Blog > Komentarze do wpisu
Part twenty seven
Uff, zdążyłam... Strasznie się spieszyłam z tym rozdziałem, ponieważ dziś zauważyłam, że są czyjeś urodziny, więc złapałam szybko rozdział, który składał się AŻ z jednego zdania i korzystając z wolnego czasu, rzuciłam się w wir pisania. Znów mi się nieco bohaterowie próbowali wymknąć spod kontroli, ale na szczęście wszystko idzie wciąż zgodnie z planem, więc nie musicie się o nic martwić ;) Enjoy!!

Pozwolę sobie zatem zadedykować ten rozdział dzisiejszej solenizantce, którą jest nie kto inny, jak KYRTH!!! Wszystkiego, wszystkiego najlepszego, kochana!! ;* Spełnienia wszelkich marzeń, mnóstwo zdrowia i szczęście i wszystkiego dobrego!! ;*

 

Ponawiam też apel:

NIE dla ACTA!!!

I zapraszam do zapoznania się z tym: http://demotywatory.pl/3657385/Pani-Basia-oglasza-stan-wojenny

 

A teraz czas na rozdział ;)

 

 

Jak na zawołanie pojawiły się przed nimi cztery skrzaty, każdy z przykrytą tacą większą od siebie, a tuż po nich z pyknięciem zjawiły się kolejne dwa, dzierżąc po małym stoliku do ustawienia na łóżku. Stoliki momentalnie wylądowały przed nimi, a na nich pojawiły się talerze ze śniadaniem. Severus oniemiały wpatrywał się ze zdumieniem w uwijające się wokół nich skrzaty, z których dwa wprost rzuciły się, by poprawić mu poduszkę za plecami, kiedy usiadł. Wreszcie ustawiły się przed nimi w rządku, jednym głosem życzyły głośno „Smacznego!” i równocześnie zniknęły z pyknięciem. Zszokowany spojrzał na parujące talerze, z których wprost wylewały się grzanki, jajecznica, parówki, tosty, gofry i różnorakie przystawki, po czym z niedowierzaniem przeniósł wzrok na duszącą się ze śmiechu Nimfadorę.

- Co to było? – zapytał głupio.

- Żałuj, że nie widzisz swojej miny – zawołała Tonks, wybuchając w końcu głośnym śmiechem. – A to były skrzaty, które przyniosły nam śniadanie, które zdążyłeś przespać – dodała po dłuższej chwili, podśmiewując się dalej z jego ogłupiałego wyrazu twarzy.

- Tyle to zdążyłem zauważyć – prychnął, spoglądając znów na stojące przed nim talerze.

- To co się głupio pytasz?

Gwałtownie odwrócił głowę, by zgromić ją wzrokiem. Ku jego niezadowoleniu, w ogóle się tym nie przejęła, tylko zaczęła w spokoju pałaszować jajecznicę. Zmrużył oczy i znów spojrzał na talerze. Z niejakim wahaniem wziął najbliższą grzankę, przyglądając jej się podejrzliwie.

-Nie wydaje mi się, żeby miała cię ugryźć – rzuciła wesoło Dora, spoglądając na niego z rozbawieniem.

- Ale śmieszne. Rozumiem, że to ty ściągnęłaś tutaj te skrzaty?

- Nie, to Wróżka Zębuszka – odparła z pełną powagą.

Severus spojrzał na nią, jak na skończoną kretynkę. Na wszelki wypadek dotknął jej czoła, upewniając się, czy przypadkiem nie zaczęła bredzić przez gorączkę.

- Ty się dobrze czujesz? – upewnił się jeszcze, na co roześmiała się głośno.

- Dobrze na pewno nie. Powiedziałabym raczej, że świetnie.

Pokręcił głową z rezygnacją. Powinien był już się nauczyć, że nie warto nawet próbować jej zrozumieć. Jej zachowanie czasami było tak abstrakcyjne, że jedynie rozbolałaby go głowa od podobnych prób. Zamiast tego zmusił się wreszcie, by spróbować trzymanej w ręce grzanki i mile się zaskoczył. Po skosztowaniu jeszcze jajecznicy i omletu, doszedł do prostego wniosku – skrzaty starały się dużo bardziej, gdy miały zorganizować śniadanie do łóżka. Nie potrafił inaczej wyjaśnić, dlaczego w Wielkiej Sali posiłki nie smakowały tak wybornie, jak te.

Gdy już zaspokoił pierwszy i drugi głód, oparł się wygodniej, spoglądając ukradkiem na Nimfadorę, popijającą gorącą czekoladę. Nie pierwszy raz się zastanowił, dlaczego zawsze ją tolerował. Denerwowała go od czasu jej pierwszych zajęć i chociaż w ciągu całej jej nauki odjął jej więcej punktów niż bliźniakom Weasley i pobił wszelkie rekordy we wlepianiu szlabanów, z czego przynajmniej raz w tygodniu Filch oznajmiał mu, że ma jej powyżej uszu i osobiście musiał jej pilnować, a gdy wstąpiła do Zakonu na każdym kroku starał się jej dogryzać, to i tak wciąż ją lubił. Nigdy by się do tego nie przyznał publicznie, ale jej barwna osobowość oddziaływała również na niego. W przeciwnym razie nie starałby się, by ją pilnować podczas każdej jednej walki między Zakonem, a Śmierciożercami. I chociaż sam nie bardzo rozumiał, dlaczego to robił, był całkowicie świadom, że jeśli wywiązałaby się kolejna potyczka, znów zrobiłby to samo.

- Zawsze chciałam pojechać na wakacje na Hawaje i zatrzymać się tam w pięciogwiazdkowym hotelu, gdzie wszyscy by mi usługiwali – powiedziała nagle z rozmarzeniem w głosie, opierając się wygodniej.

- To jakaś aluzja? – zapytał zdezorientowany.

- Nie, chciałam tylko zagaić rozmowę, bo się coś milczący zrobiłeś – odparła ze śmiechem, zerkając na niego psotnie.

- Zamyśliłem się.

- No nie mów! A już myślałam, że cię UFO porwało – zakpiła z rozbawieniem. – Jakie są twoje wymarzone wakacje?

- Nie mam żadnych – odparł bez wahania. Tonks szturchnęła go w ramie, uważając na opatrunek na jego ręce.

- Przestań, na pewno masz, tylko nie chcesz się przyznać.

- Moje życie nie opiera się na marzeniach. Zbyt odbiegają od realizmu – powiedział cicho, wpatrując się bezmyślnie w ścianę.

- Każdy ma jakieś marzenia – zaprotestowała.

- Dobrze, marzy mi się święty spokój, zadowolona? – mruknął w końcu, spoglądając na nią niechętnie.

- Ej, ale nie obrażaj się. To, że chciałbyś, żeby ludzie nie zawracali ci głowy, nie jest niczym dziwnym, jak się spojrzy na to, co musiałeś przejść przez całe życie – powiedziała cicho, zerkając na niego pokrzepiająco.

- Tłumacz to sobie, jak chcesz – rzucił, wzdychając cicho.

Po chwili namysłu uniósł rękę, by z wahaniem dotknąć uszkodzonej brwi. Tonks zareagowała w ułamku sekundy i prawie nie zauważył ruchu jej dłoni. Dopiero gdy oberwał po ręce, spojrzał na nią ze zdziwieniem.

- Nie dotykaj – ostrzegła go, wygrażając mu palcem. – Nie jestem specjalistką od leczenia, więc lepiej, żebyś tego na razie nie ruszał.

Prychnął z irytacją, ale cofnął dłoń i z oburzeniem skrzyżował ręce na piersi. Tonks zaśmiała się cicho, sięgając po poranną porcję eliksirów, które kazał jej pić. Niechętnie obserwował, jak odkorkowała po kolei wszystkie buteleczki, po czym zatkała nos i szybko wypiła zawartość pierwszej fiolki, minimalnie się krzywiąc przy tym. Miał dziwne, niepokojące wrażenie, że o czymś zapomniał, ale nie miał pojęcia, co to mogło być. Z pewnością nie chodziło o żadną miksturę dla Nimfadory – był więcej niż pewien, że dał jej wszystkie, jakie mogły w jakiś sposób pomóc, wliczając w to eliksir regenerujący krew. Jedyne, o czym mógł zapomnieć, to…

Oczy rozszerzyły mu się z niepokoju. Gwałtownie zerwał się z łóżka, przewracając stolik, z którego wszystko zsunęło się na materac. Tonks spojrzała na niego ze zdziwieniem, ale zignorował ją. Momentalnie dopadł szafki przy łóżku, by sprawdzić półkę, na której stały jego eliksiry. W miejscu, gdzie powinna się znajdować pusta buteleczka, stała spokojnie fiolka wypełniona błękitnym płynem. Z rezygnacją opadł na podłogę, a z jego ust wyrwało się soczyste przekleństwo.

- Co się stało? – zapytała ostrożnie zaniepokojona Nimfadora.

- Nie wypiłem wczoraj eliksiru – mruknął z goryczą w głosie, zasłaniając twarz dłonią.

- To… bardzo źle?

- Dopóki nic mnie nie wnerwi, to niekoniecznie.

- Zawsze mogło być gorzej – rzuciła, kładąc mu pocieszająco rękę na ramieniu.

- Gorzej? – mruknął, spoglądając na nią, jak na idiotkę. – Gorzej to będzie po południu, jak będę musiał wytrzymać na tej przeklętej uczcie powitalnej z tłumem drących się wniebogłosy bachorów, znosząc irytującą obecność Grindelwalda i jeszcze bardziej denerwującą osobę w postaci nowego nauczyciela OPCM, a potem uświadomić pierwszorocznych Ślizgonów, że są pewne zasady, których muszą przestrzegać bez względu na to, jak czysta jest ich krew.

Tonks zignorowała wściekłe prychnięcie na końcu jego wypowiedzi i uśmiechnęła się do niego lekko.

- Mogę pójść tam z tobą, jeśli chcesz – zaproponowała, na co pokręcił głową.

- Nie, będziesz tutaj siedzieć i nigdzie się nie ruszysz, dopóki nie wrócę. Dam sobie radę – dodał nieco ciszej, starając się nie myśleć, co mogłoby się stać, gdyby jego opanowanie się posypało.

Z czarnych myśli wyrwało go donośne pukanie. Niechętnie wstał, wyciągnął z szafy pierwszą lepszą koszulkę i zakładając ją, wyszedł z sypialni. Gdy tylko otworzył drzwi, do jego salonu wpakowała się Poppy, popychając go jednocześnie na fotel. Nie zdążył nawet zaprotestować, gdy trzasnęła drzwiami i stanęła przed nim, przyglądając mu się z niezadowoleniem.

- A jeszcze wczoraj twierdziłeś, że nic ci nie jest – prychnęła, kręcąc głową na widok jego brwi i opatrunku na ramieniu.

- Bo wczoraj mi nic nie było – mruknął zgodnie z prawdą.

- Czy ty się kiedykolwiek nauczysz, że trzeba na siebie uważać?

- Nie wydaje mi się – rzucił, śledząc ją uważnie wzrokiem, gdy wyciągała różdżkę.

Marudząc pod nosem, przyłożyła koniec magicznego patyka do jego brwi. Od razu poczuł ulgę, gdy wpierw schłodziła zranienie, a później zaczęła je starannie uzdrawiać. Kiedy po kilku chwilach skończyła, bez słowa odwinęła opatrunek na jego ręce i mrucząc pod nosem coś o „takich, co to tylko dają się pociąć i pogruchotać sobie kości w ogóle nie myśląc o konsekwencjach”, bez najmniejszego problemu rzuciła zaklęcie zasklepiające ranę, uprzednio upewniwszy się, czy nie wdało się żadne zakażenie.

- Gdzie jest Tonks? – rzuciła krótko, gdy było już po wszystkim.

- W sypialni. Zgaduję, że to ona cię tutaj ściągnęła, mam rację?

- Owszem, ale nie raczyła się przy tym pochwalić swoim stanem zdrowia – prychnęła Poppy z niezadowoleniem. – Gdyby nie Minerwa, nie wiedziałabym o niczym. Oboje jesteście równie uparci i durni. Ty chyba nawet bardziej, bo ona przynajmniej się nie wpakowała w ten pożar z własnej woli – dodała, spoglądając na niego z naganą, zanim przeszła przez salon i zniknęła za drzwiami sypialni.

Pokręcił głową z lekkim rozbawieniem i ostrożnie dotknął brwi. Uśmiechnął się, gdy nie wyczuł pod palcami żadnych niepokojących zmian. Zanim podniósł się z fotela, by podejść do barku, z korytarza dobiegło go z początku ciche, a z każdą chwilą coraz głośniejsze stukanie. Z szerszym uśmiechem wstał i niespiesznie podszedł do drzwi. Odczekał chwilę, aż stukanie ucichnie i wtedy otworzył drzwi.

- Jak chcesz przyjść niespodziewanie, to radziłbym odłożyć tę laskę, albo wymienić końcówkę. Ta metalowa jest doskonale słyszalna, kiedy uderzasz nią o kamienną podłogę – powiedział z kpiącym uśmieszkiem, spoglądając na stojącego na korytarzu Gerarda, który właśnie uniósł swoją nieodłączną laskę, by nią zapukać.

- Sprawdzałem twoją czujność – odparł starszy czarodziej gładko.

Severus zaśmiał się i pokręcił głową, ale cofnął się o krok, by wpuścić go do środka. Gerard rozejrzał się oceniająco, zanim dystyngowanie usiadł na sofie. Snape stłumił w sobie śmiech na widok tego pokazu opanowania i wyższości. Nie od dziś znał swojego mentora i wiedział, jaki on jest, więc się tym w ogóle nie przejmował. Ze spokojem więc podszedł do barku.

- Wiskacza? – zaproponował, nawet się nie oglądając.

- Nie, dziękuję, moja wątroba już nie toleruje alkoholu z rana.

Obrócił się, wpatrując się z lekkim niepokojem w Gerarda, na którego twarzy widniał całkowity spokój. Widząc spojrzenie Severusa, uśmiechnął się delikatnie.

- Spokojnie, nic mi nie będzie. Wystarczy, że trochę ograniczę picie, a wydaje mi się, że przy Minerwie nie będzie z tym problemu – dodał z lekkim śmiechem.

- A wspomniałeś jej o tym?

- Przypadkiem mi się wymsknęło.

- W takim razie nie spodziewaj się, że w jej obecności będziesz miał możliwość chociaż spojrzeć na alkohol – prychnął z rozbawieniem Severus, napełniając jedną szklankę bursztynowym płynem.

- Myślisz, że będzie aż tak źle? – zwątpił Gerard.

- Nie znasz jej jeszcze, możesz mi wierzyć na słowo, że potrafi być bardziej apodyktyczna niż ty.

- Próbujesz mnie do niej zniechęcić?

- Nie, po prostu staram się uświadomić ciebie, w co się pakujesz – odparł spokojnie Severus z szyderczym uśmieszkiem, siadając w fotelu. – A co cię właściwie sprowadza?

Gerard uśmiechnął się nieco szerzej. Odłożył na bok laskę, którą do tej pory obracał w palcach i poprawił sztywny kołnierzyk koszuli.

- Chciałem zapytać, co właściwie jest między tobą a Tonks. Nie mów, że nic – dodał błyskawicznie, unosząc jednocześnie rękę, gdy Severus już otwierał usta, by zaprzeczyć. – Daleko mi jeszcze do bycia ślepym, więc nie wmówisz mi, że jest ci całkowicie obojętna. Widziałem, jak się zachowałeś wczoraj przy obiedzie. Może mam już swoje lata i może nie powinienem się wtrącać w twoje życie, ale nie wydaje mi się, żeby moje poglądy były aż tak przestarzałe. Ale widzisz, pamiętam, jak patrzyłeś na Katharinę… – Severus prychnął gniewnie i odwrócił gwałtownie głowę, by spojrzeć w kominek. Gerard westchnął ciężko, ale z uporem kontynuował. – Patrzyłeś na nią, jakby była całym twoim światem. Możesz się wściekać, ale nie zaprzeczysz. Ale wiesz, co jest najciekawsze? – Pokręcił głową z rezygnacją, gdy Snape w żaden sposób nie dał po sobie poznać, że go słyszał. – Na Tonks patrzysz inaczej. – Uśmiechnął się nieznacznie, gdy wreszcie Severus drgnął. Nie spojrzał na niego, ale jednak zareagował. – Nie utożsamiasz jej ze światem. Zachowujesz się, jakby to świat był zależny od jej istnienia. Jakby wszystko pogrążyło się w najczarniejszych barwach, gdyby jej zabrakło. Nie widzisz w niej świata, widzisz ją jak latarnię, która rozjaśnia ci rzeczywistość, która ubarwia istnienie. Ona jest dla ciebie…

- Możesz skończyć?! – warknął Severus ze złością, odstawiając z hukiem szklankę. – Nic z tego, co mówisz, nie jest prawdą, więc daj mi święty spokój i z łaski swojej wyjdź!

- Wiesz, że tak gwałtowny protest nie działa na twoją korzyść? – zapytał spokojnie, nie przejmując się zupełnie wskazującą drzwi ręką Severusa.

- Wynoś się stąd, albo wyrzucę cię siłą!

- Nie radzę go dzisiaj denerwować – wtrąciła się niespodziewanie Tonks.

Gerard obrócił głowę, by spojrzeć na nią. Jej wyjątkowo poważny wyraz twarzy dał mu wyraźnie do zrozumienia, że lepiej na dziś odpuścić. Kiwnął więc głową i podniósł się z sofy. Zakręcił laską w powietrzu, zanim podszedł do drzwi.

- Pamiętaj, co ci powiedziałem – rzucił na odchodnym, a zaraz później zniknął za drzwiami.

Tonks odczekała chwilę, po czym utykając, podeszła szybko do kryjącego twarz w dłoniach Severusa. Bez oporów usiadła na podłokietniku i położyła mu dłoń na ramieniu. Zesztywniał dosłownie na ułamek sekundy.

- Czego on chciał? – zapytała podejrzliwie.

Severus wziął głęboki oddech na uspokojenie, zanim mruknął krótko:

- Nieważne. Przyszedł mnie powkurzać. Gdzie Poppy?

- Myje ręce, zmieniała mi opatrunki. Wiesz, że jak będziesz chciał o tym pogadać…

- Tak, wiem, dzięki, ale raczej tego nie potrzebuję – przerwał jej szybko. Bezmyślnie położył rękę na jej dłoni. – Zajmij się czymś, ja muszę pogadać z Poppy i z Minerwą.

Delikatnie odsunął jej rękę, zanim wstał i skierował się do sypialni.

Przez prawie cały dzień starannie unikał rozmowy o tajemniczej wizycie Gerarda, jak i zresztą jakiejkolwiek rozmowy. Albo milczał i wpatrywał się w kominek, jakby niewiadomo co ciekawego się tam działo, albo udawał, że czyta książkę. Tak czy inaczej wciąż widziała, że głęboko się nad czymś zastanawiał, a ona nie miała pojęcia, jak go wyrwać z tych myśli. Cokolwiek by nie robiła – włączając w to usadowienie się z gitarą na jego kolanach, na co w pierwszej chwili w ogóle nie zareagował, a później delikatnie ją zepchnął – wciąż zdawał się tkwić w innym świecie. Wprawdzie miała pewien pomysł, ale obawiała się trochę, że mógłby ją rozszarpać po tym. Kiedy jednak nie ruszyło go, jak głośno zastanawiała się nad wrzuceniem w kominek jednej z jego książek, uznała, że pora na drastyczne środki.

Poczekała, aż czas dzielący ich od powitalnej uczty zmniejszy się do niecałej godziny i wtedy przystąpiła do akcji. Zaciskając mocniej palce na różdżce rzuciła zaklęcie unieruchamiające w momencie, gdy Severus odrzucił na stolik kolejną nieprzeczytaną książkę. Na jego twarzy odmalował się w pierwszej chwili szok, a głęboko w jego oczach zalśnił strach. Błyskawicznie znalazła się przy nim, kładąc dłonie na jego ramionach.

- Spokojnie, Sev, sam wiesz, że nic ci się nie stanie, więc nie panikuj, dobrze? – powiedziała szybko, patrząc mu prosto w oczy. Szok wyraźnie się zmniejszył, a strach zelżał do niepokoju. – Ufasz mi chociaż trochę?

Wyraźnie przełknął ślinę i na moment odwrócił wzrok. Kiedy z powrotem na nią spojrzał po dłuższej chwili, jego oczy znów były nieprzeniknione. Minimalnie, na tyle ile mu pozwalało jej zaklęcie, skinął głową. Nie potrafiła ukryć, że jej ulżyło. Nie chciała wywoływać żadnych złych wspomnień, ale musiała to zrobić, żeby jej przypadkiem nie zwiał zawczasu. Biorąc głęboki oddech, obeszła fotel, na którym siedział i wyciągnęła z tylnej kieszeni spodni nożyczki…

- ZABIJĘ CIĘ! – ryknął Severus jakieś pół godziny później, gdy w końcu stanął przed lustrem.

- Nie rozumiem dlaczego – odparła wesoło, wpatrując się w niego bez strachu.

Obrócił się do niej powoli, mordując ją wzrokiem. Irytacja prawie buchała z niego, gdy uniósł rękę, by wskazać swoje włosy.

- Co to ma znaczyć? – wysyczał groźnie.

- Mówiłam ci, że przystojniej wyglądasz w krótszych – rzuciła spokojnie, wzruszając ramionami. Gdy praktycznie zatrząsł się ze złości, podeszła do niego powoli. – Pamiętasz, że miałeś się dzisiaj nie denerwować? Weź głęboki wdech i już się tak nie wpieniaj. Taka mała zmiana dobrze ci zrobi – dodała, uśmiechając się do niego szeroko.

Przez chwilę jeszcze miażdżył ją wzrokiem, zanim westchnął ciężko i spojrzał znów w lustro. Miejscami ścięła mu włosy nawet więcej niż o połowę. Dziwnie było nie czuć na karku żadnych kosmyków, ale pocieszał się chociaż tym, że o dziwo nie wyglądał tak znowu kretyńsko. Z przodu włosy sięgały mu linii oczu, po bokach zachodziły na uszy, a z tyłu kończyły się tuż przed karkiem.

- Zamorduję cię kiedyś, naprawdę zamorduję – mruknął z nutką irytacji.

- Nie przesadzaj, nie jest tak źle – powiedziała z uśmiechem. Położyła obie dłonie na jego ramieniu i oparła na nich podbródek. – W najgorszym razie będziesz miał na głowie zauroczone uczennice – dodała ze śmiechem.

- Jakby mi jeszcze tego brakowało – prychnął. Pokręcił głową, spoglądając na jej odbicie w lustrze. – Jesteś nienormalna.

- Do usług! A teraz, jeśli nie chcesz się spóźnić na ucztę, na której z pewnością będą czekać na ciebie tłumy tęskniących za tobą uczniów, radziłabym ci się pospieszyć.

- Stanowczo nienormalna.

- Jasne, ja jej powiem – zapewniła go, poklepując go po ramieniu. – No idź, przystojniaku, bo zaczną bez ciebie.

Pokręcił znów głową z lekkim rozbawieniem, zanim westchnął ciężko. Nastawiając się na setki niedowierzających spojrzeń, odwrócił się na pięcie, by wyjść z łazienki. Gdy przechodził koło niej, niespodziewanie klepnęła go w tyłek. Na moment całkowicie znieruchomiał, a gdy pierwszy paraliż ustąpił, gwałtownie od niej odskoczył, posłał jej mordercze spojrzenie i ku jej wielkiemu rozbawieniu, wypadł z łazienki, trzaskając drzwiami z taką siłą, że aż zatrzęsły się obie półki z kosmetykami.

 

 

Nowa fryzura Severusa dostępna do wglądu w zakładce Bohaterowie ;)

 

niedziela, 22 stycznia 2012, ines_mp

Komentarze
Gość: Niebieska, 213.134.163.*
2012/01/22 23:00:14
Przeczytałam twój blog w jedną noc! Oficjalnie zostaję kolejną fanką! W życiu nie wymyśliłabym takiego pairingu ^^ Uwielbiam dobrze napisane fanfiki, a w twoim przypadku złej stylistyki nie mogę zarzucić! Dzięki za zamieszczenie tego opowiadania. Czekam z niecierpliwością na cd
-
2012/01/22 23:11:48
Stwierdzam, że sam sex z tymi włoskami!
-
Gość: cheroine, 178-36-62-208.adsl.inetia.pl
2012/01/23 12:10:53
Skasował mi się komentarz! Już drugi raz. Ja nie wytrzymam nerwowo! No dobra, koniec użalania się nad sobą. Następnym razem będę co jakiś czas kopiować. Wyszło Ci zdecydowanie super. Przede wszystkim gratuluję szybkości, i tego, że jakość na tym nie ucierpiała. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Przeczytałam dwa razy i czuję się... jakoś tak zakręcona wokół tego wszystkiego. Podobało mi się to tempo. Sceny łóżkowe Sev/Tonks standardowo wyśmienite. Podziw dla refleksu Tonks! Analizę Gerarda czytałam z uśmiechem zadowolenia, i to nie raz ani nie dwa. Wpadłeś, Sev! ;D
Zaskoczyła mnie tylko swoboda ich relacji. Wcześniej Sev cały w ukłonach, pełna powaga, per "Mistrzu" do niego, z szacuneczkiem, a teraz są na "ty", Sevi ma kpiący uśmiech. Ale to pewnie jego słynne rozróżnienie zachowań na oficjalne i prywatne... Ech, nie przejmuj się, tak sobie głośno myślę. W każdym razie wolę wersję prywatną. Bo już mi było trochę głupio za niego, że Katherina sobie może być na luzie, a on się kłania i kłania.
Gwałtowny Sseverus to to, co tygryski lubią najbardziej. Chociaż taki zamyślony też jest niczego sobie, zwłaszcza, że potem można go z tego zamyślenia w ciekawy sposób wyrwać. <wkleja w myślach w zdjęcie twarz Seva> Hm, zastanawiam się tylko czy jego włosy też się tak trochę skręcą przy końcówkach, jak na zdjęciu. Dobra, głupoty gadam, jeszcze się chyba nie rozbudziłam. Mniejsza z tym, a wracając do tematu, to pomysł z przycięciem Sevowi włosków fantastyczny, coś, na co, przyznam się, bardzo czekałam. Och, nie mogę się już doczekać reakcji szanownego grona pedagogicznego, zapewne tradycyjnie "tragicznych dla obrusa" xD. No i ciekawi mnie, jak on sobie da radę bez Tonks, za to z Grindelwaldem (żądnym zemsty?) na karku, oj, bez eliksiru może być jazda <zaciera rączki>. I widzę, że zastosowałaś się do rad Jane, Sev został klepnięty w tyłek! Chichotałam jak głupia! Brawa dla Tonks! Ogółem, bardzo mi się podobało, naturalnie wyszło, nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń. Mam nadzieję, że nic się między nimi nie popsuje, kiedy wrócą uczniowie i Sev nie będzie miał tyle czasu dla Tonks. Nie bierz tego do siebie, że się tak czepiam czy coś, ale zwracaj uwagę na przecinki przed spójnikami.
Pozdrawiam i życzę Weny,
cheroine
-
2012/01/23 14:28:16
No nareszcie! Doczekałam się chwili stanu całkowitej niemocy ze strony Severusa. Musiał wyglądać nie tylko zabawnie, ale też naprawdę słodko.
Dora cudna. Zazdroszczę jej Severusowi. Jest naprawdę wielkim szczęściarzem, że ją ma.
A może to towarzystwo Tonks sprawia, że wszystko ci lepiej smakuje, co Sever?
Ooooo! Dała mu po łapach i to dosłownie! HAHAHAHA! A on się tylko fochnął. Czyżby miał do niej aż tak ogromną słabość?
To chyba będzie najciekawsza uczta powitalna o jakiej czytałam ^^ Obawiam się, że wystarczy jedno spojrzenie na stół Gryfonów, by jego opanowanie pyknęło niczym bańka mydlana.
Auć! Poppy w tym stanie emocjonalnym jest gorsza od huraganu. Oficjalnie ogłaszam, że ja się tej hetery boję *chowa się pod łóżko*
Gerard jest boski. Niby taki starszy pan, a jednak doskonale wszystko widzi i rozumie. Chociaż to trochę upokarzające dla Snape'a, że inni wiedzą przed nim samym, co czuje do Tonks. I Ger miał rację, doskonale opisał kim Dora jest dla Seva. Zresztą inaczej Mistrzunio nie zaczął by ciskać gromów. Ciekawi mnie ile z tego monologu usłyszała Tonks.
Rozumiem strach. Ale to przełykanie śliny i chwila na zmianę wyrazu oczy podsuwają mi wyjątkowo nieprzyzwoitą myśl.
O w mordę! Zacznę od końca, bo jestem w stanie szoku. Wierzę, a zarazem nie wierzę, że ona TO zrobiła! Klepnęła go w tyłek! *łiiiiiiii* Reakcja Seva boska. Niech go jeszcze czasem poklepie, facet definitywnie potrzebuje dowartościowania. I świetnie go obcięła. Powiem szczerze, że Rickman jest fajny, ale w filmach. W fanfickach potrzeba mu innego, świeższego i młodszego wyglądu. Jeśli w Sennych będzie wyglądał jak Jackman, to nie ogoni się od napalonych lolitek. Może Tonks zostanie jego osobistym ochroniarzem?

Nadal zszokowana i dokarmiająca Pana Wena,
Jane
-
Gość: sunny_flower, host18811713360.waldex.3s.pl
2012/01/23 19:40:22
buahahahahahahahahahahahahhahahahahahahahahahahahhahahahahahah
-
Gość: sunny_flower, host18811713360.waldex.3s.pl
2012/01/23 19:42:38
już się otrząsnęłam, Panie Wenie coraz bardziej mnie zadziwiasz, pozytywnie oczywiście ;)
zaraz looknę na Seva, ale wyobrażam sobie, że wygląda nieziemsko ;)
co do notki, to jak dla mnie stanowczo za krótka - mogłabym czytać Twoje arcydzieła godzinami, najlepiej zacznij pisać jakąś książkę :) najlepiej taką grubą...
jestem ciekawa kiedy do Severusa w końcu dotrze co czuje do Tonks no i oczywiście musi jej to powiedzieć ;)
czekam na więcej ;)
-
Gość: Daga, user-31-174-75-229.play-internet.pl
2012/01/24 20:32:01
Aaaaaaaaaaa boska jest ta nowa fryzura !!! Uwielbiam Tonks i jej szalone pomysły. Sev wpadłeś ! Nie ma już odwrotu Tonks już raczej zostanie w Twojej sypialni ;P. I ten jego zamyślony stan przez cały dzień i powiedziałabym, czuły dotyk, gdy tak delikatnie odepchnął jej rękę.... Rozpływam się... Weny ;*** !
-
2012/01/27 00:51:15
Bardzo, bardzo BAAARDZO dziękuję!!! Nie przypuszczałam, że moje urodziny zostaną tak uświęcone! xD
Przepraszam, że dopiero teraz piszę, ale miałam przyjemność gościć u siebie Fleur i nie w głowie mi były podróże po sferze blogowej ;)

Bardzo zacny kawałek tekstu! Uwielbiam Tonks i Severusa razem. Są taką miłą odskocznią od "standardowych", Granger'owych par :)) Bardzo, bardzo ich lubię w Twoim wydaniu!

A za zamieszczenie zdjęcia jednego z moich ulubionych aktorów czuj się podduszona przez moje uściski :)

Jeszcze raz dziękuję! :* :* :*
-
2012/01/28 15:47:29
haah jednak go przekonała. Domyślałam się tego od początku, że coś zrobi mu z włosami xD :D
-
2012/02/14 10:51:14
Ten motyw z włosami... Coś wiem na ten temat. ;)
Ale tak naprawdę, perełką w tym rozdziale było to co powiedział Gerard.
Nie utożsamiasz jej ze światem. Zachowujesz się, jakby to świat był zależny od jej istnienia.
To było naprawdę piękne. Tak w sam raz na Walentynki. :)