|
Blog > Komentarze do wpisu
Part twenty six
Ach, nie ma to jak dobra muzyka, dużo czasu i umysł pełen wizji... Ten rozdział mi wyszedł chyba jako rekompensata za poprzedni, który był nieco krótszy ;) Jestem bardzo ciekawa, jak Wam się spodoba to, co jest tutaj ;) Niedowiarków uświadamiam, że walc angielski faktycznie jest tańcem bardzo kontaktowym - czyli partnerzy muszą być blisko siebie ;) Nie przedłużając, zapraszam do czytania i koniecznie zostawcie pod rozdziałem opinię ;)
Korzystając jeszcze z okazji, chciałam zadedykować ten rozdział dwóm osobom: > niezastąpionej Jane! oraz > bystrej cheroine!
Let the show begin ;)
Minerwa po raz kolejny zerknęła nerwowo na drzwi. Obiad zaczął się już dobre pięć minut temu, a Severusa z Tonks wciąż nie było widać. Do tej pory mroczny Mistrz Eliksirów nie zwykł się spóźniać na posiłki, a odkąd zawitała u niego Nimfadora, zdarzyło mu się już to drugi raz. Zaczynało się to robić niepokojące. - Nie przywołasz ich spojrzeniem – szepnął jej do ucha ze śmiechem Gerard. Spojrzała na niego zmrużonymi oczami, a w odpowiedzi otrzymała jedynie szerszy uśmiech. – Jak przyjdą, to będą, nie musisz co chwilę patrzeć na te drzwi – dodał spokojnie, sięgając po półmisek z pstrągiem. - Wy to macie dobrze – wtrącił się Filius, wzdychając cicho. – Bycie duchem jest całkiem zabawne, ale brakuje mi trochę jedzenia. - Chciałeś chyba powiedzieć obżerania się – mruknął Teodor, popijając sok dyniowy. Filius, ku rozbawieniu ogółu, spojrzał na niego potępiająco, na co oczywiście były auror w ogóle nie zwrócił uwagi. - Nie obżerałem się! - Owszem. - Wcale nie! Po prostu mój organizm potrzebował dużo pożywienia! - Śmiem zaprzeczyć – rzucił Albus, spoglądając niewinnie w sufit. Flitwickowi prawie para poszła z uszu z oburzenia, potęgując wesołość nauczycieli zgromadzonych przy stole. Nagły wybuch wesołości zwrócił nawet uwagę Gellerta, który do tej pory zajęty był flirtowaniem z młodą nauczycielką Astronomii, która zastąpiła tragicznie zmarłą profesor Sinistrę. Spojrzał ze zdziwieniem na zeźlonego Filiusa, chichoczącą Minerwę, pogwizdującego niewinnie Albusa, uśmiechającego się szeroko Teodora i śmiejącego się głośno Hagrida, po czym wzruszył ramionami i odwrócił się z powrotem do młodej profesor Randall, ale zanim zdążył się do niej odezwać, jego uwagę przykuła czyjaś obecność przy drzwiach. Zerknął w tamtą stronę i uśmiechnął się zawadiacko na widok Tonks wspierającej się na ramieniu Severusa. - Tonks! – zawołał wesoło Albus, który równie szybko zdał sobie sprawę z ich obecności. Zerwał się z krzesła i okrążył stół, by przywitać aurorkę. – Już się obawialiśmy, że Severus cię zamknął w tych ponurych lochach. - Nie zamknął, groził mi tylko, że mnie przywiąże – odparła równie wesoło Dora, uśmiechając się szeroko. - Jak się nie przymkniesz, to w końcu faktycznie to zrobię – mruknął Severus beznamiętnym tonem. - Sev, z takimi fantazjami już naprawdę byś mógł poczekać, aż wyzdrowieję – westchnęła teatralnie Tonks. Jej słowa okazały się tragiczne dla obrusa, który momentalnie ucierpiał, gdy połowa grona pedagogicznego zadławiła się i opluła obiadem. Większość błyskawicznie usilnie starała się przybrać poważny wyraz twarzy, próbując jednocześnie stłumić potężny wybuch śmiechu. Jedynie kilka osób odważyło się otwarcie roześmiać głośno, a w tym zaszczytnym gronie znajdowała się Minerwa z Gerardem oraz Albus, a także Filius, który to już był martwy i nie obawiał się, co Severus mógłby mu za to zrobić. Snape natomiast jedynie zmrużył oczy i nachylił się do Tonks. - Masz świadomość, że cię za to zamorduję? – warknął jej do ucha na tyle cicho, by nikt go nie słyszał. - Pamiętasz, co ci mówiłam o warczeniu? – odpowiedziała mu pytaniem z szerokim uśmiechem na twarzy. – Nie chmurz się już tak, śmiech to zdrowie. Poza tym, jak mnie zamordujesz, to kto cię będzie rozweselał? - Jakbym tego potrzebował. - Owszem, potrzebujesz i z tego, co zdążyłam zauważyć, bardzo tego potrzebujesz – powiedziała jeszcze ciszej, spoglądając na niego poważniej. Severus nachmurzył się, słysząc twardą nutę w jej głosie, ale nie odpowiedział. Zamiast tego westchnął ciężko i bez słowa pomógł jej dość do stołu. Zatrzymał się gwałtownie, gdy Grindelwald wstał i wskazał puste miejsce obok siebie. - Nie zechciałabyś usiąść przy mnie? Właśnie dzisiaj myślałem o tym, by cię odwiedzić i upewnić się, jak się czujesz – rzekł Gellert gładko, odsuwając dla niej krzesło. - Pewnie, z chęcią – odparła krótko i już chciała zrobić krok w jego stronę, gdy Severus ją przytrzymał. – Sev? Wiesz, chciałabym usiąść, nie uśmiecha mi się jedzenie obiadu na stojąco. - Możesz zająć inne miejsce – powiedział cicho Snape, spoglądając na czarnoksiężnika podejrzliwie. Tonks wywróciła oczami. - No nie przesadzaj, przecież mnie nie zje ani nie zgwałci. - Tego drugiego nie byłbym taki pewien – mruknął, spoglądając na nią z uniesioną lekko brwią. - Nie wiedziałem, że zdążyłaś się dorobić opiekunki – wtrącił się Gellert, przyglądając się Severusowi z jawną kpiną w oczach. Uniósł ręce, nie przestając się uśmiechać pogardliwie. – Obiecuję trzymać rączki przy sobie, nianiu. - Sev, spokojnie – rzuciła cicho Tonks, ściskając lekko jego ramię, gdy mięsień jego twarzy drgnął niebezpiecznie. – Nic mi nie będzie, a jak nie pozwolisz mi usiąść obok niego, będzie tylko gorzej dla ciebie. Severus zmarszczył z niezadowoleniem brwi, ale ustąpił. Pomógł jej podejść do krzesła i usiąść, po czym błyskawicznie zajął miejsce obok niej, obserwując uważnie Grindelwalda, który tymczasem uśmiechnął się do niej pocieszająco i nachylił się, by powiedzieć jej coś na ucho, na co roześmiała się głośno. Zmrużył niebezpiecznie oczy, nie zdając sobie sprawy, że jest właśnie dokładnie obserwowany przez swojego mentora. Gerard był bardzo zaintrygowany jego zachowaniem. Na tyle, że w ogóle się nie zorientował, kiedy Minerwa podsunęła mu na talerz papryczkę chilli, którą nabił na widelec, nawet na nią nie patrząc. Zorientował się, co się stało dopiero, gdy poczuł istne piekło w ustach po przegryzieniu tego diabelskiego wynalazku. Praktycznie rzucił się po dzbanek z wodą i prawie całkowicie go opróżnił, jednocześnie zwracając na siebie pełną uwagę wszystkich zgromadzonych. - A niech cię, kobieto! – mruknął z niezadowoleniem, gdy już w końcu był w stanie się odezwać, nie ziejąc przy tym ogniem. - Trzeba było patrzeć, co robisz – odparła spokojnie Minerwa, wzruszając lekko ramionami. Nieznaczny psotny uśmieszek na jej ustach dostrzegł dopiero, gdy zgromił ją spojrzeniem. - Jakoś nie sądziłem, że będziesz w stanie zastosować wobec mnie taki paskudny atak. Wyobrażasz sobie, co by było, jakby to paskudztwo spaliło mi język? – zapytał cicho, przysuwając się do niej, by musnąć ustami jej szyję. – Bardzo szybko zaczęłabyś tego żałować – szepnął jej do ucha niskim głosem, na co zadrżała lekko. Z triumfalnym uśmieszkiem odsunął się nieznacznie, by zerknąć znów na Severusa. – Zauważyłaś, że nie jest zły? - Severus? – upewniła się, a gdy kiwnął głową, spojrzała na młodszego czarodzieja. – Właśnie widać, jak przejawia brak złości chęcią mordu. - Nie zrozumiałaś, wobec Gellerta jest podejrzliwy i nie ma się co dziwić, każdy przy nim taki jest. Chodziło mi raczej o to, że nie jest zły po tym, co powiedziała ta cała Tonks. Na ile go znam, gdyby coś takiego ośmielił się powiedzieć ktokolwiek inny, trzeba by było zacząć przygotowania do pogrzebu. Coś się między nimi stało i jestem bardzo ciekaw, co z tego wyniknie – dodał w zamyśleniu. Minerwa zastanowiła się głęboko nad jego słowami, a tymczasem Severus został wciągnięty do rozmowy przez równie spóźnioną Pomonę, która to przyszła jeszcze chwilę po nich i zajęła wolne miejsce koło Mistrza Eliksirów. McGonagall zmrużyła oczy, gdy w pewnej chwili zauważyła intrygującą sytuację. Tonks próbowała sięgnąć po półmisek stojący niedaleko pogrążonego w dyskusji Severusa, ale wyraźnie nie chciała obciążać zranionej nogi, przez co nie mogła zwyczajnie wstać. Gellert, zauważywszy jej wysiłki, z uśmiechem zaoferował pomoc. Podniósł się z krzesła, podszedł kawałek i wyciągnął rękę w stronę półmiska. Niespodziewanie Severus błyskawicznym ruchem obrócił w palcach widelec i nie przerywając rozmowy, ani nawet się nie oglądając, wbił go w dłoń Gellerta, który krzyknął z bólu. Snape zupełnie się tym nie przejął i najzwyczajniej w świecie chwycił półmisek i podał go Tonks, wciąż nie odrywając wzroku od Sprout. Minerwa stwierdziła, że to było naprawdę dziwne… Reszta obiadu zleciała w stosunkowo spokojnej atmosferze. Severus uparcie nie zwracał uwagi na Gellerta, który tymczasem nie przestawał flirtować z Tonks, wywołując tym samym coraz większy rumieniec na jej twarzy. Kiedy wreszcie roześmiała się, a Grindelwald niby przypadkiem położył rękę na jej udzie, Severus spokojnie wstał i oznajmił, że na nich już pora. Nie zważając na głośny protest Nimfadory pomógł jej wstać, jednocześnie grożąc, że jeśli się nie uspokoi, siłą ją zaciągnie do lochów. Efekt był taki, że Tonks zaprotestowała jeszcze głośniej, Gellert momentalnie zaoferował się, że on ją później odstawi do lochów, na co Severus się wściekł i nie zważając na publiczność, złapał ją w pasie i przerzucił sobie przez ramię jak wcześniej Andromedę, po czym najspokojniej w świecie wyszedł z Wielkiej Sali, zupełnie nie reagując, gdy zaczęła go okładać pięściami z okrzykami w rodzaju „Postaw mnie!”. Gdy znaleźli się wreszcie w jego kwaterach, bez słowa rzucił ją na fotel i błyskawicznie pochylił się nad nią, opierając dłonie na podłokietnikach. Zmrużył niebezpiecznie oczy, gdy spojrzała na niego wyzywająco. - Czy ty jesteś głupia, czy tylko taką udajesz? – syknął, a jej włosy momentalnie przybrały czerwony odcień. - Nie jestem głupia! – warknęła w odpowiedzi. – Za to ty się zachowujesz, jakbyś był o mnie zazdrosny! - Jeszcze czego! Grindelwald jest niebezpiecznym czarnoksiężnikiem, który powinien siedzieć tam, gdzie jego miejsce, czyli w Nurmengardzie, a nie tutaj. Nawet Albus nie wie, jakim cudem się stamtąd wydostał. Ty natomiast aż go zachęcasz, żeby cię wykorzystał i nie mam tutaj na myśli aspektu seksualnego – dodał z przekąsem, odsuwając się od niej. Obrócił się, podszedł do drzwi i z ręką na klamce rzucił: – Wrócę za kilka minut. Po jego wyjściu Tonks wbiła wzrok w drzwi, zastanawiając się nad jego zachowaniem. Na kilometr było widać, że nie chodzi tu o żadne niebezpieczeństwa, ale najzwyczajniej w świecie zżerała go zazdrość. Jak inaczej wyjaśnić to, co zrobił? Jeśli jednak miałby rację co do Gellerta, znaczyłoby to, że się o nią martwi. Ergo, nie miała pojęcia, jak to zrobiła, ale Severus wyraźnie zaczął pękać. Biorąc pod uwagę, jak bardzo była ciekawa, jaki naprawdę jest, brakowało jej tylko młota pneumatycznego, żeby owo pęknięcie szybko powiększyć. Jako że jednak go nie miała, pozostało jej powoli robić to, co robiła do tej pory i obserwować, co z tego wyniknie. Aż zatarła ręce z uciechy, szykując się na dobrą zabawę. Gdy po kilku minutach wrócił z gramofonem, był już o wiele spokojniejszy. Obserwowała go wyjątkowo uważnie, uśmiechając się przy tym tajemniczo, gdy postawił ostrożnie urządzenie na stoliku i zaczął przy nim majstrować. W pewnym momencie drgnął i spojrzał na nią, marszcząc brwi. - Coś nie tak? – zapytał beznamiętnym tonem. Pokręciła przecząco głową. – To znajdź sobie inny obiekt kontemplacji. - Kiedy ja chcę pogapić się na twój seksowny tyłek – odpowiedziała błyskawicznie, uśmiechając się tak rozbrajająco, jak tylko była w stanie. Severus momentalnie znieruchomiał. W jego oczach pojawiło się wyraźne niedowierzanie. Roześmiała się w myślach, gdy gwałtownie otrząsnął się z szoku i szybko obrócił głowę, by skupić się na gramofonie. - Może ci pomóc? – spytała z szerokim uśmiechem. - Nie! – warknął błyskawicznie w odpowiedzi. Zacmokała z dezaprobatą. - Sev, ostatni raz ci przypominam, że masz na mnie nie warczeć. - A ja ci ostatni raz przypominam Nimfadoro, że masz nie zdrabniać mojego imienia – warknął znów, nawet na nią nie spoglądając. Tonks zmrużyła niebezpiecznie oczy, spojrzeniem wypalając mu dziurę w plecach. Były takie chwile, gdy miała ochotę rozerwać go na strzępy, a do takich chwil w głównej mierze zaliczały się momenty, gdy kładł silny nacisk na jej imię, jak zrobił to przed chwilą. Zanim jednak zdążyła zacisnąć dłonie na jego gardle, celem zablokowania dopływu tlenu do jego płuc, wyprostował się i powoli obrócił do niej, biorąc jednocześnie głębszy oddech. Podszedł do niej niespiesznie, by wyciągnąć rękę w jej stronę. - Zechce pani zatańczyć? – zapytał cicho z nieznacznym uśmieszkiem. Przez chwilę wpatrywała się w niego, walcząc z kuszącą opcją odmowy, ale w końcu potrząsnęła głową, odpychając na bok irytację. Uśmiechnęła się do niego lekko i przyjęła jego dłoń. Ostrożnie pomógł jej wstać, po czym przyciągnął ją do siebie gwałtownym ruchem i objął ją mocno w talii z pełnym wyższości uśmieszkiem. Wywróciła oczami, wzdychając lekko. - Ręka na… - Wiem – przerwała mu, kładąc dłoń na jego ramieniu. - Stań stabilnie – polecił, gdy prawie niezauważalnie przeniosła ciężar ciała na lewą nogę. - Ale… - Ufasz mi? – Bez namysłu kiwnęła głową. – Więc zrób, co powiedziałem. Z pewnym wahaniem wyrównała ciężar, trzymając się go przy tym kurczowo. Dopiero gdy Severus westchnął ze zniecierpliwieniem, spojrzała na niego morderczo i nieznacznie rozluźniła uścisk na jego ramieniu. Nie więcej niż sekundę później meble wokół nich rozsunęły się, a z gramofonu popłynęła spokojna melodia. - Umiesz tańczyć walca? – zapytał spokojnie i wyraźnie się zmieszał, gdy Tonks uśmiechnęła się tajemniczo. - Zależy o którego pytasz – odparła, spoglądając na niego z lekkim wyzwaniem w oczach. - Czyli umiesz. Wyjątkowo pozwolę ci wybrać. - W takim razie niech będzie walc angielski. Severus zamilkł i odwrócił na moment wzrok. Tonks była więcej niż pewna, że właśnie pluł sobie w brodę, że pozwolił jej wybierać. Odmiana angielska charakteryzowała się nastrojową, romantyczną melodią, a Snape najwyraźniej był tego świadom. Kiwnął jednak głową i przyciągnął ją bliżej tak, by ich ciała stykały się od bioder aż do jej mostka. Czuła, że się spiął, więc zacisnęła lekko dłoń na jego ramieniu, masując delikatnie mięśnie. Severus na moment przymknął oczy, a gdy znów na nią spojrzał, wszystkie jego emocje kryły się za maską obojętności. Prawie niezauważalnie się skrzywił, gdy gramofon zaczął wygrywać inną melodię, odpowiednią do walca. Przesunął prawą dłoń na wysokość jej lewej łopatki, palce lewej dłoni splótł z jej palcami. - Zabiję cię kiedyś – mruknął cicho. - Nie gadaj, tylko tańcz – skarciła go, na co zerknął na nią z uniesioną brwią. Uśmiechnął się nieznacznie i pokręcił z niedowierzaniem głową, gdy spojrzała na niego rozbrajająco. Przymknęła oczy, gdy Severus zrobił pierwszy ruch. Była pełna podziwu dla jego płynności ruchów. Trzymał ją mocno i stanowczo, a za każdym razem, gdy się zachwiała, pomagał jej na nowo złapać równowagę, jednocześnie tak zmieniając ruch, by nie wypadli z rytmu. Czuła się przy nim wyjątkowo bezpiecznie i ufała mu na tyle, by dać się prowadzić z zamkniętymi oczami. Wiedziała, o czym świadczą podobne objawy i nie bała się tego. Martwiła się jedynie, że Severus mógłby nie odwzajemnić jej uczuć…
Późnym wieczorem leżała na sofie w salonie, odpoczywając jeszcze po piruetach, które Severus zafundował jej na koniec. Przewracała właśnie stronę w książce, gdy wyszedł z sypialni. Wystarczył jeden rzut oka, by w jej głowie podniósł się alarm. Severus miał na sobie ciemne dżinsy, czarną koszulkę i tej samej barwy skórzaną kurtkę, a na ramieniu miał zawieszony plecak. - Gdzie idziesz? – zapytała ostrożnie, nim zdążył się odezwać. - Mam coś do załatwienia – mruknął wymijająco. – Wrócę późno, nie czekaj na mnie. - Znowu będziesz poobijany? Odpowiedz – zażądała, gdy uparcie milczał. - Postaram się nie być – rzucił cicho, krzywiąc się przy tym lekko. – I zanim spróbujesz mnie przekonać, tak, muszę tam iść i nie, żadne argumenty do mnie nie trafią. - Severusie – zawołała cicho, gdy położył dłoń na klamce. Obrócił głowę, by spojrzeć na nią pytająco. – Uważaj na siebie. Przez moment milczał, jakby nie wiedział, co ma powiedzieć. Odezwał się dopiero, gdy spojrzał z powrotem na drzwi. - Zawsze uważam. Gdy zniknął za drzwiami, odłożyła książkę na stolik. Przyciągnęła kolana do piersi i objęła je ramionami. Była więcej niż pewna, że nie będzie w stanie zasnąć, dopóki nie zobaczy go z powrotem w jednym kawałku…
Po ponad trzech godzinach, które wlokły się w nieskończoność, głowa opadła jej na ramię, a oczy same się zamknęły. Umysł spowolnił, powoli przechodząc w stan spoczynku, a oddech zaczął się wyrównywać. W tym właśnie momencie drzwi skrzypnęły. Momentalnie była całkowicie rozbudzona i zerwała się z sofy jak oparzona, prawie wpadając na stojący tuż obok stolik. Spojrzała w stronę drzwi i zamarła, gdy w słabym świetle płomienia z kominka, dostrzegła Severusa. Powoli podszedł, by oprzeć się o sofę. Lewą dłoń zaciskał na prawym ramieniu, po którym obficie płynęła krew, a jego lewy łuk brwiowy przypominał miazgę. - Ty durniu! Miałeś uważać – zawołała ze złością, w jednej chwili do niego doskakując. - Uważałem – syknął, krzywiąc się z bólu. – Nie moja wina, że sukinsyn wyciągnął nóż. Błyskawicznie zaciągnęła go bliżej kominka i popchnęła na fotel, każąc mu siedzieć na tyłku i się nie ruszać, a sama pomknęła do łazienki, gdzie Severus trzymał opatrunki. Momentalnie była z powrotem z całym naręczem bandaży, różdżką i miską, którą napełniła czystą wodą szybkim zaklęciem. Pomogła mu ściągnąć kurtkę, którą jedynie zarzucił na ramiona i usiadła na podłokietniku, zanurzając gąbkę w wodzie. - Następnym razem cię przywiążę i nigdzie nie pójdziesz – mruknęła, obmywając szybko głębokie rozcięcie na jego ręce. - Myślisz, że bym ci na to pozwolił? - Nie miałbyś nic do gadania. Zaśmiał się, słysząc jej apodyktyczny ton. - A podobno to ja mam fantazje – rzucił kpiąco, czym zarobił po głowie. - Ty sobie nie pozwalaj – ostrzegła, grożąc mu palcem. - Bo co mi zrobisz? Sięgnęła po opatrunek i bandaż i dopiero wtedy zerknęła podejrzliwie na jego wyzywający uśmieszek. - Piłeś coś – stwierdziła krótko. - Wiesz, bolała mnie ręka, musiałem to jakoś zneutralizować – odparł spokojnie, wzruszając ramionami. - Równie dobrze mogłeś przyjść tutaj wcześniej bez obawy, że się wykrwawisz po drodze – warknęła, przyciskając opatrunek do rany mocniej, niż było trzeba. Skrzywił się lekko z bólu, ale nic nie powiedział, gdy zaczęła starannie owijać bandaż wokół jego ramienia. Była na niego naprawdę wściekła. Martwiła się o niego, obawiała się o stan, w jakim może wrócić, a on sobie najspokojniej w świecie chlał! - Możesz przestać? – syknął, łapiąc ją za rękę, którą przytrzymywała jego ramię. Gwałtownie go puściła, gdy uświadomiła sobie, że od dłuższej chwili wbijała paznokcie w jego rękę. Severus westchnął cicho. – Wybacz, nie sądziłem, że aż tak cię to wkurzy – powiedział z niezadowoleniem. - Wkurzy? To niedomówienie – mruknęła, zawiązując starannie bandaż. Kiedy skończyła z jego ręką, bez słowa złapała go za podbródek i obróciła mu głowę, by przyjrzeć się uważnie jego brwi. Krew zdążyła już trochę zaschnąć i co najważniejsze, przestała płynąć. Bardzo delikatnie zaczęła obmywać mu twarz, a jego ciemne oczy śledziły każdy ruch jej dłoni. - Wiesz, że nie musisz tego robić? – odezwał się cicho po dłuższej chwili. - Robię to, bo chcę. - Ale ni… - Och, zamknij się! Jak nie potrafisz o siebie zadbać, to chociaż teraz siedź cicho! Zamilkł, wzdychając ciężko, czym znów zarobił po głowie. Miała wrażenie, że ma do czynienia z dziesięcioletnim dzieckiem, a nie z dojrzałym dorosłym, za jakiego zawsze się miał. W końcu kto normalny pozwala się tak poobijać, a później zachowuje się w taki sposób? Gdy skończyła zmywać krew, przyłożyła różdżkę do jego brwi. Bez wahania mruknęła pod nosem stosowne zaklęcie, a koniec różdżki rozjarzył się, zasklepiając ranę. Spojrzała krytycznie na swoje dzieło, które pozostawiało wiele do życzenia. - To musi na razie wystarczyć, jutro się tym lepiej zajmiemy – mruknęła pod nosem. Severus wciąż posłusznie milczał, więc wstała i spokojnie zaczęła zbierać z powrotem wszystko, co przyniosła. W pewnym momencie źle stanęła i zachwiała się mocno. Snape gwałtowanie poderwał się z fotela, by objąć ją w talii i przytrzymać. - A już myślałem, że się wyleczyłaś z niezdarstwa – zakpił, ostrożnie biorąc ją na ręce. Prychnęła z irytacją, ale pozwoliła mu się zanieść do sypialni, gdzie posadził ją na łóżku i usiadł obok niej. Bez słowa pomogła mu zdjąć pokrwawioną koszulkę, po czym wygoniła go do łazienki, każąc mu zmyć resztę krwi. Bardzo niechętnie podniósł się z łóżka i powlókł w stronę drzwi, ale wystarczył celny rzut poduszką, by przestał się wygłupiać. Westchnęła ciężko, układając się wygodnie. Pierwsza wściekłość już jej minęła, ale wciąż była mocno niezadowolona. Naprawdę nie potrafiła zrozumieć jego postawy. Nie pierwszy raz zdawał się nie przejmować własnym zdrowiem. Zupełnie jakby nie docierało do niego, że w ten sposób tylko sobie szkodzi. Gdy wrócił do sypialni, był już tylko w luźnych spodniach. Demonstracyjnie odwróciła się do niego plecami, kiedy położył się obok. Słyszała, jak westchnął ciężko, ale mało ją to obchodziło. Była na niego zła i koniec kropka. Powtórzyła to sobie dobitniej, gdy objął ją w talii i przyciągnął do siebie. - Długo jeszcze będziesz się zgrywać? – szepnął jej do ucha, jednocześnie odgarniając jej włosy z twarzy. - A musiałeś tam iść? – zapytała z wyrzutem, obracając się, by spojrzeć mu w oczy. Wtuliła głowę w jego ramię, gdy dostrzegła na jego twarzy czyste zaskoczenie. – Martwiłam się o ciebie – wyznała cicho. - Niepotrzebnie – mruknął jakby niepewnie, gładząc delikatnie jej plecy. - Och, zamknij się już!
Obudziło go delikatne muśnięcie na klatce piersiowej. Nie otwierając oczu, przesunął rękę na biodro Nimfadory, nieznacznie przyciągając ją bliżej. Czuł, jak wodziła palcami po jego piersi, delikatnie dotykając niezliczonych blizn na jego torsie. Odetchnął głębiej, gdy zahaczyła kciukiem o jego sutek. - Nie chciałam cię obudzić – szepnęła, nie podnosząc głowy z jego ramienia. Nie odpowiedział, jej delikatny dotyk był tak przyjemny, że nie chciał tego w żaden sposób przerywać. Wolał zamiast tego napawać się jej bliską obecnością i spokojem, jaki przy niej czuł. - Pamiętasz, jak się dorobiłeś każdej z nich? – zapytała cicho, dotykając lekko blizny pod obojczykiem. - Każdą jedną. Ta jest jeszcze z pierwszej wojny – dodał, kiedy przesunęła dłoń na najszerszą szramę na lewym barku. – Minerwa mi ją zafundowała. - Minerwa? – zdziwiła się. – Dlaczego? - Powiedzmy, że się zdenerwowała, jak zobaczyła mnie po niewłaściwej stronie. To było jeszcze zanim przeszedłem do Zakonu. - Nie chciałabym znaleźć się po drugiej stronie jej różdżki. Severus zaśmiał się cicho. - O tak, wierz mi, że byś nie chciała. Minerwa zgrywa niepozorną, ale w walce to prawdziwa lwica. Wyczuł, że się uśmiechnęła. Westchnął cicho, gdy znów przesunęła dłoń po drobniejszych bliznach i zsunąwszy jeszcze odrobinę kołdrę, musnęła palcami paskudny ślad na jego brzuchu. Skrzywił się nieznacznie, widząc znów przed oczami wypalony na skórze symbol, który z premedytacją potraktował nożem, by chociaż zniekształcić to cholerstwo. - Co to jest? – zapytała cicho, obrysowując palcem bliznę. - Sprzed roku – rzucił krótko. Najwyraźniej po tonie jego głosu zrozumiała, że więcej jej nie powie, bo cofnęła rękę bez słowa. Znów zaczęła uspokajająco błądzić palcami po jego torsie. W gruncie rzeczy mógł się do takich poranków przyzwyczaić. Nikt nie wisiał mu jak kat na głową, nikt nie wymagał od niego rzeczy niemożliwych, wystarczyło wziąć głęboki oddech i pozwolić sobie na odrobinę swobody. Ale chyba najbardziej go przekonywała do tego sama Nimfadora. Gdy tak leżała przy jego boku, opierając głowę na jego ramieniu i spoglądając na jego naznaczoną skórę bez odrazy w oczach, całą sobą pokazywała, jak bardzo mu ufa. Czuł się dziwnie z tą świadomością, ale poniekąd było mu lżej z myślą, że jest ktoś, kto naprawdę stoi po jego stronie. I chyba tylko dlatego pozwalał jej na tak dużo. - A ta? – spytała znów, dotykając okazałej szramy na jego żebrach z prawej strony. - Łamacz kości. Żebra przebiły mi skórę. Kiedy jej delikatna dłoń przeniosła się na jego szczękę prawie pod prawym uchem, nie czekał na pytanie. - Skalpel Avery’ego. Miałem z nim raz drobne starcie, po którym nauczyłem się, że nie warto zarzucać mu kłamstwa. Przynajmniej dzięki jego precyzji szybko i dokładnie się zagoiło – dodał z nieznacznym uśmieszkiem, który momentalnie zniknął po kolejnym pytaniu. - A ta wzdłuż kręgosłupa? Zesztywniał, przypominając sobie ten potworny ból, gdy wbijali mu rozpalone ostrza między kręgi. - Też z zeszłego roku – mruknął cicho, odsuwając od siebie wspomnienia daleko, daleko i zamykając je za potężnym murem odgradzającym teraźniejszość od złych wspomnień. Nieoczekiwanie Tonks podniosła głowę, więc zmusił się w końcu do otwarcia oczu, by na nią spojrzeć. Ku jego zdumieniu przysunęła się i oparła na łokciu, by pocałować go delikatnie w policzek. - Przykro mi, że musiałeś przez to przechodzić – powiedziała cicho, patrząc mu w oczy. - To była wojna, niektórych rzeczy nie da się uniknąć – odparł powoli, wpatrując się niepewnie w wyraźny smutek kryjący się w jej oczach. - Nie zasłużyłeś na to. I nie kłóć się ze mną – rozkazała, kładąc mu rękę na usta, gdy już chciał zaprotestować. Raptem uśmiechnęła się lekko, a w jej oczach rozbłysły iskierki rozbawienia. – A tak z innej beczki, przespałeś śniadanie. środa, 18 stycznia 2012, ines_mp
Komentarze
Gość: sunny_flower, host18811713360.waldex.3s.pl
2012/01/18 20:06:57
hahahahahahahahaha :) ` Niespodziewanie Severus błyskawicznym ruchem obrócił w palcach widelec i nie przerywając rozmowy, ani nawet się nie oglądając, wbił go w dłoń Gellerta, który krzyknął z bólu. Snape zupełnie się tym nie przejął i najzwyczajniej w świecie chwycił półmisek i podał go Tonks, wciąż nie odrywając wzroku od Sprout. ` kocham Go! :) notkę zaliczam do jednej z NAJlepszych :) a za końcówkę to na miejscu Severusa zabiłabym Tonks - jak tak można zburzyć taki nastrój?! ale to Tonks :)
Panie Wenie jesteś boski, czekam na więcej ;) 2012/01/18 20:54:03
No, no, zazdrosny Sevuś, kto by pomyślał ;). Ciekawe jak jeszcze Tonks i Gellert zagrają mu na nerwach. Podobało mi sie strasznie jak opisalaś ich poranek.. tak delikatnie i subtelnie. Od razu moja wyobraźnia idzie w ruch i widzę ich dokładnie. Świetnie piszesz, lekko, płynnie. Czekam na kolejny part! I nie moge się doczekać ;p pozdrawiam ciepło
Gość: cheroine, 178-36-62-208.adsl.inetia.pl
2012/01/19 18:25:51
Och, dziękuję, nie trzeba było <kłania się oklaskującemu tłumowi usiłując nie podskakiwać z podekscytowania>.
Najpierw błędy, które udało mi się wyłapać. Znowu ta nieszczęsna konstrukcja w zdaniu: Jej słowa okazały się być tragiczne dla obrusa, który momentalnie ucierpiał, gdy połowa grona pedagogicznego zadławiła się i opluła obiadem. . Bez "być". I bez przecinka w: No nie przesadzaj, przecież mnie nie zje, ani nie zgwałci. . To najbardziej rzuciło mi się w oczy. Ogólne wrażenie: bardzo dobre. Czułam się trochę jak na takiej migawce wspomnień rodzinnych ;D. Scena zazdrości, wspólny taniec, jej złość i opieka nad nim i bardzo, bardzo charakterystyczna dla stałej pary scena: ona leży w łóżku odwrócona plecami, on pochyla się i odgarnia jej włosy, pytając, jak długo będzie się obrażać, a ona niemal natychmiast się w niego wtula - wizja tak ciepła i przyjemna, tak wiele mówiąca o ich relacjach, chyba bardziej niż każda inna, o tej potrzebie bycia razem i wspólnego doświadczania spokoju i poczucia bezpieczeństwa. A potem ranek: ten subtelny sposób, w jaki Sev (nie potrafię już napisać o nim inaczej xD) ulega Tonks, poddając się jej dotykowi. Znowu mi się podobało, choć nie mam pojęcia, o co tak naprawdę chodzi Tonks. I mam nadzieję, że Sev ma podobny mętlik w głowie, bo jeżeli tak, to nie ma szans na nieodwzajemnienie jej uczuć. Co tu dużo mówić, oddanie głosu bohaterom bardzo służy opowiadaniu, wszystko wypada wiarygodnie i naturalnie, przestałam mieć wrażenie, że Sev jakoś zmiękł za bardzo i zbyt szybko: teraz jest OK. Ale muszę wrócić do obiadu. Na początku prześlizgnęłam się po tej scenie szybciutko, chcąc znaleźć się już razem z Sevciem i Tonks w komnatach, ale powiedziałam sobie: wróć, coś jest nie tak. Więc wróciłam, śledzę tekst wzrokiem powoli i uważnie, patrzę i oczom nie wierzę: Sev wbił widelec w dłoń Gellerta nawet na niego nie patrząc (pierwsza myśl: co za precyzja!) i nie przerywając rozmowy ze Sprout (druga myśl: jaka podzielność uwagi!), po czym podał półmisek Tonks (trzecia myśl: CO on zrobił? Wbił widelec w dłoń Grellerta?! TEGO Gellerta? Grindelwalda?!). Naszła mnie więc czwarta myśl, równie błyskotliwa (muszę w końcu zasłużyć na określenie z dedykacji, ne?), mianowicie: Gellercik nie zareagował (poza wrzaskiem z bólu, oczywiście). Nie zareagował? HĘ?! Ergo, jeszcze zareaguje. Sevi musi być czujny, bo teraz ma kwatery w pobliży bomby z opóźnionym zapłonem i tylko czekać aż wybuchnie zemstą straszliwą a skuteczną. Zemsta Grinedlwalda <czuje dreszcz na plecach>. Zemsta Grindelwalda, Zemsta Grindelwalda <trzęsie się z przerażenia/podekscytowania/niecierpliwości*>. Czekam i tradycyjnie życzę Weny (o, mój egoizmie). *niepotrzebne skreślić
Gość: cheroine, 178-36-62-208.adsl.inetia.pl
2012/01/19 18:28:21
Chodziło mi oczywiście o przecinek przed "ani" ;).
Gość: Daga, user-31-174-65-87.play-internet.pl
2012/01/19 21:05:53
Taki obrót sprawy mi się podoba ;D... A Sev i Tonks normalnie do siebie tu pasują jak nikt inny ;DDD. Porażają, rozbrajają, łamią wszelkie konwenanse i jest perfekcyjnie ;P. Weny !!!
2012/01/19 22:01:04
Rozdział bardzo fajny. Severus zazdrośnie broniący swej Przyszłej kobiety widelcem mnei rozśmieszył, jednak poranek w łóżku... mmmrrrrryyy
2012/01/20 21:25:44
Nie zdajesz sobie nawet sprawy jak okrutnie Cię nienawidzę :) cudowny rozdział. Mam nadzieję, że nie każesz nam długo czekać na następny! :)
2012/01/21 11:44:33
Powiem szczerze, że ciężko mi zwracać uwagę na błędy, kiedy czytam coś, co mnie interesuje i niesamowicie wciąga. A tak jest w przypadku tego opowiadania. Nie sądziłam, że Severusa można sparować z Tonks, a Ty udowadniasz, że jest to jak najbardziej możliwe i realne. Nie ma nic na siłę, nic nie jest przerysowane. Tonks jest taka, jaką sobie zawsze wyobrażałam: wesoła, trochę niezdarna, uparta. Jest jak takie małe tornado, które może powodować wielkie zmiany. Mam nadzieję, że takie zmiany spowoduje u Severusa. Chyba nawet już zaczęła coś zmieniać i ten rozdział wspaniale to pokazał. Snape nie jest łatwym człowiekiem, a Tonks zdaje się to nie przeszkadzać. Uparcie robi swoje, co działa i Severus zaczyna się otwierać. Eh, trochę tak filozoficznie z rana napisałam, ale tak to odczuwam. Zobaczymy, co się stanie w następnym rozdziale. :)
Pozdrawiam i Weny Ci życzę, charlotte
Gość: TigramIngrow, netpanel-87-246-193-110.umcs.akademiki.lublin.pl
2012/02/10 15:36:33
robi się coraz goręcej :) Wybacz, że piszę tylko po jednym zdaniu, ale jestem ciekawa co będzie dalej...
|
Mroczny? Hahahaha no chyba przed erą Tonks. Może przesadzam, ale on już wcale nie jest mroczny. No chyba, że mrocznie fioletowy niahahaha!
Innocent my ass! Parafrazując Malkovicha z filmu RED. Drops jest ostatnią osobą, która określiłabym mianem niewinnej. Za to bardzo będzie bym ujrzała 'parującego' Filiusa. Doprawdy to musiał być zaiste epicki widok, gdy on się tak wściekał.
Tonks rozwala, powala, masakruje, zabija, wskrzesza i powtarza proces od nowa! Zresztą Sev dzielnie dotrzymuje jej kroku. Przepiękny dialog i taki prawdziwy. Plujących profesorów też bym chciała zobaczyć. Oni jacyś tacy niedzisiejsi i pruderyjni.
A co ona mówiła o warczeniu? Skleroza mnie znów dopadła. Mam nadzieję, że miała na myśli podrapanie za uszami.
- No nie przesadzaj, przecież mnie nie zje, ani nie zgwałci.
- Tego drugiego nie byłbym taki pewien.
No ja też nie, bo Gellert ma libido tak gigantyczne, że... a pozostawmy tu niedomówienie ;)
Nianiu? OMG! Gellert ma przeeeerąbane. I to na całej linii.
Ja. Pierniczę! Ja Ciebie zamorduję za to. Za tę papryczkę! I za wątpliwą przyjemność próby uduszenia się ze śmiechu. Minerwa jest genialna! Ale Gerard też wredny jest. Tak przy wszystkich o takich sprawach mówić. No no no! Ger, masz brudne myśli xD Ale za to błyskotliwie domyślny.
Severusie Snape, jeśli jeszcze raz powiesz, że nie jesteś mega zazdrosny to Tonks, to tak ci grzmotnę w ten czarny łeb, aż echo pójdzie, a zęby zatańczą kankana. A ponoć jesteś geniuszem. Pffff a ze mnie królik jest.
Widelec, przerzucenie przez ramię i wyniesienie z sali w hałasie Tonksowych okrzyków i walnie po plecach [swoją drogą, czemu go nie macnęła w tyłek przy okazji?] było przecudne. Super napisane, tak lekko, śmiesznie. Mniam!
Ouuu! Ups! Sever się wkurzył. Jak stereotypowy zazdrośnik. Akurat tam o czarnoksiężnika chodzi. On przecież cały czas myśli o Tonksowej bieliźnie. Zbereźnik jeden :P
O Merlinie, zaczęłam czytać dalej i dokładnie widzę to samo, co moment wcześniej napisałam. Jak miło ^^
Tonks, ja mam! Przyślij kilka sów i za parę dni dostaniesz swój młot. Mwahahaha! Ja mocniej zatarłam ręce :P
O w mordę! Ale go załatwiła! Obawiam się, że przy takim czymś macnięcie go po tyłku spowodowałoby trzęsienie ziemi. Albo co najmniej zawał.
Taki stary, a taki głuptas. I oby się NIGDY nie nauczył, że nie należy dawać Dorze wyboru.
A niech tylko spróbuje nie odwzajemnić *mina mordercy i czyszczenie największej maczugi z zestawu*
Cudownie romantyczna scena. Ehh po tym już nigdy nie spojrzę na tę dwójkę tak samo jak kiedyś, co mnie niezmiernie cieszy.
Hmmm to ona już może używać magii?
Łuk brwiowy przypominający miazgę? Aż się wzdrygnęłam i przeszedł mnie lodowaty dreszcz. Brrr!
On naprawdę czasem jest durny jak but. Albo go nikt nie opatrywał. Nie pyskuje się kobiecie, która właśnie ma przykleić opatrunek, bo to pewne jak w Gringocie, ze jak przyciśnie, to 'ofiara' poryczy się z bólu.
- Wkurzy? To niedomówienie Andromedowy charakterek wyszedł na wierzch. Normalnie strach się bać. I oberwał po głowie! Moim zdaniem słusznie.
YEEEEEEAAAAAAAHHHH! Poduszka rulezzz!
On się zachowuje jakoś tak inaczej. Hmmm Wstrząs mózgu czy coś? o_O
Fantastyczna łóżkowa scena. Nadal z Sevem jest coś nie teges, ja to czuję!
Za to Dora to potrafi walnąć z grubej rury zmieniając temat. Az się prosi, by zapytać co ma piernik do wiatraka :P
Zabita śmiechem,
Jane
P.S. PIERWSZA! JUPIIIIII!