|
Blog > Komentarze do wpisu
Part twenty eight
Uff, miałam dziwny chwilowy zastój, ale udało mi się przez niego przebrnąć i machnąć dziś nowy rozdział ^^ Mam nadzieję, że Wam się spodoba, pomimo tego, co się tam dzieje ;) Ach, nim zapomnę, w zakładce Bohaterowie można obejrzeć sobie nowego nauczyciela OPCM, który pojawia się w tym oto rozdzialiku ;) A zatem, Enjoy! (Z góry przepraszam za wszelkie literówki ;))
Mało brakowało a przed samymi drzwiami Wielkiej Sali, odwróciłby się na pięcie i migiem wrócił do swoich bezpiecznych lochów. Nie był pewien, czy woli wypatroszyć Nimfadorę za to, co zrobiła z jego włosami, czy może lepiej poczekać, aż bardziej mu narobi diabła*. Niemniej jednak gdyby ktokolwiek przechodził akurat bocznym korytarzem, z pewnością miałby niemały ubaw, widząc miotającego się przed drzwiami Snape’a. Na jego szczęście lub nieszczęście, zależy z której strony patrzeć, całe grono pedagogiczne siedziało już wygodnie na swoich miejscach za stołem prezydialnym. Miał więc do wyboru albo stać dalej przy drzwiach i opuścić całą ucztę, tym samym wzbudzając niechciane zainteresowanie jego osobą albo też mógł wejść do środka i… narobić zamieszania. Uśmiechnął się diabelsko na tę myśl. Czując się znacznie podbudowany, z rozmachem otworzył drzwi i jakby nigdy nic, wszedł spokojnie do Wielkiej Sali, najzwyczajniej w świecie zajmując swoje miejsce koło… koło krzesła Minerwy, które było akurat zajęte przez przyglądającego mu się z nieznacznym uśmieszkiem Gerarda. Z szacunkiem skinął głową mentorowi, nim usiadł i rozejrzał się za wicedyrektorką. - Poszła już po pierwszorocznych, mówiła, że chce jeszcze coś po drodze załatwić – powiedział cicho Gerard. – Jak to możliwe, że wreszcie zajrzałeś do fryzjera? Toż to nawet Katharina nie mogła cię do tego zmusić – dodał z wyraźnym rozbawieniem w głowie. - Przymknij się. Praktycznie rzecz biorąc, niegdzie nie zajrzałem – mruknął Severus półgębkiem, dyskretnie zerkając na puste krzesło po jego drugiej stronie. – Czy ciebie tu przypadkiem nie powinno właściwie nie być? Nie jesteś jednym z nauczycieli, ani… - Jestem gościem. Minerwa mnie zaprosiła – przerwał mu Gerard z lekkim uśmiechem na twarzy. Severus spojrzał na niego z uniesioną brwią. Niespodziewanie Niemiec zerknął w drugą stronę, uśmiechnął się nieco szerzej i odchylił do tyłu, odsłaniając Severusowi widok drugiego końca stołu. W pierwszej chwili nikt nie zareagował, ale moment później… Jako pierwsza zorientowała się Poppy. Zerknęła na niego raz, drugi, zaś za trzecim razem na jej twarzy zagościło całkowite niedowierzanie. Nie odrywając od niego wzroku, na oślep potrząsnęła ręką Teodora, rozlewając przy tym jego kawę. Były auror z niesmakiem pokręcił głową i wyrwał jej rękę, by dopić resztę swojego ulubionego napoju. Poppy jednak nie odpuściła. Chwyciła go za podbródek i obróciła mu głowę w stronę Severusa. W jednej chwili cała kawa, jaką miał w ustach, znalazła się na nieskazitelnie białym obrusie, zaś sam Teodor tak się zakrztusił, że Pomfrey musiała mu nieomalże pierwszej pomocy udzielić. Jednocześnie zwróciło to uwagę reszty nauczycieli. Z okrzykami niedowierzania odwracali się do znudzonego Severusa, a niektórzy nawet wstali, by lepiej widzieć. Kiedy zaś w głównych drzwiach Wielkiej Sali pojawił się Albus z nowym nauczycielem OPCM, całe znudzenie Snape’a w jednej chwili prysło. Zmrużył oczy, wpatrując się morderczo w idącego spokojnie u boku dyrektora wysokiego bruneta w eleganckiej szacie, starannie dopiętej na ostatni guzik.. Na jego ustach gościł nieznaczny uśmieszek, gdy słuchał Albusa, ale nie sięgał on oczu. Brązowe tęczówki utkwione były w ścianie za stołem i nawet tak dobry obserwator jak Gerard nie dopatrzyłby się w nich krzty ciepła. Były całkowicie zimne, a uśmiech wyćwiczony i sztuczny. Wyraz jego twarzy nie zmienił się, gdy Albus nagle przystanął, wgapiając się z niedowierzaniem w Severusa. Brunet niespiesznie zerknął na dyrektora, po czym podążył jego wzrokiem i dopiero wówczas jego oczy rozbłysły lekko. Uśmieszek na twarzy stał się kpiący, gdy powoli podszedł do stołu prezydialnego, zatrzymując się dopiero koło Severusa. Spojrzał spokojnie na swoje miejsce przy stole i przeniósł wzrok znów na Mistrza Eliksirów. - Snape. Nie powiem, żeby miło mi było cię widzieć – powiedział na tyle cicho, by tylko adresat dosłyszał wiadomość. - Mogę ci powiedzieć dokładnie to samo, Kash – warknął Severus. O ile sądził, że jest w stanie nie denerwować się siedząc tuż obok tego drania, ignorując go na całej linii, ów drań tym jednym powitaniem uświadomił mu, że nie będzie to takie proste. Uśmieszek bruneta powiększył się nieznacznie. Odsunął powoli krzesło i usiadł na nim dystyngowanie, spoglądając z wyższością na uczniów, którzy właśnie zaczęli wielką falą wlewać się do Sali. Bocznym wejściem wślizgnął się Grindelwald, a tuż za nim Hagrid, zawzięcie dziękując za coś czarnoksiężnikowi, który zbył go machnięciem ręki. - Daj spokój, Rubeusie, no przecież nie mogliśmy pozwolić, żeby te dzieciaki się potopiły, co nie? – rzucił wesoło Gellert, siadając na wolnym miejscu koło Kasha. - Pewnie, ale cholibka, że ten wiatr się musiał akurat tera zerwać! – odparł Hagrid z niezadowoleniem, przechodząc wzdłuż stołu. Gdy mijał Severusa, zatrzymał się gwałtownie. – Snape, a co ty żeś se tera zrobił? – zawołał, oglądając go prawie z każdej strony, czym, ku ogromnemu niepocieszeniu Severusa, zwrócił uwagę praktycznie wszystkich uczniów. - Hagrid, jeśli chcesz jeszcze kiedykolwiek wyhodować jakąkolwiek roślinę, radziłbym ci w tej chwili odejść – ostrzegł Severus, usilnie starając się ignorować coraz głośniejsze szepty i nasilające się spojrzenia, kierowane w jego stronę. Gajowy pokręcił głową, ale poszedł dalej, zostawiając Severusa we względnym spokoju. Grindelwald tymczasem przywitał się z Kashem, który jak zwykle tak zabłysnął uprzejmością, że Severus aż zgrzytnął zębami. Wziął głęboki oddech i ignorując przyciszoną rozmowę prowadzoną przez tych dwóch tumanów, wbił wzrok w drzwi do Wielkiej Sali, starannie omijając spojrzeniem wszystkich Gryfonów. Poczuł się odrobinę spokojniej, gdy wreszcie pojawiła się Minerwa. Sprawnie przeprowadziła pierwszorocznych przez całą salę, dyskretnie uśmiechnęła się do Gerarda i praktycznie ją wmurowało, kiedy spojrzała na Severusa. Wszyscy spojrzeli na nią z ciekawością, gdy tak nagle się zatrzymała właściwie na środku pomieszczenia, ale błyskawicznie się otrząsnęła i nic po niej nie było widać. Szybko przeprowadziła Ceremonię Przydziału, podczas której Severus miał przyjemność zauważyć, że liczba Ślizgonów wzrosła o ośmiu, podczas gdy nowych Gryfonów była tylko piątka. Oznaczało to tyle, że w czasie zajęć Slytherin będzie miał przewagę liczebną. Tuż po Ceremonii, zanim jeszcze Albus zdążył wstać, zewsząd zjawiły się duchy, na czele których maszerował dumnie po stole Krukonów nie kto inny jak sam Filius. Flitwick tak się zagapił na Severusa, że nie zauważył, kiedy skończył się stół. Przez moment szedł jeszcze w powietrzu, nim zorientował się, że coś jest nie tak. Zerknął z obawą w dół, krzyknął głośno i spadł na podłogę. Właściwie to przez podłogę, znikając tym samym z sali. Uczniowie wybuchli głośnymi śmiechami. - Kto by pomyślał, że nawet duchy uciekają na twój widok – mruknął Kash, nachylając się do niego. – Ale biorąc pod uwagę twoją łatkę Śmierciożercy, chyba nie powinienem się dziwić – dodał z przekąsem. Severus zacisnął pięści. Kątem oka dostrzegł wstającego Albusa. Przymknął na moment powieki, przywołując w myślach obraz uśmiechającej się do niego szczerze Tonks. - Kochani uczniowie! Nawet nie wyobrażacie sobie, jak bardzo się cieszę, że mogę znów zobaczyć was w tak licznym gronie! – zaczął wesoło dyrektor, rozkładając ręce, jakby chciał objąć wszystkich uczniów na raz. - To musi być przerąbana sprawa, być tak wszędzie postrzeganym jako paskudny Śmieciojad. Może bym się skusił na odrobinę współczucia, jakby to nie chodziło o ciebie – odezwał się znów Kash. Severus wziął głęboki oddech, usilnie starając się go ignorować. Problem w tym, że sama jego obecność działała na niego jak płachta na byka. – Wiesz, przed chwilą dowiedziałem się, że trzymasz w lochach jakąś laskę. – Snape momentalnie znieruchomiał na te słowa. Dla niepoznaki uniósł jedną rękę, by złapać puchar z sokiem dyniowym. – Nie przypuszczałem, że aż tak źle u ciebie z kobietami, że musisz sobie ściągać jakieś dziwki. Puchar pękł z głośnym trzaskiem, zalewając obrus sokiem. Później Severus doskonale wiedział, że to, co zrobił, było idiotyczne. Wiedział też, że powinien był się powstrzymać. I wiedział, że tą ucztę powitalną uczniowie zapamiętają na dłużej… Gwałtownie zerwał się z krzesła, które upadło z łomotem. Spojrzenia wszystkich zgromadzonych w sali zwróciły się na niego, ale on ich nie widział. Widział tylko szyderczy uśmieszek Kasha, w którego oczach pojawił się niepokój. Chwycił przód jego szaty, szarpnięciem stawiając go na nogi. Jak w zwolnionym tempie widział rozszerzające się ze strachem oczy, gdy brał zamach. Głuchą ciszę w sali gwałtownie przerwał huk, gdy pięść Severusa trafiła w szczękę Kasha, łamiąc kość z głośnym trzaskiem. Brunet z krzykiem wylądował na podłodze, łapiąc się za twarz. Poppy na drugim końcu stołu poderwała się gwałtownie na widok rozbryzgu krwi. Albus rzucił się w ich stronę, Minerwa zasłoniła usta dłonią, a Gerard spojrzał na wyjącego z bólu Kasha z pogardą. - Na twoim miejscu więcej bym jej tak nie nazywał, śmieciu – rzucił z pogardą i odwrócił się, by uspokoić Minerwę. Severus natomiast czując, że jeszcze moment, a nie skończy się na złamanej szczęce, z łopotem peleryny odwrócił się i skierował do wyjścia. Nie był pewien, czy się przesłyszał, czy nie, szał buzujący w jego żyłach zniekształcał odbieraną rzeczywistość, ale wydawało mu się, że Grindelwald mruknął pod nosem coś w stylu „Zabawa się zaczyna”, gdy przechodził obok niego…
Prawie podskoczyła, gdy drzwi otworzyły się gwałtownie i zaraz trzasnęły z hukiem. Oderwała wzrok od kominka, w który wpatrywała się w poszukiwaniu natchnienia, by spojrzeć na wyraźnie wściekłego Severusa. Nie drgnęła, gdy podszedł błyskawicznie do barku. Przypatrywała mu się uważnie, kiedy wyciągnął pierwszą lepszą butelkę i odkręciwszy, pociągnął z gwinta, nie trudząc się, by znaleźć szklankę. Poczuła nieprzyjemny dreszcz na widok świeżej krwi na jego prawej ręce. Powoli odłożyła gitarę i wstała, by podejść do niego ostrożnie. - Sev, co się stało? – zapytała cicho. Zamiast odpowiedzieć, pociągnął znów z butelki, po czym gwałtownie się odwrócił i rzucił butelką w kominek. Wzdrygnęła się, gdy szkło z hukiem rozbiło się o kamienne obmurowanie, a płomienie zalane alkoholem zasyczały głośno i buchnęły w górę. Zacisnął pięść i obrócił się znów, by walnąć w ścianę. - Hej, Sev, uspokój się – powiedziała nieco głośniej, ale miała wrażenie, że jej słowa odbiły się jak od muru. – Sev! Czy ty mnie w ogóle słyszysz?! SEV! Gdy nie zareagował nawet na jej podniesiony głos, uznała, że jest źle. Cały trząsł się ze złości, a w jego oczach był jakiś błysk, który przyprawiał ją o dreszcze. Nie widząc innej możliwości, postawiła wszystko na jedną kartę. Gdy obrócił się, by sięgnąć po kolejną butelkę, chwyciła przód jego szaty. Nim zdążył jej się wyrwać, przyciągnęła go do siebie i pocałowała w usta. Severus znieruchomiał. Przez chwilę smakowała jego wąskich warg zwilżonych teraz alkoholem. Pragnęła to zrobić, naprawdę pragnęła. Wprawdzie wolała to zrobić w innych okolicznościach, gdy to Severus odwzajemniłby jej pocałunek, ale, jak to mówią, lepszy rydz niż nic. Gdy jednak w końcu się od niego odsunęła i uniosła głowę, by spojrzeć mu w oczu, nie mogła się nie uśmiechnąć na widok kompletnego niedowierzania. Wprawdzie wciąż czuła skrzącą w nim złość, ale udało jej się zwrócić jego uwagę. - Lepiej ci trochę? – zapytała z uśmiechem. Severus nie odpowiedział. Przez moment wpatrywał się w nią ze zdziwieniem, aż nagle objął ją mocno. Wycisnął prawie całe powietrze z jej płuc, gdy przytulił ją desperacko. W pierwszej chwili chciała go odsunąć, ale jedynie mocniej przycisnął ją do swojego torsu, więc odpuściła. Starając się oddychać płyciej, jedną ręką zaczęła gładzić jego plecy, a drugą pogłaskała go po głowie, którą oparł na jej ramieniu. - Severusie – wykrztusiła, gdy po jakimś czasie zaczęło jej się robić słabo. – Udusisz mnie. – Kiedy w żaden sposób nie zareagował, znów spróbowała go odepchnąć. I znów okazało się to bezskuteczne. – Sev, proszę, nie chcę tu mdleć. Zalała ją fala ciepła, gdy jego oddech owionął jej szyję, jak westchnął. Z pewnymi oporami rozluźnił uścisk i odsunął się, odwracając wzrok. Wspierając się na jego ramieniu, wzięła głębszy oddech. - Wybacz. Ja nie… - zaczął Severus kulawo, ale przerwała mu, unosząc rękę. - Wiem. Nie chciałeś. A mi nie przyszło do głowy, że możesz mieć tyle siły – powiedziała, oddychając głęboko. Złapała go za rękę i pociągnęła w stronę sypialni. – No chodź – rzuciła, gdy z początku się nie ruszył. Z wahaniem poszedł za nią, zastanawiając się jednocześnie, co takiego w niej jest. Kiedy Kash nazwał ją… w tak karygodny sposób, wściekłość praktycznie w nim eksplodowała. Opanował go tak potężny szał, że z ledwością się powstrzymał przed przerobieniem go na pokrwawione zwłoki. Fakt, że jego opanowanie było w strzępach z powodu jego własnej głupoty – wciąż nie mógł uwierzyć, że zapomniał wypić ten przeklęty eliksir – ale to i tak było dziwne, że zareagował tak żywiołowo. Nie potrafił też wyjaśnić, dlaczego czuł się przy niej tak bezpiecznie. Tkwił tuż nad przepaścią, a ona i tak była w stanie go stamtąd wyciągnąć. Jak do tej pory czegoś takiego dokonała tylko Olivia, a i tak zajęło jej to dużo dłużej niż kilka minut. Bał się, że jak już pozwolił jej tak głęboko wejść z hukiem w jego życie, ciężko mu będzie jej się później pozbyć. Wiedział, że jak tak dalej pójdzie, dotrze do momentu, gdy po prostu będzie jej potrzebował do normalnego funkcjonowania. A tego obawiał się najbardziej. - Siadaj – poleciła, popychając go na łóżku. Nie odrywając od niej wzroku, powoli usiadł na samym brzegu. Uniósł lekko brew, gdy ściągnęła mu pelerynę, nim usiadła obok. Ku jego ogromnemu zdumieniu bez wahania zaczęła rozpinać mu surdut. W pierwszej chwili chciał złapać ją za nadgarstek, by ją powstrzymać, ale oberwał jedynie po ręce. - Co ty robisz? – syknął, gdy po dłuższej chwili wzięła się za jego koszulę. - Bądź tak miły i siedź cicho i nie marudź, dobrze? Nie rzucę się na ciebie, nie pogryzę, ani nie zgwałcę, więc mógłbyś mi trochę bardziej zaufać – odpowiedziała spokojnie, spoglądając na niego z psotnym uśmiechem. Nie do końca mu się to uśmiechało, bo nie wiedział, czego ma się spodziewać. Jednak gdy nieopatrznie musnęła palcami jego pierś, przypomniał sobie poranek i momentalnie przeszła mu ochota do sporów. Czuł, że to już się zaczyna dziać. Znalazł się pod jej zbyt wielkim wpływem. Nie potrafił inaczej przed sobą wyjaśnić, dlaczego czując jej delikatny dotyk jedynie przymknął oczy, napawając się tym doznaniem, zamiast odepchnąć ją jak najszybciej. Może miał w tym swój udział fakt, że rzadko bywał z kobietami, a może chciał w ten sposób odegrać się na Katharinie albo po prostu mimowolnie wziął do serca słowa Olivii. Bądź to Gerard miał rację. Zerknął na Nimfadorę, gdy próbowała zsunąć mu z ramion koszulę i surdut, czego z przekorą jej nie ułatwiał i po raz pierwszy naprawdę się zastanowił, za co ją lubił. Nie była tak zabójczo inteligentna jak Granger, do której skrycie czuł respekt, ale miała naprawdę zaskakujące przebłyski geniuszu. Na polu obserwacji dorównywała Gerardowi, w czym utwierdziła go ta jej tajemnicza książka Agaty Christie (Po tym nieszczęsnym walcu ukradkiem zwinął jej tą powieść i zamknął się z nią w pracowni pod pretekstem robienia eliksiru. Błyskawicznie ją przeczytał i do samego końca nie miał bladego pojęcia, kto mógł popełnić to morderstwo). Przez większość czasu uśmiech nie schodził jej z ust – chwilami miewał od tego napady mdłości, ale przez większość czasu podziwiał ją za to, że potrafiła być taką optymistką w najbardziej beznadziejnych sytuacjach. Była naprawdę niezdarna, ale tylko wtedy, gdy mogła. W samym środku walki stawała się opanowaną, profesjonalną aurorką ze wspaniałym stylem walki. Ten naturalny talent wiele razy wyrwał ją ze szponów śmierci. Potrafiła być wygadana i nie bała się z nim dyskutować, pyskować, ani mu dokuczać, czego nikt inny nie odważyłby się zrobić. Miała silny charakter, lubiła wyzwania i nigdy przed żadnym się nie ugięła. I wyglądała naprawdę uroczo, gdy się denerwowała. Tak, jak w tej chwili. - Możesz wreszcie przestać?! – zawołała z irytacją, gdy z kpiącym uśmieszkiem skrzyżował ręce na piersi. - To źle, że się bronię, kiedy mnie napastujesz? – odparł pytaniem, a jego uśmieszek poszerzył się, gdy końcówki jej włosów poczerwieniały. O tak, uwielbiał ją doprowadzać do takich momentów. - Ja cię napastuję? Ty chyba nie wiesz, co to znaczy. Sev, ja dopiero mogę zacząć cię napastować, a wtedy będziesz mnie błagał, żebym nie przestawała – powiedziała dobitnie, dźgając go palcem w ramię. Gdy uniósł powątpiewająco brew, w jej oczach pojawiły się te wspaniałe wyzywające iskierki. – Chcesz się przekonać? – zapytała, przysuwając się bliżej i jednocześnie kładąc rękę na jego udzie. - Osobiście wolałbym najpierw doprowadzić cię do stanu używalności. Przecież nie chcemy, żebyś się przez to bardziej uszkodziła, nieprawdaż? – odparł gładko, starając się nie dopuszczać do siebie wizji Nimfadory siedzącej mu na kolanach, dotykającej go i całującej każdy skrawek jego ciała. Nieznacznie potrząsnął głową, dosyłając ten obraz w głąb umysłu. Nie czekając na jej odpowiedź, bez słowa zdjął surdut z koszulą, po czym spojrzał na nią pytająco. - Połóż się na brzuchu – powiedziała spokojnie, a w międzyczasie jej włosy wróciły do standardowej fioletowej barwy. Uniósł wyżej brew, ale zamiast cokolwiek powiedzieć, wskazała środek łóżka. Demonstracyjnie westchnął ciężko. W porę zauważył niebezpieczeństwo i zdążył się schylić, nim zdołała trzepnąć go po głowie. Odprowadził ją wzrokiem, gdy niespodziewanie wstała, by udać się do łazienki. Z nieznacznym uśmiechem podniósł się niespiesznie. Górną część swojego nauczycielskiego stroju odrzucił na fotel, zdjął buty i spokojnie położył się na środku łóżka, zastanawiając się jednocześnie, cóż takiego znów wykombinowała. Ledwie oparł głowę na poduszce, już usłyszał znów jej kroki. Nie drgnął, gdy wspięła się powoli na łóżko. Kiedy zaś niespodziewanie usiadła mu na plecach momentalnie znieruchomiał. Po pierwszym szoku, który na szczęście nie trwał zbyt długo, gwałtownie obrócił głowę, by spojrzeć na nią niepewnie. Uspokajający uśmiech na jej twarzy i jej dłoń na ramieniu w porę powstrzymały nagły atak paniki, który w nim wybuchł. Gdy się w miarę uspokoił, położyła dłoń na jego policzku, delikatnie nakłaniając go, by z powrotem oparł głowę na poduszce. Czuł się bardzo dziwnie w takiej sytuacji. Z jednej strony wszystko w jego głowie wrzeszczało, że powinien ją zrzucić i czym prędzej się ewakuować, ale z drugiej wiedział, że nic mu nie grozi. Ufał jej na tyle, by zacisnąć zęby i czekać na dalszy rozwój sytuacji, który zresztą nastąpił błyskawicznie. Powoli nasmarowała jego plecy jakimś olejkiem, masując delikatnie wszystkie mięśnie. Przymknął oczy, czując ogarniające go odprężenie. Wciągnął głębiej powietrze, próbując rozpoznać zapach tajemniczego olejku. Najpierw poczuł aromat cytryny z domieszką jakiś kwiatów. Chwilę zajęło mu wychwycenie zapachu winogron i nieznacznej nutki pomarańczy, skrytej pod silniejszym aromatem jaśminu. Nawet nie zauważył, kiedy całkowicie się odprężył pod jej relaksującym dotykiem. Dawno już nie czuł się tak dobrze, jak w tym momencie. Gdyby raj miał wyglądać w taki sposób, był gotów z miejsca urządzić sobie pogrzeb. - I jak się czujesz? – zapytała Tonks niespodziewanie. - Nie gadaj, tylko rób, co robiłaś – mruknął zrelaksowanym głosem, nie wysilając się nawet, by otworzyć oczy. Nimfadora roześmiała się głośno. - To się nie uda, ręce mi zaraz odpadną. - Przyczepisz je z powrotem. - Obawiam się, że nie da rady – zaprzeczyła, pochylając się nad nim. Zmusił się, by otworzyć jedno oko, gdy praktycznie się na nim położyła. - Nie za wygodnie ci? – zapytał, unosząc lekko brew. - Mogłoby być lepiej – odparła z psotnym uśmieszkiem. – Kręgosłup mnie już zaczął boleć. Nie wiem, czy wiesz, ale to już dobra godzina minęła. - Godzina? – powtórzył z niedowierzaniem, na co znów się roześmiała. - Tak, godzina, więc teraz mógłbyś przestać marudzić i dać mi chwilę odpocząć – mruknęła, układając się wygodniej.
Kiedy kilka godzin później szykował się do spania, Tonks zdążyła już przysnąć. Z lekkim uśmiechem położył się obok niego i prawie natychmiast usłyszał: - Eliksir. Wywrócił oczami. - Już wziąłem, mamo – mruknął kpiąco. Nimfadora jedynie uśmiechnęła się szerzej i wtuliła się w jego ramię, znów przysypiając. Zdążyła jeszcze ziewnąć i rzucić krótkie „Dobranoc”, nim rozluźniła się, a jej oddech przybrał równe tempo. Przez chwilę przyglądał jej się z lekkim uśmiechem, który jednak zelżał, gdy naszła go nagła myśl, że Tonks mogłaby nie chcieć kogoś takiego jak on. Błyskawicznie odepchnął od siebie tą myśl. Starając się zachować spokój, odgarnął jej włosy z twarzy i delikatnie pocałował ją w czubek głowy, życząc jej cicho dobrej nocy. Jak na zawołanie wtuliła się w niego mocniej, wywołując znów szerszy uśmiech na jego twarzy.
*narobić komuś diabła - kolokwializm, oznacza tyle co namieszać, popsuć. czwartek, 26 stycznia 2012, ines_mp
Komentarze
little_deranged
2012/01/26 23:27:29
Kiedyś potrafiłam się konstruktywnie wypowiadać, ale obawiam się, że moje zdolności opadły wraz ze szczęką. Mogę Ci jedynie podziękować za świetny rozdział, którym sprawiłaś, że i czwartek i piątek nie będą najgorszymi dniami tygodnia :). Błagam twórz dalej, pozdrawiam.
2012/01/27 09:38:52
Taaa... Jakby Dora dała się wypatroszyć. Seviś, ty mówisz o aurorce, a nie pierwszej lepszej dziewczynie.
Ja już mam ubaw. On jest taki rozkoszny, gdy si miota. Ot, lew w klatce xD Nawet grzywę ma odpowiednią. Pięknie, nawet Gerard bawi się jego kosztem. Strach pomyśleć, co zrobią pozostali. Teodor pięknego, kawowego fraktala zrobił na obrusie ^-^ Severus "Obiekt Kpin & Niedowierzania" Snape. Ledwo wspomniałaś o Kashu, a mam ochotę przestawić mu zgryz. Permanentnie. Groźby Seva mrrrr... Chciałabym zobaczyć minę Minerwy, musiała być epicka. Flitwick mnie zamordował. Śmiechem. On się zrobił straszliwie zabawny po śmierci. Swoją drogą to ciekawe, że nie potrafi się unosić w powietrzu, tylko spada, jak Kaczor Duffy, który się zapędził ciut za daleko poza krawędź klifu xD Oficjalnie oznajmiam, że Kash ma u mnie darmowe mordobicie gazrurką. Sev, mylisz się, to wcale nie było idiotyczne. Idiotycznym było zostawienie tego kretyna w stanie przytomnym. Trzeba przyznać, że nasz Mistrzu ma cios jak Tyson. A Gerard dostaje ode mnie mocnego przytulasa za swoją wypowiedź. Jest bezbłędny. Jego pogardę czuć nawet przez monitor. I pewnie tylko dobre wychowanie sprawiło, że nie splunął na Kasha. W sumie facet ma naprawdę przerąbane. sev go nienawidzi, Gerard go nienawidzi, Gellert coś kombinuje, a Ślizgoni nie dadzą mu żyć. Zarobki Magicznych Dowcipów na pewno ostro pójdą w górę. Pięknie nakreśliłaś jego złość, gdy wrócił do swoich kwater. A metoda uspokajania go w wykonaniu Tonks jest genialna i stuprocentowo skuteczna. Przynajmniej w wykonaniu tej pary xD Wzruszyłam się. Autentycznie miałam łzy w oczach, czytając ten fragment o przytulaniu. Tak dokładnie pokazuje, że Sev to nie robot walczący ze złem, ale samotny człowiek, który potrzebuje drugiej osoby. Pięknie pokazałaś, co on chowa za tym murem niechęci i złośliwości, który wokół siebie zbudował. I chyba taki Severus mi się najbardziej podoba. Nie rzucę się na ciebie, nie pogryzę, ani nie zgwałcę, więc mógłbyś mi trochę bardziej zaufać odpowiedziała spokojnie, spoglądając na niego z psotnym uśmiechem. I tu Ciekawość jęknęła zawiedziona, mamrocząc pod nosem "Czemu nie zgwałci?". A ten psotny uśmiech wcale nic takiego niewinnego nie wróży. O! Widzę, że postanowiłaś pokazać też Tonks z tej prawdziwej strony. A żeby wszyscy, którzy uważali ją za niezdarną łamagę, teraz oberwali tym w głowę i to solidnie xD Sevowi chyba lepiej już, skoro się z nią drażni. Ja cię napastuję? Ty chyba nie wiesz, co to znaczy. Sev, ja dopiero mogę zacząć cię napastować, a wtedy będziesz mnie błagał, żebym nie przestawała. Ja się obawiam, ze może wtedy wyzionąć ducha, jak dostanie zbyt dużą dawkę napastowania tak od razu na wstępie :P Osobiście wolałbym najpierw doprowadzić cię do stanu używalności. Przecież nie chcemy, żebyś się przez to bardziej uszkodziła, nieprawdaż? Obietnica? Mam nadzieję. Ale on ma dobrze. Piękna dziewczyna robi mu masaż. Czy mi się wydaje, czy oni ze sobą naprawdę mocno flirtują? Tonks nawet przez sen będzie mu przypominać o eliksirze. Przez chwilę przyglądał jej się z lekkim uśmiechem, który jednak zelżał, gdy naszła go nagła myśl, że Tonks mogłaby nie chcieć kogoś takiego jak on. Sever! Chyba oberwałeś po głowie o raz za dużo, że takie głupoty przychodzą ci do głowy. Albo cofasz się w rozwoju. Grrr... Faceci są czasem tacy tępi. Uśmiana, wzruszona i zamordowana przez Filiusa Jane życzy mnóstwa Weny i szybkiego dotarcia do Sama-Wiesz-Czego ;)
Gość: sunny_flower, host18811713360.waldex.3s.pl
2012/01/27 15:22:23
Severus zazdrosny! nie wierzę, że tego dożyłam! :) ale normalnie mam ochotę Cię zamordować! taka krótka notka, przecież przeczytanie jej tak szybko mi minęło i stanowczo chcę WIĘCEJ! Pan Wen jest geniuszem i przyznaję mu Nobla, Oscara i jeszcze parę innych nagród z prośbą o kolejne, równie świetne notki.
P.S - Sev w nowej fryzurze - cudeńko :) 2012/01/28 16:00:55
Dobra to już na razie koniec, więc biorę się za konkretny komentarz.
Jak już sama zauważyłaś nie pałałam miłością do połączenia pary Tonks i Severus. Nie mogłam przyswoić do siebie tej myśli, ale gdy przeczytałam najpierw opowiadanie urodzinowe, a później zaczęłam czytać Senne Tajemnice, chyba mnie przekonałaś. Połączyłaś ich tak swobodnie, że jestem pod wrażeniem Twojego stylu. W tej historii jest tylu realistycznych nowych bohaterów, że naprawdę miło się czyta. Nie zwracam uwagi na drobne błędy, bo nie jestem w tym dobra. ( o takie drobnostki się nie czepiam, bo gdyby to było np. zawrucił to już chyba bym ci wypomniała- to jest tylko taki przykład) No, a po za tym tak mnie ciekawi co będzie dalej. Ines, skarbie czekam aż Twój Pan Wen dostanie kopa na to opowiadanie. Pozdrawiam: Lady Moon
Gość: cheroine, 178-36-62-208.adsl.inetia.pl
2012/01/29 16:07:31
Świetnie! Pierwsze i najważniejsze, będzie akszyn i to, na co czekałam najbardziej, czyli zemsta Grindelwalda w sojuszu z Kashem (co za szuja, tak na marginesie)! Wyobrażenie reakcji na nowy image Seva to pierwszorzędna rozrywka, ojaniemogę pierwsza pomoc dla Teodora i Filius za burtą (czy tam krawędzią)! A Kash to bezczelny typ, co on tam w ogóle podskakuje. Dobrze Sev! Bierz go! Tylko raz?! Cóż, przynajmniej porządnie ;D. Jak się Tonksy dowie (że zdenerwował Seva, który ma się nie denerwować), to będzie przeklęty, tchórz jeden! Czekam na konfrontację. I na akcje Grindelwald, Kash/Sev. Masażyk Tonks, jak wiedzę, działa cuda. Fragment o napastowaniu, ha ha, jak ja koocham ich przekomarzanki. Och, jak przyjemnie czytało mi się końcówkę, była taka... rodzinna, tak myślę. Kolejna scena, pokazująca partnerstwo w ich relacjach, równość, wzajemna troskę, bezpieczeństwo. O nie, jak mu do tej pustej łepetyny mogło przyjść, że może w ten sposób odgrywa się na Katherinie-Której-Imię-Niech-Będzie-Przeklęte-i-Zakazane-Po-Wsze-Czasy? Głupi. I oczywiście, że ona cię chce, gamoniu. I on jest inteligenty? Yyyy... W każdym razie przyjemne, relaksujące i wprawiające mnie w niesamowicie dobry humor sceny, sprawiające, że uśmiecham się jak głupia, chichoczę i niemal podskakuję radośnie, górą! I, "ja proszę o więcej" ;). No ale muszę też trochę ponarzekać, wiele przecinków jest zdecydowanie nie na miejscu, przyjrzyj się, sama zauważysz, notorycznie przed "ani" i "czy". Pozdrawiam i Weny,
cheroine 2012/01/29 20:38:29
To co powiem może być nieodpowiednie do Severusa i jego ciemnej strony, ale to było kochane, jak ją pocałował na końcu :D No i sam fakt, że się postawił w obronie jej czci temu pacanowi też świadczy, że to już nie jest tylko Nimfadora, a ktoś więcej^^ Słuchałam sobie takiej wolnej piosenki jak czytałam o tym, jak Snape postrzega Tonks i nawet się wzruszyłam, chociaż sama nie wiem czemu ;P Może po prostu tak dobrze umiesz opisać uczucia?:)
Pozdrawiam i czekam na c.d pysiame
Gość: Daga, user-31-175-173-249.play-internet.pl
2012/01/31 19:20:38
Taaaak. To jest właśnie to. Sev wreszcie zrozumiał, co mu siedzi w duszy. Podoba mnie się taki układ ;P. Mistrzowskie zagranie na uczcie xD. Ciekawa jestem, co powie Tonks, gdy się o wszystkim dowie ha ! Weny ;*** !
Gość: TigramIngrow, netpanel-87-246-193-110.umcs.akademiki.lublin.pl
2012/02/10 15:57:29
Whoa... Ten odcinek był bardzo dobry :)
2012/02/14 11:05:53
Ten rozdział to było coś. Jak tylko Albus wszedł z tym całym Keshem, czy jak on tam się zwie, to już zaczęłam węszyć kłopoty. I chyba za bardzo się nie pomyliłam. Reakcja Severusa bardzo rycerska, a to co potem się działo w jego kwaterach było tym, o czym marzy chyba każdy facet, tylko nie chce się do tego przyznać. Bardzo, bardzo, bardzo fajny rozdział. No, to lecę czytać dalej, bo trochę zaległości mi się narobiło. :)
|