|
Blog > Komentarze do wpisu
Part thirty two
Ależ mi się to pisanie przeciągnęło... Ale wiecie, afery, studia, znów afery i jakoś tak czas znika ;) Fakt, że miałam trochę problemów przy pisaniu - chwilami istna pustka gościła w mojej głowie - dlatego może się zdarzyć, że zrobię sobie małą przerwę. Ale spokojnie, postaram się, żeby nie trwała długo ;) Teraz jeszcze taka sprawa: Cheroine, bardzo doceniam, że chcesz mi pomagać w poprawianiu tekstu, ale powiedzmy, że nie spodziewałam się aż takiej sumienności ;) No nic, zapraszam na rozdział! (Ponoć wywołuje różne emocje z tego, co słyszałam...)
Dziś dedykacja wędruje do niezastąpionej Jane ;)
- Sev… Cichy głos wyrwał go z niespokojnej drzemki, w którą zapadł chwilę wcześniej. Zmusił się, by otworzyć oczy i obrócił powoli głowę, by spojrzeć na leżącą na łóżku obok Tonks. Wyglądała znacznie lepiej niż wcześniej – zniknęła chorobliwa bladość, która pokryła jej policzki wraz z upływem krwi, a w oczach znów pojawiły się wyraźne iskierki życia. Uśmiechnęła się do niego, a cienka blizna na jej twarzy zalśniła w blasku zachodzącego słońca. Pierwszy raz od niepamiętnych czasów miał okazję widzieć jej naturalny wygląd. Jasno brązowe, niemal blond włosy otaczały jej trójkątną twarz delikatnymi falami. Ciemny błękit jej oczu przypominał mu głęboki ocean, który przyciągał wzrok i nie pozwalał się oderwać. - Dziękuję – powiedziała cicho, przekręcając się na bok, by mogła jednocześnie leżeć wygodnie i patrzeć mu w oczy. - Jest za co – mruknął złośliwie. Nie miał sił, by powstrzymać lekki uśmiech, gdy zaśmiała się i wywróciła oczami. Nie istniały słowa, by opisać ulgę, jaka go ogarnęła, gdy było już pewne, że nic jej nie będzie. Była taka chwila, gdy miał przed oczami same najgorsze scenariusze. Potwornie się bał, że Nimfadora nie przeżyje, a ten strach rozrywał mu serce i duszę. - Jesteś paskudny – rzuciła z rozbawieniem. - To moja specjalność – odparł spokojnie. Osoby, przy których czuł się naprawdę swobodnie, mógł wyliczyć na palcach jednej dłoni. Największym wsparciem zawsze był dla niego Gerard. Właściwie od pierwszego ich spotkania, gdy tylko okazało się, że Mistrz przygotował się na nie i zdobył całą dostępną wiedzę o swoim potencjalnym uczniu, od pierwszego uścisku dłoni Severus wiedział, że spotkał kogoś, kto potrafi go zrozumieć i wspierać w każdej najgorszej chwili. W rok po zmianie stron zyskał zaufanie kolejnej osoby, kogoś, kogo szanował odkąd przestąpił próg Hogwartu po raz pierwszy. Chwila, w której Minerwa McGonagall, lwica Hogwartu, uparta kocica i Gryfonka pełną gębą mu wybaczyła, była przełomowa w jego życiu. Poza tymi dwoma, najważniejszymi w jego życiu osobami, jest jeszcze Albus, Katharina i Poppy, która sama najpierw próbowała go poskromić, a później wyznała, że zawsze się o niego martwiła, począwszy od jego pierwszego roku w zamku. Teraz, jak się okazało, musiał powiększyć tę listę o jeszcze jedną osobę. - Zagramy w dziesięć pytań? – przerwała mu rozmyślanie. - Kolejna bzdurna gra autorstwa Weasleyów? Pokręciła głową i zamilkła, dając mu chwilę, by ułożył się wygodniej. Szyja bolała go od przekręcania głowy o dziewięćdziesiąt stopni, więc postanowił pójść jej wzorem i położyć się na boku. Poprawił puchatą poduszkę, by nie musieć opierać się na łokciu i dopiero wówczas na nią spojrzał. - Nie jest bzdurna. Po prostu na zmianę zadajemy sobie pytania, aż dojdziemy do dziesięciu – wyjaśniła krótko, uśmiechając się znów szeroko. - Co wtedy? - Kiedy? - Jak już będzie dziesięć – mruknął, wywracając oczami. - Nic. Będzie dziesięć pytań. Roześmiała się głośno, gdy uniósł brew, by spojrzeć na nią z politowaniem. Prawdę mówiąc nie czuł się na siłach na jakiekolwiek bezsensowne gry. Dosyć mocno odczuł utratę pełnych dwóch litrów krwi, które znalazły się w żyłach Tonks. Wprawdzie, gdyby Alessio ich nie pilnował, Severus z premedytacją przetoczyłby więcej swojej krwi, nie zważając na swój organizm. Gdyby nie był tak osłabiony, doszłoby pewnie do bójki z tego powodu. Po części jednak był wdzięczny Torricellemu. Zbyt duża utrata krwi mogła się wiązać z poważnymi konsekwencjami, ale sam nie potrafił się zmusić, by to przerwać, mając świadomość, że od niego zależało jej życie. - To co, zagramy? – zapytała znów, spoglądając na niego z rozbawieniem. Przymknął powieki, uświadamiając sobie, że drugi raz odpłynął myślami, wpatrując się w jej twarz. Potarł zmęczone oczy i spojrzał na nią akurat, gdy znów się odezwała. – Prooszę… Westchnął ciężko, słysząc jej błagalny ton i widząc rozbrajający uśmiech. Pokręcił głową, w duchu przyznając, że pora poćwiczyć na nowo asertywność. - Niech stracę – mruknął z pozoru niechętnie. Częściowo jednak był zaintrygowany. Ciekawiło go, cóż tak bardzo ją interesuje, że tak jej na tym zależy. - Tylko pamiętaj, że musisz odpowiadać zgodnie z prawdą – zaznaczyła, niemal podskakując z radości. – To ja zacznę, twój ulubiony kolor oprócz czarnego, zielonego i srebrnego? – zapytała szybko, uśmiechając się przebiegle. Pozwolił sobie chwilę przeciągnąć ciszę, wpatrując się ze złośliwym błyskiem w oku w jej rosnące powoli zniecierpliwienie. Dziwnie było jednocześnie widzieć emocje na jej twarzy i całkowicie normalny wygląd bez żadnych dziwnych kolorów. Wyglądała przez to dziwnie nierealnie, jakby ktoś próbował się pod nią podszyć, ale nie przygotował się zbyt dobrze zawczasu. Szczęściem jednak mimika twarzy jej się nie zmieniła, więc po krótkim czasie z zadowoleniem mógł ujrzeć jej zmarszczone brwi i lekko wykrzywione usta. W oczach zalśniły niezadowolone błyski, a jej smukłe palce zaczęły stukać o łóżko w wyrazie zniecierpliwienia. Uśmiechnął się triumfalnie. - Fioletowy – powiedział cicho, ale wyraźnie, a jego uśmieszek nieznacznie się poszerzył, gdy jej ręka znieruchomiała. Jasne brwi powędrowały do góry, a jej niebieskie oczy rozszerzyły się ze zdumienia. – Zawsze byłaś taka niezdarna? – zapytał szybko, nie dając jej czasu, by wyraziła swoje zdziwienie. - Odkąd pamiętam – odparła powoli z kiwnięciem głową. Pożałował, że zgodził się na tę grę, gdy w charakterystyczny sposób przymrużyła oczy. Dawno już zauważył, że robiła tak tylko i wyłącznie wtedy, gdy bardzo jej zależało na odpowiedzi. – Skąd wracasz taki poobijany? - Z baru – odparł bez namysłu i z pełną prawdą. Złośliwy uśmieszek wrócił na jego usta, gdy z niezadowoleniem zmarszczyła brwi. Zerknął z zaciekawieniem na drobny ślad tuż ponad jej prawą brwią. – Skąd ta blizna? – zapytał cicho, wskazując głową obiekt swojej uwagi. Uniosła dłoń, by dotknąć brwi, a kiedy kiwnął głową, niespodziewanie roześmiała się cicho. - Jak byłam mała, bawiłam się z tatą w ganianego i przyłożyłam czołem w kant stołu. Jak mama to później zobaczyła, to normalnie dostała furii. Myślałam, że rozerwie tatę na strzępy – dodała, śmiejąc się już głośno. - Andromeda byłaby chyba gorsza od dementorów – mruknął Severus, na co roześmiała się jeszcze głośniej. Uśmiechnął się lekko, obserwując, jak zamknęła oczy i opadła na poduszkę, pękając z rozbawienia. Miała naprawdę uroczy i przyjemny dla ucha śmiech. Za każdym razem, gdy ją słyszał, musiał się powstrzymywać, by samemu się nie uśmiechnąć, co było niezwykle uciążliwe jeszcze za jej czasów szkolnych. Chociaż nie była Gryfonką, mogła śmiało konkurować z Weasleyami pod względem utraconych punktów i zdobytych szlabanów. Różnica jednak była taka, że o ile przy bliźniakach trafiał go szlag z powodu ich idiotycznych pomysłów, o tyle przy niej nierzadko miał problem z utrzymaniem powagi, co znów doprowadzało go do szewskiej pasji. Jej pozytywne nastawienie do życia nie raz budziło w nim mordercze zapędy i sprawiało, że naprawdę zaczynał wątpić w istnienie czegokolwiek pod jej czaszką. Mimo wszystko jednak zawsze ją lubił i szanował za to, że nie przejmowała się, co ludzie będą mówić o jej dziwnym wyglądzie. Zawsze potrafiła znaleźć sobie oddanych przyjaciół, co też niekiedy go wyjątkowo irytowało, ale nawet na torturach u Voldemorta nie przyznałby się, że czasem jej tego zazdrościł. - Masz łaskotki? – rzuciła z psotnym uśmiechem, na co na moment zdębiał. Spojrzał na nią z czystym zdumieniem, a gdy pierwszy szok minął, odwrócił wzrok z lekkim zażenowaniem. Nienawidził się przyznawać do takich słabości. Szczególnie uczuliła go na to Minerwa, która zupełnym przypadkiem odkryła wrażliwe miejsce na jego brzuchu, a później przez blisko miesiąc nie dawała mu spokoju. - Wiedziałam – zawołała Tonks z satysfakcją, gdy bardzo niechętnie pokiwał głową. Sam ton jej głosu sugerował, że nie spocznie, dopóki nie przekona się, gdzież on może mieć te przeklęte łaskotki. - Dlaczego nienawidzisz swojego imienia? – zapytał szybko, a triumfalny uśmiech momentalnie zniknął z jej twarzy. Poczuł diabelską satysfakcję, gdy zmrużyła gniewnie oczy. - Jakby twoje imię kojarzyło się wszystkim z nimfomanką, to też byś miał go dość – mruknęła z niezadowoleniem. Severus przez chwilę milczał, przetrawiając jej słowa. W końcu jednak nie wytrzymał i ryknął głośnym śmiechem. W oczach Tonks momentalnie pojawiła się furia. Czuł na sobie jej wściekłe spojrzenie, ale nie potrafił przestać się śmiać. Spodziewał się wielu argumentów, ale coś tak absurdalnego nie przyszło mu do głowy. Nie była w stanie go uspokoić nawet poduszka, którą dostał prosto w twarz. - Nie ma w tym nic zabawnego! – warknęła urażonym tonem. - Ośmielę się zaprzeczyć – wykrztusił wreszcie, powoli dochodząc do siebie. Jego słowa musiały podziałać na nią niczym płachta na byka. Wbrew zakazom zerwała się z łóżka i doskoczyła do niego, by chwycić poduszkę. Ledwie zdążył zasłonić twarz rękami, nim zaczęła do okładać tą bronią masowego pogromu. Przez chwilę jedynie się bronił, dając jej czas, by odreagowała, ale gdy uznał, że wystarczy tego szaleństwa poczekał, aż weźmie kolejny zamach i błyskawicznie złapał ją za łokieć i pociągnął, przez co przyłożyła nosem w jego ramię, gdy wylądowała na nim. Zanim zdążyła się podnieść i wrócić do ataku, chwycił jej rękę i patrząc jej w oczy, z lekkim uśmiechem musnął ustami wierzch jej dłoni. Od razu zauważył, że nieznacznie się rozchmurzyła, ale nie powstrzymało jej to przed zrobieniem obrażonej miny. Podniosła się z trudem, w czym oczywiście jej całkowicie nie pomagał, odrzuciła swoją poduszkę na drugie łóżko i spojrzała na niego z góry. - Posuń się – mruknęła, spychając go na drugi brzeg łóżka, czego również jej nie ułatwiał. Gdy wreszcie się dobrowolnie odsunął, przyjrzała mu się oceniająco, a Severus zauważył, że przez moment wyglądała naprawdę nieziemsko. Blask zachodzącego słońca otaczał jej sylwetkę swoistą poświatą, pogłębiając delikatnie jej wyraźne rysy twarzy. Uderzyło go jej podobieństwo do Andromedy – przez ten moment wyglądała równie dumnie i władczo. To wrażenie jednak szybko zniknęło, gdy uśmiechnęła się nieznacznie. Nie pytając go o zdanie, przesunęła jego lewą rękę na poduszkę i położyła się obok, kładąc głowę na jego ramieniu i opierając się plecami o jego tors, po czym jego prawą rękę umieściła sobie na brzuchu. Z rozbawieniem pokręcił głową i przytulił ją mocniej, wtulając twarz w jej miękkie włosy. Przymknął oczy, gdy poczuł znów jej kojący nerwy zapach - Lubisz mnie? – zapytała cicho, gładząc delikatnie jego przedramię. - To pytanie nie spełnia wymaganych kryteriów, by uzyskało stosowną odpowiedź – mruknął Severus, czując ogarniającą go błogość. - Nie możesz po prostu powiedzieć? – westchnęła, obrysowując palcami bliznę, która pozostała po Mrocznym Znaku. - Po co? Doskonale znasz odpowiedź, więc nie rozumiem… - Sev, proszę, chciałabym to usłyszeć od ciebie. Westchnął cicho, słysząc jej proszący ton. Naprawdę nie lubił przyznawać się do takich słabości. Tym bardziej więc nie przepadał za sytuacjami, które go do tego zmuszały. Mógł wprawdzie zignorować to pytanie i udać, że go nie usłyszał, ale skoro już zgodził się na tę grę, powinien był spodziewać się niechcianych pytań z jej strony. - Tak, Nimfadoro, lubię cię – powiedział i szybko zasłonił jej usta, nim znów wybuchła. – Tak samo jak lubię twoje imię – szepnął jej do ucha. – Możesz się denerwować ile chcesz, ale ja nigdy nie miałem takich skojarzeń. – Zamilkł na chwilę, by wziąć głęboki oddech. Nigdy wcześniej nikomu tego nie zdradził i wiele go to kosztowało. – Twoje imię zawsze kojarzyło mi się z leśną nimfą, piękną istotą, uosobieniem natury. Jesteś taką driadą, która wmieszała się w tłum ludzi, spodobał jej się ludzki żywot i nie chciała wrócić na Olimp, gdzie jej miejsce – dodał szeptem, obrysowując palcami jej usta. Przez długą chwilę, gdy milczała odwrócona do niego plecami, przez umysł przewinął mu się milion różnych myśli, począwszy od tych, mówiących jakim to jest idiotą, że to powiedział. Gdy jednak wreszcie obróciła się do niego, a w jej oczach dostrzegł łzy, wszystkie myśli momentalnie wyparowały, zastąpione porażającą obawą, że przekroczył niewidzialną granicę. Ta obawa jednak zmalała, kiedy Dora uśmiechnęła się lekko i pogładziła jego policzek. - Wiesz, że nikt nigdy nie powiedział mi niczego tak pięknego? – szepnęła pełnym emocji głosem. Zabrakło mu słów. Jego umysł zmienił się w przysłowiową pustkę. Był w stanie tylko wpatrywać się w nią ze zdumieniem. Nimfadora zamrugała, próbują odegnać zbierające się w jej oczach łzy wzruszenia, ale kilka z nich wymknęło się i popłynęły po jej twarz. Severus bezmyślnie uniósł dłoń, by zetrzeć niesforne łezki i odruchowo pogładził jej policzek. Mimowolnie oderwał wzrok od jej oczu błyszczących uczuciem i spojrzał na jej usta, które wygięły się w uśmiechu. Tonks przesunęła dłoń na jego kark, a drugą chwyciła kołnierzyk jego koszuli, by przyciągnąć go bliżej. Przymknął oczy, gdy poczuł na wargach słodki smak jej miękkich ust. Przytulił ją mocniej, pragnąc mieć ją tak blisko siebie, jak to tylko fizycznie możliwe. Poczuł, jak się uśmiechnęła i objęła go mocniej za szyję. Miał wrażenie, że cały świat nagle przestał istnieć. Była tylko ona, kobieta, która bezczelnie wtargnęła do jego życia i ośmieliła się wywrócić je do góry nogami. Czuł, że powoli braknie mu tchu, ale nie potrafił się zmusić, by oderwać się od jej ust. Jakaś część jego podświadomości przyznała rację Gerardowi, ale uparcie ją uciszył. Wyrwało mu się niezadowolone mruknięcie, gdy wreszcie Tonks się odsunęła pierwsza. Spojrzała na niego z wyraźnym rozbawieniem, po czym przytuliła się mocno, jakby chciała odciąć się od całego świata. Pogłaskał ją po głowie i pocałował delikatnie w czoło, starając się wyrzucić z głowy uporczywe myśli. - Teraz twoja kolej – odezwała się nagle Tonks wesołym głosem. Severus wywrócił oczami, ale nie minęła chwila, jak na jego ustach zagościł złośliwy uśmieszek. - Uwodzenie byłych nauczycieli to twoje hobby? – zapytał z przekąsem, przyglądając jej się z uniesioną brwią. Nie musiał długo czekać na poirytowane spojrzenie i pokazowy mord w oczach. - Nie, ty jesteś pierwszy, możesz czuć się zaszczycony – odparła tonem, jakby chciała mu zrobić łaskę. - Pierwszy mówisz? Mam rozumieć, że po mnie będzie ktoś jeszcze? Przyznaj się, kogo masz na oku? Hagrida? Czy może Albusa? Zamiast odpowiedzieć, usiadła i wyciągnęła mu poduszkę spod głowy, by ułamek sekundy później zdzielić go nią z impetem. Osłabienie wynikające z utraty krwi osłabiło jego refleks na tyle, że nie zdążył się zasłonić, przez co w głównej mierze ucierpiał jego nos. - A ty masz zwyczaj podrywać swoje byłe uczennice? – rzuciła, okładając go po raz kolejny. Nie bez problemów wyrwał jej poduszkę z rąk i włożył sobie z powrotem pod głowę, a gdy rzuciła się, by mu ją odebrać, chwycił jej nadgarstki. Momentalnie straciła równowagę, gdy ją pociągnął i wylądowała na jego piersi. Nie czekając, aż się pozbiera, chwycił obie jej ręce jedną dłonią i objął ją mocno w talii, by nie mogła się odsunąć. - Zacznijmy od tego, że ja nikogo nie podrywałem – sprostował, przytrzymując ją mocno, gdy zaczęła się szarpać. - Tak? A ja to niby sama się prosiłam do tańca i sama się całowałam, tak? – mruknęła, usiłując wydostać ręce z jego żelaznego uścisku. - Skoro we mnie wątpisz, czuję się zobowiązany do udzielenia wyraźnej odpowiedzi na twoje pytanie. Nigdy nie poderwałem, jak to określiłaś, żadnej uczennicy, czy to byłej, czy obecnej – powiedział cicho, patrząc jej przy tym prosto w oczy. Niespodziewanie Tonks uśmiechnęła się diabelsko. - Czuję się w obowiązku spytać, czy gustujesz w facetach, ale wydaje mi się, że wtedy byś się ze mną nie całował – odparła spokojnie, spoglądając na niego wyzywająco. - Skoro tak stawiasz sprawę, to wolę nie wiedzieć, w czym sama gustujesz – mruknął zniesmaczony Severus. - Boisz się o swoją niewinność? - Raczej nie chciałbym zwątpić w twoją – odparł ze stoickim spokojem, przyglądając jej się z lekkim uśmiechem. Poczuł przyjemne ciepło, gdy roześmiała się głośno. Przez chwilę napawał się tym cudownym dźwiękiem, jakim był jej szczery śmiech. Mało kto potrafił śmiać się przy nim, a jeśli już, to raczej wynikało to z nerwów, niż prawdziwego rozbawienia. Oczywiście wyjątek stanowiło te kilka osób, do których miał względne zaufanie, ale biorąc pod uwagę, ile osób znał osobiście, był to nic nieznaczący ułamek. Tonks jednak była o tyle wyjątkowa, że jego wizerunek wrednego drania nie robił na niej wrażenia od samego początku. Chociaż trudno się dziwić, biorąc pod uwagę, jaka jest jej matka. Uwolnił jej nadgarstki, by musnąć palcami jej policzek. Dotykanie delikatnej skóry jej twarzy stawało się powoli jego ulubioną czynnością. Miała tak aksamitną skórę, że ciężko mu było oderwać od niej dłonie. Zmusił się, by przesunąć rękę na jej kark i przyciągnął ją bliżej, by musnąć ustami jej policzek. Wyczuł jak mięśnie jej twarzy poruszyły się, gdy uśmiechnęła się szerzej. Wsunęła dłoń w jego włosy i delikatnie nakłoniła go, by przesunął głowę. Odczuł swoistą satysfakcję, gdy nakierowała go na swoją szyję. Moment później tuż przy jego uchu rozległo się rozkoszne syknięcie, kiedy ukąsił ją delikatnie. - Wampir – mruknęła mu do ucha. Przeszły go dreszcze, gdy jej ciepły oddech owiał jego szyję. Dosłownie moment później zamruczał z przyjemności, jak skubnęła ustami płatek jego ucha. Zamknął oczy i ukąsił ją jeszcze raz, tym razem nieco mocniej. Usłyszał znów, jak syknęła i jednocześnie zacisnęła dłoń na jego włosach, przytrzymując go blisko siebie. Zadrżała, gdy pocałował miejsce ugryzienia, muskając przy tym językiem jej szyję. Nie dość, że sam jej zapach potrafił zawrócić mu w głowie, nie mógł oderwać od niej dłoni, to teraz jeszcze smak jej skóry sprawił, że świat całkowicie przestał istnieć, a czas stanął w miejscu. Prawie nieprzytomnie całował jej szyję, równocześnie gładząc delikatnie jej kark, a każdy dreszcz, jaki wstrząsał jej ciałem, budził w nim coraz większą żądzę. Nawet osłabienie nie potrafiło zdusić tego pożądania, które zaczęło się w nim budzić. Jego pocałunki stawały się coraz bardziej natarczywe, a ukąszenia częstsze. Czuł jej coraz cięższy oddech na szyi i dłoń błądzącą po jego torsie. Zacisnęła w końcu palce na materiale jego koszuli i podciągnęła ją do góry, by dotknąć jego rozgrzanego ciała. Oderwał się na moment od jej szyi, gdy poczuł jej paznokcie drapiące mu brzuch. Zamruczał z przyjemności, wsunął dłoń w jej włosy i przesunął jej głowę, by wpić się w jej usta. Żywo odpowiedziała na jego pocałunek, pogłębiając go niemal natychmiast. Zrobiło mu się niesamowicie gorąco, gdy jej natarczywość uświadomiła mu, że w jej żyłach obudziła się podobna żądza, jak w nim. Objął ją mocniej i aż zadrżał, gdy w odpowiedzi jej paznokcie silniej wbiły się w jego brzuch. Zapragnął w barbarzyński sposób zerwać z niej ubrania, rzucić ją na łóżko i zagłębić się w niej, jednocześnie poznając ustami całe jej ciało. Czując rosnącą presję ze strony własnego organizmu, wsunął dłoń pod jej koszulkę i gwałtownie znieruchomiał, gdy pod palcami, zamiast aksamitnej skóry, wyczuł fakturę bandażu. Jego umysł momentalnie opustoszał, całe pożądanie zniknęło jak za machnięciem różdżki i z przerażeniem uświadomił sobie, do czego o mały włos nie doszło. Tonks zorientowała się w końcu, że coś jest nie tak i niechętnie oderwała się od jego szyi, by spojrzeć na niego niepewnie. Przełknął ślinę, gdy dostrzegł w jej oczach czystą żądzę. - To nie jest dobry pomysł – wykrztusił z trudem, uparcie starając się nie patrzeć na jej wargi opuchnięte lekko od natarczywego pocałunku. Zamknęła oczy i odwróciła głowę, a chwilę później usiadła plecami do niego. - Czemu? – zapytała cicho, wyraźnie siląc się na spokojny ton. Zmusił się, by usiąść i chciał ją objąć, ale bez słowa odepchnęła jego rękę. Ze złością potarł czoło, klnąc w myślach na samego siebie. Jedyne, czego aktualnie pragnął, to wziąć ją w ramiona i kochać się z nią do białego rana, ale nie mógł tego zrobić, dopóki ona nie będzie całkiem zdrowa. Domyślił się, że musiała się poczuć zraniona i miała do tego prawo, jako że to on się nie powstrzymał we właściwym momencie. - Musisz najpierw wyzdrowieć… - Jestem zdrowa – przerwała mu błyskawicznie stanowczym głosem. Severus westchnął i zwiesił głowę. Tak, jak się spodziewał, ciężko będzie jej wytłumaczyć, że musi trochę poczekać. Tym bardziej, że Tonks potrafiła być znaczniej bardziej uparta niż on sam. Chyba, że znalazło się na nią sposób. Postanawiając zaryzykować, przysunął się i objął ją ramieniem, zanim zdążyła się odsunąć. Momentalnie się szarpnęła, ale przytrzymał ją i przyciągnął do siebie, by oparła się o jego tors. Odgarnął jej włosy i nie zważając na jej oburzoną postawę, nachylił się, by szepnąć jej do ucha najbardziej uwodzicielskim tonem na jaki było go stać: - Wiesz, wolałbym dotykać ciebie, a nie opatrunków, jak będziemy… jak będziemy się kochać. Uśmiechnął się triumfalnie, gdy zadrżała, a gdy spojrzała na niego, w jej oczach nie było już śladu po oburzeniu. - Niech ci będzie – mruknęła, starając się zachować pozory niezadowolenia, ale po sposobie, w jaki mimowolnie wtuliła się w jego ramię, wiedział, że uległa. Jeszcze bardziej utwierdziła go w tym fakcie, kładąc dłoń na jego karku, by przyciągnąć go i pocałować czule. – Ale nie waż się robić czegoś takiego jeszcze raz – ostrzegła, nie odrywając warg od jego ust. Uśmiechnął się złośliwie i błyskawicznie pogłębił pocałunek, gdy chciała dodać coś jeszcze.
Nie mógł zasnąć. Zegarek na stoliku wskazywał już prawie pierwszą w nocy, a on wciąż nie mógł zasnąć. Co przymknął powieki, wyobraźnia podsyłała mu obraz Nimfadory, a w szczególności jej pałających pożądaniem oczu. Wolał nie zastanawiać się, co by się stało, gdyby nie wyrwał się w porę z tego amoku, bo na samą myśl robiło mu się nadzwyczaj gorąco. Mimowolnie skierował wzrok na sąsiednie łóżko, gdzie Tonks aktualnie spała leżąc plecami do niego. Osobiście wolał ją mieć przy swoim boku, ale tak było bezpieczniej dla ich obojga. Nie groziło niebezpieczeństwo, że któreś z nich nie wytrzyma i spróbuje dokończyć, co zaczęli wcześniej, ani nie musiał się obawiać, że zostanie zepchnięty z tego wąskiego łóżka, gdy Nimfadora zaczęłaby się wiercić, co, niestety, miała w zwyczaju robić przez pierwsze pół godziny tuż po zaśnięciu. Z zamyślenia wyrwały go uchylające się powoli drzwi. Zerknął w tamtą stronę i uniósł ze zdziwieniem brew, gdy do pomieszczenia bezszelestnie wślizgnęła się Katharina. W świetle księżyca od razu dostrzegła jego spojrzenie i zdumiał się jeszcze bardziej, gdy zmieszana spuściła głowę. Zamknęła cicho drzwi, powoli podeszła do jego łóżka i przysiadła na brzegu, odwracając się do niego plecami. Objęła się ramionami, jakby było jej zimno. - Jak ona się czuje? – zapytała szeptem, spoglądając na Tonks. Poczuł się niepewnie, gdy w jej głosie nie dosłyszał zwyczajowej władczej nutki. Żałował, że nie widzi jej twarzy, ale po jej postawie było na kilometr widać, że coś leży jej na sercu. Podniósł się do pozycji półleżącej, poprawiając sobie poduszkę za plecami i mimowolnie zerknął na Nimfadorę. - Czuje się znacznie lepiej, niż mogliśmy oczekiwać – odpowiedział równie cicho, uśmiechając się przy tym delikatnie. Katharina pokiwała głową. Severus miał dziwne wrażenie, że jeszcze bardziej się skuliła. Zwiesiła głowę i wbiła wzrok w podłogę, jakby nie potrafiła się zdecydować, czy chce coś powiedzieć, czy powinna milczeć. - Przepraszam – szepnęła w końcu, całkowicie go zaskakując. Chociaż znali się już prawie dwadzieścia lat, jeszcze nigdy nie usłyszał z jej ust tego słowa. - Za co? – spytał ostrożnie, przyglądając jej się dużo uważniej, niż wcześniej. - Za moje zachowanie – wyznała cicho, chowając twarz w dłoniach. Zawsze wydawało mu się, że jest osobą elokwentną, ale teraz nie znał żadnego słowa, które byłoby w stanie opisać ogrom jego zdumienia. – Przepraszam cię, byłam najzwyczajniej w świecie chamska – dodała zduszonym głosem. Zmusił się, by usiąść i uspokajająco objął ją ramieniem. Od razu się w niego wtuliła, a Severus ze zdziwieniem odkrył, że była cała roztrzęsiona. – Jak się tu zjawiliście… z tą całą… krwią… Boże święty, jak ja się bałam! Byłam prawie pewna, że jej nie uratujemy. - Bez ciebie z pewnością byśmy tego nie zrobili – powiedział cicho, obejmując ją mocniej. - Beze mnie? To ty ją reanimowałeś, a nie ja. - Ale to ty ją uchroniłaś przed wykrwawieniem – zaznaczył z naciskiem, walcząc z własnym umysłem, który odruchowo przywołał wszystkie emocje z chwili, w której serce Tonks przestało pracować. Katharina puściła jego słowa mimo uszu i spojrzała na swoje trzęsące się dłonie. - Mam jej krew na rękach – wykrztusiła drżącym głosem. - Nie, nie masz – sprostował Severus kojącym tonem, zmuszając ją delikatnie, by opuściła ręce. - Mam, nie mogę jej zmyć – załkała, walcząc z nim desperacko. Severus westchnął ciężko i objął ją mocno , unieruchamiając jej ręce. Jak na zawołanie rozpłakała się i wtuliła twarz w jego ramię, drżąc od szlochu. Przytrzymując ją mocno jedną ręką, drugą zaczął gładzić jej rudą grzywę z nadzieję, że w jakiś sposób jej to pomoże. Nigdy jeszcze nie widział, żeby coś tak bardzo nią wstrząsnęło, więcej, nie spodziewał się, że cokolwiek może tak ją poruszyć. Zawsze sprawiała wrażenie twardej jak przysłowiowa skała i zachowywała się, jakby nic nie było w stanie przebić się przez mur, który wzniosła wokół siebie, by zło świata nie przesiąkło do jej duszy. Teraz zaś, gdy trzymał w ramionach jej drżące ciało, zdawała się być całkowicie bezsilna i doszczętnie zniszczona aurą śmierci, którą przyniósł w progi jej domu. Niespodziewanie przypomniały mu się słowa Gerarda, gdy ten uprzedzał go, by był ostrożny z Kathariną. Nigdy mu o tym nie powiedziała, ale ich wspólny mentor twierdził, że jej młodszy brat zmarł właściwie na jej rękach, gdy była jeszcze nastolatką. Gerard nie wiedział, co takiego stało się z jej bratem, że spotkała go śmierć, ale Severus nawet nie chciał wiedzieć. Istotne było to, że takie wydarzenie musiało wywrócić jej życie do góry nogami. - Już mi lepiej, dzięki – szepnęła wreszcie łamliwym głosem. Pogładził ją jeszcze raz po głowie, nim się odsunął, by spojrzeć na nią uważnie. Nie zdążył dostrzec jej twarzy, gdyż błyskawicznie obróciła głowę, dyskretnie ocierając oczy. - Przepraszam, że się tak… rozkleiłam. Nerwy mi chyba puściły – powiedziała cicho mocniejszym już głosem. Kiwnął głową bez słowa, a ona znów zerknęła na Tonks. Nieznacznie odgarnęła włosy, dzięki czemu dostrzegł delikatny uśmiech na jej twarzy. – Ty ją kochasz, prawda? – Zacisnął mocniej zęby, ale nie przejęła się, że nie odpowiedział. – To widać. Nawet na mnie nigdy nie patrzyłeś tak, jak na nią. Mam nadzieję, że wam się poszczęści – dodała, obracając się, by spojrzeć na niego. W jej opuchniętych od łez oczach lśniła czysta szczerość, a na ustach widniał uśmiech. Przytuliła go przyjacielsko i pocałowała delikatnie w policzek, po czym wstała i popchnęła go, by się położył. Wywrócił oczami, ale nie podniósł się, gdy dodatkowo pogroziła mu palcem. Odsunęła się i ku jego zdumieniu wyciągnęła różdżkę. Jednym machnięciem przestawiła stolik pod okno, a kolejnym przysunęła jego łóżko do tego zajmowanego przez Tonks i prostym zaklęciem połączyła je, tworząc z dwóch małych jedno większe i wygodniejsze. - Dobrej nocy – rzuciła z uśmiechem i wyszła, zamykając za sobą cicho drzwi. Severus jeszcze przez chwilę wpatrywał się zszokowany w miejsce, gdzie dopiero co stała, ale nieznaczny ruch tuż obok, zwrócił jego uwagę na Nimfadorę. Uśmiechnął się lekko i objął ją ramieniem, by przyciągnąć ją do siebie. Zaśmiał się cicho, gdy mrucząc coś niezrozumiałego przez sen, wtuliła się w niego, układając głowę na jego ramieniu. Musnął palcami jej policzek i pocałował ją w czoło, nim zamknął oczy, próbując znów zasnąć. czwartek, 16 lutego 2012, ines_mp
Komentarze
Gość: TigramIngrow, netpanel-87-246-193-110.umcs.akademiki.lublin.pl
2012/02/17 12:42:46
To było obłędne! Rewelacyjne dialogi, świetnie opisane myśli Severusa, dobra akcja, przyjemna, ciepła scena łóżkowa... Super! Genialne i cudowne. Ale się zastanawiam, to czy teraz po tej transfuzji Tonks nie będzie już metomorfomagiem?
2012/02/17 15:31:37
zastój wcale nie dużo czasu czekaliśmy i dlatego dziękujemy:* Co do notki, podobały mi się odczucia Seva tutaj. Tak inaczej. Weny Ines!!! :D
Gość: sunny_flower, host18811713360.waldex.3s.pl
2012/02/17 15:42:25
wow. jedna z lepszych części. zakochałam się w Severusie po raz kolejny.... :) :)
nie wiem co mogę napisać - piszesz obłędnie i czekam na więcej....
Gość: cheroine, 178-36-62-208.adsl.inetia.pl
2012/02/17 15:51:50
Jane, Tobie zaś, wybacz, przydałoby się więcej opanowania. W zasadzie, to nie mogę zrozumieć, czemu aż tak emocjonalnie do tego podeszłaś, komentarz nie był do Ciebie, ale do Ines. Jesteś jej adwokatem? I czemu reagujesz na moją życzliwość złośliwością? Poza tym, nie trafiłaś. Nie uważam też wcale, żeby drobiazgowość była "paskudną cechą charakteru", jak to ujęłaś. Ja jestem zdania, że człowiek uczy się przez całe życie. Jeśli ktoś nie może znieść krytyki czy zwracania uwagi na błędy, to cóż... Swoją drogą, to nie mnie powinnaś krytykować i odsyłać na Mirriel (to jakaś internetowo-pisarska Syberia? xD), ale poradzić Ines, żeby znalazła betę. I doprawdy nie wiem, dlaczego nakłaniasz mnie do porównywania naprawdę dobrego bloga z jakimiś eee fajnymi-inaczej-blogaskami, których autorzy, kimkolwiek są, zapewne nie mają pojęcia o słownikach. Nie wiem, być może się mylę, ale ludzie zazwyczaj chcą podwyższać swój poziom, a nie go obniżać, więc chyba lepiej porównywać się do lepszych. Ale, jak już zaznaczyłam, to tylko moje zdanie. Aż trochę mi przykro, że jestem w nim odosobniona.
Ines, wybacz, nie jestem w stanie zostawić komentarza w stylu "niezastąpionej Jane", który to komentarz da się streścić w słowach: "OOO! OMG! WOW! Cud, miód i orzeszki!" i w ten deseń przez czas jakiś. Nie jestem też w stanie poczuć się winna czy zawstydzona. To Twój wybór. Możesz woleć komentarze szanownej Jane. W takim zaś razie, ja życzę weny i żegnam. cheroine 2012/02/17 23:12:29
Cheroine, jeśli możesz, napisz do mnie na gg 37654018. Pozdrawiam. Bellana
2012/02/18 00:01:08
Rozdział absolutnie słodki! Zastanawia mnie jednak, czy zamierzasz powrócić do reszty blogów? Miniaturek, Cave i All secrets... ? Brakuje mi ich! Czekam na odpowiedź i nowy rozdział! ;)
2012/02/18 17:13:29
Rozdział jakoś tak napakowany słodkością, że chyba jej było za wiele. Ale ogólnie czytało się fajnie.
2012/02/20 14:57:51
świetne. Tyle jestem w stanie teraz powiedzieć. Czekam na nast rozdzialik bardzo zaciekawiona ;) pozdrawiam
2012/02/20 18:58:06
Muszę się przyznać, że przez chwilę, kiedy Severus pocieszał Kathrinę miałam wrażenie, że wpadniemy w sztampowy klimat i Kathrina pocałuje Sevea i Tonks to wszystko zobaczy i będzie po zaochanych gołąbeczkach. Na całe szczęście, nie zrobiłaś tego, za co jestem szalenie wdzięczna. Czasem aż mnie skręca, kiedy czytam po raz setny utarte schematy żywcem wyjęte z komedii romantycznych. Ale wracając do treście rozdziału. Jednym słowem był: smaczny. :)
Weny! Pozdrawiam charlotte
Gość: Daga, user-188-33-136-108.play-internet.pl
2012/02/22 18:53:19
Wiedziałam, że kolor fioletowy będzie jego kolejnym ulubionym xD. Już sobie wyobrażam minę Tonks ;D.
Uwielbiam TAKIEGO Sev'a. Niech sobie różni ludzie piszą, co chcą, mnie się o TU zjabiście podoba, bo jest niekanoniczny i po prostu cudowny. Przy obcych twardy i niedostępny, przy ukochanej kobiecie, czuły i delikatny... Rozpłynęłam się, gdy powiedział Tonks, z czym kojarzy mu się jej imię, to było cudowne. Aż się ciepło robi na sercu achhhhh ;*. I kto by pomyślał, że Katharina zrobi mu taki prezent ;D Weeeny ;D ;* |
- miona-sev.blog.onet.pl
- hgsekretmilosci.blox.pl
- harrypotteriwladcaras.blog.onet.pl
Przeczytaj chociaż po jednym rozdziale z każdego z nich. Przyda się Tobie pewne porównanie. A komentarz pod rozdziałem służy przede wszystkim wyrażeniu zdania o treści, jaką tekst zawiera, a nie betowaniu rozdziału.
~~~~~~
Dziękuję za dedykację :* Co do niezastąpionej, to trochę za mocno powiedziane :P
Sev jest jednak strasznie miękki w środku, a ten mur, jaki wokół siebie wybudował ma coraz więcej dziur. Taki szorstki romantyk z nutką złośliwości.
Dora ma świetne pomysły, ale Snape coś chyba nie lubi pytań. Chociaż może to uraz po Granger. I znów próbuje się we wszystkim doszukiwać sensu. Sev, pora nauczyć się nie asertywności, lecz radości z drobnych rzeczy, które sensu wcale mieć nie muszą.
Ouu, ale Tonks zaniemówiła, gdy przyznał się do miłości do fioletowego. Próbuję sobie wyobrazić szok na twarzy Dory, ale to chyba jednak niemożliwe. Za późno Sevie, za późno. Przełknij dumę i odpowiadaj.
Andromeda byłaby chyba gorsza od dementorów
Nic dziwnego, że się jej boi. Chciałby potem opuścić dom państwa Tonks żywy i w jednym kawałku xD
Zdębiały Snape? O Merlinie! Dostałam napadu śmiechu przy tym kawałku z łaskotkami. Niby tak niewiele słów, a obraz jest niezwykle wyraźny. Niech oni nakręcą film z Sevem [w młodszej i przystojniejszej wersji] i z Tonks [oczywiście z Natalią!] na podstawie Sennych :)
Gdybym wiedziała, że tak niewiele trzeba do rozbawienia Snape'a i zmuszenia go do głośnego śmiechu już dawno bym to zrobiła x
Ośmielę się zaprzeczyć
I wydał na siebie 'wyrok' xD Tonks ma poduszkofilię, kompletnie się uzależniła od miłych podusi. Z okładania go nagle przeskakuje do "Posuń się" i robi z Seva misia-przytulasia. Słodka scena.
Jak Ty to robisz, że Sev jest taki romantyczny i to do niego idealnie pasuje? I mnie też Nimfadora kojarzy się tylko i wyłącznie z nimfami.
Protestuję! To było za krótkie. Ta scena pocałunku powinna być dłuższa. Dobra, niecierpliwość się we mnie odezwała, bo już tyle rozdziałów tego napięcia i zaledwie kilka krótkich momentów jego lekkiego uwolnienia.
Dora mnie totalnie rozwala z tymi poduszkami. Naprawdę jest od nich uzależniona. Aż dziw, że nigdy jej żadna nie pękła, by laniu Seva.
- Czuję się w obowiązku spytać, czy gustujesz w facetach, ale wydaje mi się, że wtedy byś się ze mną nie całował - odparła spokojnie, spoglądając na niego wyzywająco.
- Skoro tak stawiasz sprawę, to wolę nie wiedzieć, w czym sama gustujesz - mruknął zniesmaczony Severus.
- Boisz się o swoją niewinność?
- Raczej nie chciałbym zwątpić w twoją - odparł ze stoickim spokojem, przyglądając jej się z lekkim uśmiechem.
Chyba najbardziej zabawna część dialogowa tego rozdziału. I nie wiem czemu mnie bawi do łez. Po prostu tak jest.
O! Czyli pogłoski o Nietoperzowym wampiryzmie wcale nie były przesadzone xD
Auć. Niezły kubeł zimnej wody mu się na głowę wylał, czy też raczej zabandażowało go. No dobra, wiem, że ona musi się wyleczyć do końca, ale to jednak frustrujące jest. Ja chyba urwę ten wentyl bezpieczeństwa i niech idą na całość, a jak!
W mordę Voldzia! Nie wierzę! Nie wierzę! I jeszcze raz nie wierzę! Sev to powiedział! Mamusiu! Gwiazdka jest dziś, a pod choinką góra prezentów? Jestem w absolutnym szoku!
Po tym ostatnim fragmencie moje zdanie na temat Kathariny się całkowicie zmieniło. I zaczynam ją naprawdę lubić. Ines, Ty chyba potrafiłabyś sprawić, że najczarniejszy charakter zostanie polubiony przeze mnie. A co do końcówki, to będziesz mi musiała wyjaśnić co nieco :P
Weny!
Jane