, ze strachem wgapiając się w jadowicie zielone opary, rozchodzące się po sali. Bez przecinka przed "rozchodzące się", ten imiesłów jest określeniem do "opary" i występuje w funkcji przydawki.
Gość: cheroine, 178-36-62-208.adsl.inetia.pl
2012/02/08 23:44:59
Spokojnie wrócił do obchodu, ale tym razem gdy tylko się zbliżył do któregokolwiek z uczniów, składniki zaczynały wyślizgiwać się z rąk, a chochle upodobały sobie nurkowanie w eliksirach. Przecinek przed "gdy".
Zatarł ręce, chwycił kociołek, podniósł go i ku największemu zdumieniu wszystkich uczniów, wylał całą zawartość na nieszczęsnego rudzielca, po czym nałożył mu kociołek na głowę. Przecinek przed "ku", "ku (...) uczniów" jest wtrąceniem. Skrycie liczę, że czegoś to pana nauczy. Za dwie godziny powinno mu przejść poinformował dziewczynę, która momentalnie upadła obok, krzycząc w niebogłosy banalne frazesy w rodzaju Johnny, och Johnny, nic ci nie jest?! Co on ci zrobił?! Och, Johnny!. Dwukropek po "rodzaju", w końcu cytujesz wypowiedź. Uczniowie jak na zawołanie zerwali się z miejsc (...). Przecinek przed i po "jak na zawołanie", to przecież wtrącenie. Jeszcze w jednym momencie, kiedy Sev obudził Tonks, żeby zapytać o pelerynę, ona dwukrotnie w krótkim odstępie czasu "odparła spokojnie". To chyba na tyle. Sama widzisz, więcej tego niż zazwyczaj. Nie spiesz się z wrzucaniem teksu, nic się nie stanie, jeśli poczekamy sobie te dwa dni dłużej. W każdym razie życzę Weny i czasu na dopracowanie. Przy okazji, dopóki nie zapomniałam, Gerard ma wreszcie swoją twarz ;D. Gratuluję wyboru jego i Minerwy. Trzymaj się ciepło. Pozdrawiam, cheroine. 2012/02/09 10:43:09
Lubię jak opisujesz w ten sposób Severusa. Jako prawdziwego człowieka, a nie zimnego robota, który walczył ze złem. Bo pod tą zbroją jest wspaniały mężczyzna, który ma taką samą potrzebę miłości jak wszyscy. I chyba przez to jeszcze bardziej nienawidzę Rowling za to, że go zabiła. Niech się smaży w wulkanie z lawą!
Gdyby się dowiedziała, to stwierdziłaby, że ty jesteś jej, Sev. Myśl chłopie! Lubię jak Sev ma głupią minę, a Dora zwija się ze śmiechu. Chyba mam podobne poczucie humoru do niej. A może Sev się tym od niej zarazi? Fajnie by było, gdyby i jego chociaż niektóre rzeczy bawiły tak jak ją. No i nastąpił koniec świata. Severus Snape pojawi się wśród uczniów bez swojej nieśmiertelnej, ukochanej peleryny. No i czym teraz będzie łopotać? I jeszcze po daniu mu buziaka zwyczajnie go wykopała z JEGO WŁASNEJ[!] sypialni. I chyba teraz najwyraźniej widać, że ona może sobie pozwolić na naprawdę dużo w stosunku do niego. Nie to co taka panna H.G.!!! Kashowi przydałby się jakiś kurs niewkurzania Mistrzów Eliksirów. Albo jest on samobójcą. Naprawdę nie rozumiem, czemu tak ciągle drażni Seva, który może go cichcem podtruć, a nawet otruć i jestem pewna, że nigdy nie znaleźliby na to żadnych dowodów. Uśmiechając się kpiąco, uniósł rękę i postukał się palcem w szczękę. - Tu bij. To jest strasznie znajoma scena, ale nie potrafię sobie przypomnieć gdzie ją widziałam. Ale idealnie pasuje do Kasha. Sam się prosił, to dostał, a wystarczyło się ugryźć w ten niewyparzony jęzor. - Ciesz się, że nie wyjąłem różdżki i dziękuj Merlinowi za to, że żyjesz. - Co zrobiłeś Kashowi? zapytała Minerwa bez zbędnych ceregieli. - Podkreśliłem wagę słów Severusa odparł spokojnie. HAHAHAHA!!! Ger jest bezbłędny. I ma w sobie to coś, co można określić mianem 'szatańskiego'. I bardzo dobrze, bo inaczej by się wynudził za wszystkie czasy. Teo się rozgadał straszliwie. Przyznaję, że domyślałam się, że chodzi o Nimfadorę i Severusa i cieszę się, że udało się ich połączyć, ale nadal jest mi strasznie smutno, że Filiusa nie ma już w Hogwarcie. To po prostu nie fair, że on umarł. Teo + Gellert = A ja wiem i nikomu nie powiem! A przynajmniej się sporo domyślam :P Aż się dziwię, że Sev nie otruł któregoś z uczniów z frustracji. Ja bym ich chyba zmiotła jednym zaklęciem i poleciała do Lochów, gdybym była na jego miejscu. Scena cierpiącej Tonks jest porażająca. Poraża nie tylko samą treścią, ale też formą, bo jest wyjątkowo realistycznie opisana. Nie jestem w stanie tego bardziej skomentować, wybacz. Scena lekcji z Gerardem rozbawiła mnie do łez. Przy nim to Sever jest milutkim misiaczkiem. Uczeń lecący na błonia z kociołkiem jest wręcz przekomiczny. A potem to nagłe wypadanie różnych rzeczy z rąk każdego ucznia. Ale clou programu to wsadzenie uczniowi pełnego kociołka na głowę i zrobienie z niego dzwonu. Leżałam na biurku i umierałam ze śmiechu. Nie sądziłam, że Ger zaprezentuje aż takie poczucie humoru. I chociaż jest straszliwym nauczycielem pod względem atmosfery jaką wytwarza w klasie, to prywatnie zmienia się o 180 stopni. Dowód? Martwienie się o Tonks. Ech, wcale z niego nie jest aż taki zakamieniały twardziel na jakiego pozuje. Weny, weny, weny! Jane
Gość: TigramIngrow, netpanel-87-246-193-110.umcs.akademiki.lublin.pl
2012/02/10 16:58:05
Zgadzam się z fenisel odnośnie bombowego nauczyciela. Po takich naukach Snape i tak swoje zajęcia prowadzi zgodnie z normami ^^
2012/02/14 11:45:27
Nie wiem co się dzieje z Tonks, ale mam nadzieję, że już niedługo, być może w następnym rozdziale, się tego dowiem. Za to bardzo podobała mi się lekcja Eliksirów w wyknaniu Gerarda. To było naprawdę coś. A ten całay Kash niech lepiej nie wchodzi w drogę Severusowi, bo będzie naprawdę źle...
|